Kpt. Józef Batory: przeszedł brutalne śledztwo następnie zabity tzw. strzałem katyńskim na Mokotowie

W czasie koncertu patriotycznego „Chwała Niezłomnym” zorganizowanego przez stowarzyszenie Odra – Niemen, w tłumie stała kobieta z portretem ofiary. Okazało się, że to siostrzenica kpt. Józefa Batorego, zamordowanego przez komunistyczny rząd żołnierza WIN-u.Kiedy mogę zawsze uczestniczę we wszystkich wydarzeniach, które oddają część i pamięć Żołnierzom Wyklętym.

Kpt. Józef Batory to mój wujek, był podkomendnym ppłk Łukasza Cieplińskiego. Obaj, jeden po drugim , 1 marca 1951 roku zostali rozstrzelani tzw. strzałem katyńskim na Mokotowie. O godz. 20:00 pułkownik, pięć minut później podkomendny. Groby obydwu żołnierzy WiNu-u do dzisiaj nie zostały odnalezione.

Brutalne śledztwo, pod bezpośrednim nadzorem NKWD trwało trzy lata, dowody zostały sfabrykowane a na ich podstawie Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał wuja na podwójną karę śmierci.

Mój wuj, oprócz rodzeństwa miał dużą rodzinę od strony rodziców. Ponieważ w czasie niemieckiej i sowieckiej okupacji działał w konspiracji, uznał, że lepiej nie narażać rodziny.

Wuj brał udział w kampanii wrześniowej, był oficerem łączności Obwodu AK Kolbuszowa. W zasadzie całą wojnę spędził w rodzinnej Weryni i najbliższej okolicy. Zorganizował ruch oporu i kierował pracą konspiracyjną, dzisiaj przez historyków i badaczy wojskowości wysoko ocenianą. Było mu dość łatwo, bo stamtąd pochodził, znał wszystkich i specyfikę miejsca. Z Armii Krajowej przeszedł do Związku Walki Zbrojnej, był w grupie „Kefir”. Następnie w  Nie i Zrzeszeniu Związek i Niezawisłość. Działał na Rzeszowszczyźnie pod pseudonimem Jan Dul i Józef Borzęcki. Od jesieni ’45 do ’47 był łącznikiem WiN-u z prymasem Hlondem.

Mój tato też był w konspiracji, działał w Grupie Kefir, a takich grup podlegających pod Rzeszów było więcej. Warto wspomnieć, że w szczytowym okresie u płk Cieplińskiego było ponad 25 tysięcy żołnierzy. Byli szkoleni wojskowo, organizacyjnie i do zadań specjalnych. Brali udział w działaniach dywersyjnych i konspiracyjnych. Odbierali zrzuty, zbierali szczątki V1 i V2.

W Kolbuszowej, gdzie mieszkał mój wujek, w piwnicy jego domu była kryjówka. Tam zbierano się na narady. To właśnie tam powstawały plany i ręcznie wykonywane mapy wojskowe, tam też zostały opisane i naniesione na papier plany i instrukcje organizacyjne AK Obwodu Kolbuszowskiego, rysunki znalezionych pocisków V1 i V2, także tygodniowe raporty do dowództwa w Rzeszowie. Te raporty przewoziła moja ciotka, 30 km rowerem w obydwie strony. Wiem, że kurierów było więcej.  Wśród nich moja krewna. Historię rodziny Batorych znam z opowiadań moich rodziców, ciotek i wujów, którzy przeżyli okupację.

Rodzina Batorego,  jak wiele polskich patriotycznych rodzin poniosła ofiary. Jego brat August,  młodszy o pięć lat żołnierz AK, poległ w czasie akcji Burza. Drugi brat Stefan za przynależność do AK został wywieziony do łagrów w Stalinogorsku. Bracia cioteczni wujka również zostali wywiezieni w głąb Rosji i nieznany jest ich los. Żyje Franciszek Batory, jego najmłodszy brat i często wspomina nam postać  Józefa, jak mówił o wierze, o przyszłej nowoczesnej Polsce, o potrzebie kształcenia. Wuj był wyjątkowy, jako syn, brat i żołnierz. Niedawno została opublikowana biografia, pióra ks. Sławomira Zycha i Bartosza Walickiego, pt. Józef Batory (1914-1951). Osoba i pamięć.

Po zamordowaniu mojego wujka, jego najbliższa rodzina żyła ze stygmatem. Siostry i bracia byli represjonowani. Żeby pozacierać za sobą ślady, niektórzy rozjechali się po Polsce. Tak zrobili moi rodzice.

Artykuł powstał dzięki wsparciu programu przez Gminę Wrocław