Mam szereg dokumentów z dochodzeń, w których brałem udział, to wszystko są nierozliczone zbrodnie. Dziś to nie jest tylko problem odebrania im przywilejów i żołdu, ich trzeba rozliczyć ze współuczestnictwa analogicznego do gwałtu zbiorowego, w którym każdy miał swój udział w ramach odrębnej roli
—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl mec. Piotr Andrzejewski, sędzia Trybunału Stanu.
Czym było wprowadzenie stanu wojennego?
To był zamach na wolność i niepodległość. 13 grudnia dokonano przekreślenia rachuby, że można wspólnie zmieniać charakter tego systemu, w którym żyliśmy. Okazało się, że ten system można albo całkowicie przekreślić i budować od nowa, albo mu się podporządkować, że nie można go reformować. I to jest nauka na dzisiaj, kiedy usiłuje się tę wywalczoną wolność i niepodległość zhołdować znowu naruszając ład konstytucyjny, powołując się na niego dla pozoru. Dzisiaj mamy wielkie zwycięstwo homo sovieticus wśród tych, którzy uważają bezpodstawnie, że dzieje im się krzywda.
Jak wspomina Pan 13 grudnia 1981 roku?
Kładłem się spać, był mróz i śnieg. Mieszkam na Wilczej, przez ścianę miałem działacza „Solidarności” z Żerania. Przed północą usłyszałem nagle jakieś łomoty i krzyki. Jakaś kobieta otwiera okno i dramatycznie woła: „Ratunku, bandyci wyłamują nam drzwi, wołajcie ludzi na pomoc”. Myślę sobie, przecież komenda jest niedaleko. Nie przypuszczałem jednak, że bandyci to banda generała Jaruzelskiego. Sięgam po telefon, ten nie działa. Otwieram okno, naprzeciwko inni też to robią. Wołam: „Dzwońcie, bo mój telefon nie działa”. Mówią, że ich też nie działają. Nadal słychać krzyki, łomot wyłamywanych drzwi. Patrzę na podwórze, a tam stoi dwóch milicjantów i cywili i spokojnie palą papierosy. Czekają, aż ci, którzy poszli po tego „solidarnościowca” dobrze wykonają swoją pracę. Bije północ. Ulicami zaczynają jechać sznury bud, w których potem łowili i zabierali ludzi. Ja to nazywałem noc łowów na ludzi i tak to wyglądało. Później było skazywanie ludzi za przestępstwa, które nie były przestępstwami w chwili kiedy je popełniano.
Pamięta Pan pierwszy proces stanu wojennego?
Tak, 22 grudnia. Oceniliśmy już wtedy, że jest sprzeczne z ówczesnym ładem konstytucyjnym domaganie się odpowiedzialności ludzi wstecz za coś, co nie było czynem karalnym w chwili jego popełnienia. Stan wojenny wynikał z tego, że Jaruzelski obiecał Breżniewowi i jego świcie, że własnymi rękami zlikwiduje dążenia wolnościowe ruchu „Solidarność”. Bał się bardzo, bo wiedział, że będzie ogromny opór społeczny. Zaczęliśmy znów w Polsce budować struktury podziemne na wzór tych z okresu II wojny światowej. Dzisiaj zmierza się znowu do tego, żeby przywrócić interesy okrągłostołowej oligarchii i tych wszystkich, którym zapewniono bezkarność z racji popełnienia zbrodni komunistycznych oraz ich poplecznikom, hołdującym zasadzie homo sovieticus. Próbuje się narzucić fałsz rodem z narracji orwellowsko-goebbelsowskiej. Poczynając od Trybunału Konstytucyjnego przez uchwały Zjazdu Adwokatury, głosi się to samo, co wtedy, gdy wypowiadano wojnę narodowi w imię szczytnych haseł obrony wolności, demokracji socjalistycznej i walki o pokój.
Historia się powtarza?
Mamy do czynienia z bezkarnymi harcami, poczynając od parlamentu, a kończąc na demonstracjach ulicznych, prowokującymi konflikt społeczny. Zbrodnia popełniona na pracowniku posła Wojciechowskiego wynikała z takich pobudek. Mamy powtórkę. Dzisiejsza opozycja to grupa anarchizująca państwo, prawo i dialog społeczny. Nawoływanie przez nich do przemocy wymaga przyjrzenia się temu w ramach kodeksu karnego. Jak długo będziemy mieli do czynienia z niemal ojcowską cierpliwością organów pilnujących porządku publicznego? Dzisiaj mało kto pamięta, że to nie tylko Niemcy Wschodnie, ale i Zachodnie aprobowały wprowadzenie stanu wojennego w Polsce jako zapobieżenie polskiej anarchii w Europie. Próba zhołdowania Polski, która była tragedią, powtarza się jako groteska.
Na jakim etapie jesteśmy dzisiaj jeżeli chodzi o nierozliczone zbrodnie stanu wojennego?
Na etapie bezkarności i przedawnienia. Wystarczy przypomnieć nierozliczone zbrodnie w procesie Grudnia 70. Najpierw prokuratura wojskowa umorzyła śledztwo wobec bezpośrednich sprawców, później uznała, że to przedawnione. Następnie uznano sprawstwo kierownicze, które było oparte na akcie oskarżenia bardzo trudnym do uwzględnienia przez sąd. Uniewinniono natomiast winnych sprawstwa kierowniczego lub poczekano aż wymrą. Pierwszy nasz premier z obozu solidarnościowego odkreślił grubą linią przeszłość, zapewniając ich nieformalnie, że nie będą odpowiadać za popełnione zbrodnie. Tymczasem w stanie wojennym było ok. 100 zamordowanych przez nieznanych sprawców, inni przypłacili inwalidztwem czy więzieniem. Mam szereg dokumentów z dochodzeń, w których brałem udział, to wszystko są nierozliczone zbrodnie. Dziś to nie jest tylko problem odebrania im przywilejów i żołdu, ich trzeba rozliczyć ze współuczestnictwa analogicznego do gwałtu zbiorowego, w którym każdy miał swój udział w ramach odrębnej roli.
Rozmawiał Piotr Czartoryski-Sziler
źródło: wpolityce.pl
fot: youtube















