Mariusz Orion Jędrysek, jeśli jest w kraju zawsze bierze udział w uroczystych obchodach podpisania Porozumień Sierpniowych. W tym roku złożył kwiaty i oddał hołd wszystkim robotnikom i pracownikom wrocławskich fabryk i zakładów pracy, którzy 39 lat temu wsparli strajkujących kolegów w Gdańsku i Szczecinie.
Na pamiątkowej tablicy, przy bramie wjazdowej do nieistniejącej dzisiaj zajezdni autobusowej przy ul. Grabiszyńskiej czytamy: „tu rodziła się wrocławska Solidarność”. Od posła Jędryska dowiadujemy się, że jego wczesna solidarność związana jest bardziej z Lublinem. Był też od samego początku tj. 1980 r członkiem Niezależnego Zrzeszenia Studentów na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie studiował geologię, którą ukończył w 1985r, jednocześnie ok. 2 lata fizykę, a potem indywidualnym tokiem studiów na Wydziale nauk Przyrodniczych UWr. We Wrocławiu współpracował z podziemnymi strukturami, ale bardziej intensywnie dopiero po skończeniu studiów wstępując do nielegalnego wtedy NSZZ „Solidarność” w Lublinie w 1985 roku.
W grudniu 1981 uczestniczyłem w strajku okupacyjnym Gmachu Głównego Uniwersytetu Wrocławskiego, a ponieważ udzielałem się m.in. przy pilnowaniu bramy (spodziewaliśmy się pacyfikacji) to po kilku dniach 12 grudnia, dostałem „przepustkę” żeby się wykąpać, poprać rzeczy, wyspać, zdobyć coś do jedzenia etc. Obudziło mnie rano kołatanie do drzwi koleżanki, że „Jaruzel wprowadził wojnę”.
Jaka była pierwsza reakcja?
No… powiedziałem – „no to on już nie żyje” taki był power, wiara i naiwność. Jak się okazało strajku już nie było na Uczelni, kupiłem więc ile się dało planów Wrocławia i chodząc gł. po zachodniej i północnej części miasta nanosiłem na mapę głownie ołówkiem, informacje takie jak numery opancerzonych wozów transportowych, liczbę widocznych ZOMOwców, wojska, patrole etc. Przekazywałem to dalej, to pozwalało się zorientować w skali akcji, ile naprawdę jest sprzętu, pojazdów , ludzi… po stronie WRONu, bo przecież skoty i suki się cięgle przemieszczały i nie wiadomo było jakie siły są rzucone na Wrocław.
Ale w latach 80tych był za panem list gończy – kiedy?
Tak – w zasadzie mało co nie poszedłem w karne kamasze Ludowego Wojska Polskiego zamiast zrobić pracę doktorską. Studiując 3ci kierunek, robiłem na UMCSie badania do doktoratu (fizykę zarzuciłem – po prostu nie dałem rady równolegle ciągnąć fizyki i geologii), coś dorabiając u Prof. st. Hałasa. Wdałem się w konflikt z kimś ważnym z administracji, na Uniwersytecie Wrocławskim – nie chciałem bowiem zdjąć czapki przed godłem PRLu bo „orzeł nie miał korony, więc to dla mnie nie godło”, dołożyło się wcześniej kilka antysystemowych zwrotów, opinia… – no i wywalili mnie ze studiów z 4go roku, kiedy miałem nawet zaliczone zajęcia z wyprzedzeniem z piątego roku, z natychmiastowym biletem do wojska… do Orzysza czy gdzieś podobnie. Przypadkowo, 20 lat później widziałem rozkaz i rekomendację w rodzaju „usunięty ze studiów w dniu 17 października … – natychmiastowy pobór do wojska” – jest podpis, jest numer, data. Wymeldowałem się po znajomościach z Kietrza, ale nigdzie się nie zameldowałem, pomieszkiwałem w Lublinie w szpitalu akademickim, w Pracowni obok gabinetu Prof. Hałasa, potem „sposobem” w hotelu asystenta, ale na Uniwersytecie Wrocławskim byłem zatrudniony, prowadziłem zajęcia…. a list gończy był wojskowy. Jadąc pociągiem z gotową pracą doktorską z Lublina do Wrocławia, i mając zresztą sporo bibuły w plecaku, spotkałem pewnego pułkownika, który właśnie obronił doktorat – i ten w ramach „solidarności doktorów” powiedział, że mi pomoże w WKU, żeby mi dali czas na obronę, co zresztą było wymagane ówczesnymi przepisami – oczywiście nie wiedział, że jestem ścigany przez wojsko. Poszedłem z nim do WKU i faktycznie mi pomógł – bluzgi jakie od niego usłyszałem, że mu nie powiedziałem, że uciekłem od wojska, tutaj nie powtórzę: za tobą jest …. list gończy, ale żeś mnie…. itd. Po obronie już mnie do wojska nie chcieli bo, po trzech godzinach telefonów i wezwań zza drzwi w tę i z powrotem, powiedział mi sierżant w WKU: „takich jak ty to my …. nie potrzebujemy”. Powiedział, że po doktoracie i tzw. „szkółce” musiałbym być min. podporucznikiem – stąd i w wojsku nie byłem bo siałbym ferment polityczny.
Tak dla ciekawości – dlaczego ołówkiem? Co było dalej – co z „Solidarnością”? Jakaś ciekawostka?
No bo na mrozie długopis nie za bardzo pisze, a po drugie łatwiej o ołówek i ewentualne korekty, a po trzecie liczyłem na odzysk planów miasta. Po kilku dniach wygonili nas z akademika, więc pałętałem się po ludziach do Świąt i wróciłem do rodzinnego Kietrza do rodziców, którzy nie mieli ze mną żadnego kontaktu. Ciekawostka? Tam się dowidziałem, że akurat 13 grudnia była procesja z zakładu pracy ojca do Kościoła, gdzie poświęcono sztandar „Solidarności”. Szło może więcej niż 2 tys. ludzi i patrzyło na to kilku ORMOwców i milicjantów. Wnet pozwolono nam wracać na Uczelnię – ale rzeczywistość była siermiężna. Na zajęcia nie wróciło jak pamiętam przynajmniej 2 osoby, bo jak podejrzewaliśmy byli konfidentami eSBecji i mieli już inne zdania. Ilu ich zostało (?) – chyba co najmniej jeden na około może 80 studentów.
















