Jak ZOMO i UB zatrzymywało wrocławskie kobiety. Jańcia część I

front 111.jpg

13 grudnia 2016 roku w Pałacu Prezydenckim odbyła się niezwykła uroczystość. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda w 35 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego wręczył Ordery Odrodzenia Polski i Złote Krzyże Zasługi 35 opozycyjnym działaczkom.

Represjonowane kobiety, przewożono do ośrodka internowania w Gołdapi. Spotkała się tam cała elita opozycyjna Polski. Halina Mikołajaska, Gajka Kuroniowa, Anna Walentynowicz, Barbara Trzeciak i Hanna Gwiazda (więcej w kolejnych odcinkach opowie Maria Dąbrowska).

Wśród odznaczonych gołdapianek dziewięć było z Wrocławia i Dolnego Śląska.

Część z nich opowiedziała o swoich przeżyciach. Cykl o gołdapiankach rozpoczyna historia Jańci, pogodnej pracownicy telekomunikacji we Wrocławiu. Krzyż Wolności i Solidarności przyznany pośmiertnie, odebrała siostra, która kontynuowała „wywrotową działalność”. Prezydentowi powiedziała: szkoda że siostra nie doczekała tej chwili.

 

Św. pamięci Janinę Zając wyprowadzili z domu 13 grudnia 1981 zomowcy, byli pod bronią, mówi siostra zatrzymanej .

Przez tydzień nie wiedziałam co się z nią dzieje. Nie powiadamiali. Nie chcieli też potwierdzić moich przypuszczeń, że ją zabrali.

Dowiedziałam się, że listy aresztowanych są na ul. Klęczkowskiej …ale nie było tam jej nazwiska. Miałam ze sobą butelkę wódki. Najzwyczajniej w świecie podałam ją pracownikowi więzienia. Listę sprawdził jeszcze raz (…) Podałam torbę z rzeczami osobistymi  z prośbą o odwrotne potwierdzenie. Wkrótce dostałam od niej odpowiedź, byłam już spokojniejsza.

Pierwsze nasze spotkanie było przed Bożym Narodzeniem, przyniosłam dla niej i dla pozostałych kobiet wieczerzę wigilijną. Niedługo potem pojechała do Gołdapi. Wiedziałam o tym, chciałam się pożegnać. Stałam pod murem więzienia, mimo, że zbliżała się godzina milicyjna, udało się, pomachałam.

Często tam jeździłam. Ośrodek jest w lesie. Stacja PKP czy przystanek PKS  w centrum miasteczka. Trzeba było iść na piechotę, dźwigać to, co chciało się przekazać, taksówkarze nie podwozili.

Ciekawostką jest fakt, że po transformacji były komendant tego ośrodka, wykupił go i był tam – a może nawet jeszcze jest – szefem sanatorium.

W domu bardzo oszczędzaliśmy na jedzeniu po to aby one tam miały lepiej.

Jańcia bardzo przeżywała brak informacji, zwłaszcza kiedy przebywała w więzieniu we Wrocławiu. Nie myślała o sobie. Losy pozostałych na wolności działaczy podziemnej Solidarności wrocławskiej Telekomunikacji  w której pracowała były ważniejsze od upokorzeń.

Od Świąt Bożego Narodzenia w domu rodzinnym trzymaliśmy ubraną choinkę, potem w wiaderku z wodą…aż do maja, do powrotu Jańci z internowania. W maju podzieliliśmy się opłatkiem. W maju urządziliśmy Święta Bożego Narodzenia. W maju otrzymaliśmy prezent. Jańcia była wolna.

Siostra nie przestraszyła się, nie zaprzestała wywrotowej działalności. To co zrobiła junta generała Jaruzelskiego raczej wzmocniło nas wszystkich, oni pokazali swoją słabość. Walka z własnym narodem nie może się powieść. Źli ludzie zawsze poniosą klęskę.

ww

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Małgorzata Paw

 

 

 

 

 

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj