Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jeden drobny szczegół. Otóż w ciągu ostatnich sześciu lat w zarządzanej przez Hannę Gronkiewicz-Waltz Warszawie wycięto co najmniej 150 tys. drzew. To tak jakby wyciąć w pień cały park w Łazienkach.
Również niedawno, gdy weszła w życie tzw. ustawa Szyszki, miasto nadal cięło drzewa, sprytnie przeczuwając, że ta wycinka i tak pójdzie na rachunek rządu.
Przypadek warszawski nie jest odosobniony. Jak donosi „Głos Szczeciński” tamtejszy radny Jan Posłuszny, korzystając z „ustawy Szyszki”, wyciął drzewa na swojej działce pod Puszczą Wkrzańską, a trzy dni temu protestował przeciwko ustawie, sadząc drzewa w partyjnej pokazówce na terenie szpitala w szczecińskich Zdrojach.
Wynika z tego, że dopiero dzięki Szyszce Platforma zrozumiała, jak ważna jest ochrona przyrody. Niestety, kilka drzew posadzonych przez Grzegorza Schetynę nie odbuduje bezpowrotnie zniszczonej zieleni. Aby przywrócić poprzedni drzewostan, Schetyna z towarzyszami musieliby sadzić nowe drzewka codziennie przez kilka lat. Nie wzbudziłoby to jednak zainteresowania mediów, zatem musi nam wystarczyć ta jedna pokazówka.
źródło:wpolityce.pl
















