Joanna Lamparska, autorka książki pt. „Złoty pociąg, krótka historia szaleństwa” podpatruje ekipę poszukującą złota na słynnym dzisiaj 65 km pod Wałbrzychem. Mówi, że ludzie od dawna poszukują skarbów. I rzeczywiście zabawy w dzieciństwie stają się u jednych zawodem, lub hobby. Inni tylko korzystają jeśli ci pierwsi rzeczywiście coś odkryją. A jeśli odkryją… przyjdzie wojsko. Będzie już inna ekipa i o tym co tam jest, dowiemy się kiedy sami nas zawiadomią. Teraz media, jeśli chcą mogą się przypatrywać. W razie odkrycia pociągu, dostęp do 65 km, będzie niemożliwy. Aż do czasu aż wszystko zostanie zbadane. Póki co, gonimy dalej króliczka, śmieje się gość Radia Wrocław w Rozmowie Dnia.
A z książki Joanny Lamparskiej dowiadujemy się, iż pociąg ma swoją legendę, znaną już od zakończenia wojny. Jest też inna, mniej powtarzana a również podniecająca. Otóż, raz w roku pewien pan schodzi do lochu, zabiera jedną sztabkę i …hula, aż do następnego roku. Nikt nie zna tego pana ale legenda jest – mówi Lamparska. My gonimy króliczka, daliśmy się uwieść tej i innym legendom – twierdzi dziennikarka. Co do ukrytego złota w pociągu, są też badania Akademii Górniczo-Hutniczej, które potwierdzają teorię poszukiwaczy. Jednak z dawnych map wiemy, że właśnie w tym miejscu są lochy, więc być może właśnie tam jest nasza sztolnia, nasz złoty pociąg.
Ciekawe jest też to, że dzięki legendzie – Wałbrzych, tak trudny do wymówienia w Ameryce, coraz bardziej jest znany. Już nieźle zarabiamy na tej marce. Publikacje, gadżety, rejon turystycznie jest bardzo pobudzony. I to właśnie sprawił złoty pociąg.
foto: you tube
źródło: Radio Wrocław
















