Komitety wyborcze na ogół już są znane a kandydaci na prezydentów Wrocławia przedstawiają swoich radnych. Wśród nowych twarzy są znani aktywiści społeczni którzy dość dobrze orientują się w funkcjonowaniu Rady Miejskiej oraz przedsiębiorcy – jak Robert Grzechnik, prezes wrocławskiego okręgu partii Wolność.
PIS i Wolność nie mają identycznych poglądów ale łączy ich wizja Wrocławia bez zadłużenia i korków, z przejrzystą polityką budżetową, zauważa Robert Grzechnik, który startuje do Rady Miasta z drugiej pozycji, na liście PIS, z okręgu 3, który obejmuje: Powstańców Śląskich, Borek, Gaj, Huby i Tarnogaj.
W rozmowie z nami, Robert Grzechnik zdradził swoje pasje i dlaczego zależy mu na współdecydowaniu o przyszłości Wrocławia.
Dlaczego startuje pan do Rady Miasta?
Powodów jest kilka. Od lat obserwuję to co dzieje się w naszym mieście i mam wrażenie, że sporo radnych to przypadkowi ludzie, nie mający pojęcia o zarządzaniu. To bardzo niebezpieczne ponieważ osoby, które często nie potrafiłyby poprowadzić małego biznesu, decydują o 4,5 miliardowym budżecie Wrocławia, a wielomiliardowe zadłużenie (prawie 3 miliardy oficjalnego długu plus dług ukryty w spółkach miejskich) jest właśnie wynikiem ich pracy. Trzeba to zmienić.
Politycy zbyt często wykorzystują podatników zamiast pracować dla nich. Chcę pokazać, że można inaczej, że to wrocławianie są najważniejsi. Mam w tym oczywiście interes, sam jestem mieszkańcem i chcę aby moje dzieci i wnuki nie musiały stąd wyjeżdżać w poszukiwaniu godnego życia. Robię więc wszystko co w mojej mocy, żeby we Wrocławiu żyło się dobrze. Chciałbym także aby przedstawiciele ruchów wolnościowych mieli w końcu swojego przedstawiciela w Radzie Miasta. Poświęciłem sporo czasu, aby wszystkie te ruchy poszły razem do wyborów, jednak okazało się, że dla niektórych liderów szyld partyjny, czy bezpartyjny i ambicja są ważniejsze niż wspólne dobro. Być może za 4 lata zmienią zdanie, lub ich działacze zmienią liderów, czas pokaże. Z uwagi na powyższe i dlatego, że Wrocław potrzebuje zmiany, zdecydowałem się startować z list PiS, w okręgu nr 3 (Huby, Borek, Powstańców Śląskich, Gaj, Tarnogaj).
Wyborcy pragną wiedzieć czy Robert Grzechnik osiągnął w życiu jakiś sukces a jeśli była porażka, to dlaczego? i czym kandydat na radnego zajmuje się na co dzień? Jakie ma zainteresowania?
Zawodowo zajmuję się prowadzeniem firmy budowlanej, jestem też prezesem spółki budującej domy. Niewątpliwie sukcesem w polskiej rzeczywistości było dla mnie przetrwanie pierwszych 3 lat prowadzenia działalności – z ZUSem, który trzeba płacić niezależnie czy się coś zarobi, czy nie, z tą przerośniętą biurokracją i urzędnikami, którzy są tak „pomocni”, że gdy pewnego razu poszedłem zapytać o interpretację przepisów, następnego dnia byli u mnie z kontrolą. Sukcesy to chyba za duże słowo, jak na moją dotychczasową działalność polityczną. Cieszy mnie jednak, że w dobie wszechobecnych tematów zastępczych, udaje mi się zwracać uwagę mieszkańców i mediów na ważne dla nas sprawy. Trzy tygodnie temu pomogłem w zorganizowaniu spotkania dziennikarzy z mieszkańcami podwrocławskiej gminy Długołęka, w której chciano niezgodnie z przepisami otworzyć składowisko odpadów. Walka mieszkańców trwa nadal, jednak jej nagłośnienie pomogło i dziś coraz więcej ludzi chce pomóc. Takie rzeczy dają mi satysfakcję i wiem, że z poziomu Radnego Miejskiego, będę mógł być bardziej pomocny.
Ważnym tematem, który udało nam się wprowadzić do debaty politycznej, nie tylko we Wrocławiu, jest projekt pn. Likwidacja Straży Miejskiej. Dzięki zbiórce podpisów i kampanii medialnej (którą wrocławskie media przemilczały), dzisiaj każdy kandydat na prezydenta mierzy się z tym tematem, a każdy strażnik zastanawia się kilka razy zanim ukarze kogoś mandatem za sprzedaż pietruszki. Myślę, że ta inicjatywa przypomniała też sporej części urzędników, że mają oni służyć mieszkańcom, a jeśli o tym zapomną to powinni mieć się na baczności. Porażką dla mnie będzie kolejna kadencja ludzi prezydenta Dutkiewicza, PO oraz szeregu tworów powstałych na bazie tej współpracy. Wygląda bowiem na to, że zapomnieli oni już dawno, iż praca w urzędzie miejskim powinna być pracą dla mieszkańców, a nie dla partykularnych interesów. Aby do tego nie doszło zdecydowałem się na start z list PiSu i mam nadzieję, że ten wybór pomoże w odsunięciu od władzy drużyny ustępującego prezydenta.
Zapytaliśmy przedsiębiorcę Grzechnika czym się zajmie radny Grzechnik po zaprzysiężeniu w Radzie Miasta? Na czym zna się i na co mogą liczyć wrocławianie jeśli go wybiorą?
Ponieważ z wykształcenia jestem inżynierem i zawodowo zajmuję się inwestycjami, chciałbym doświadczenie które do tej pory zebrałem, przełożyć na pracę w Radzie Miasta. Mając bezpośredni dostęp do dokumentów, będę z łatwością oceniał jakość proponowanych rozwiązań oraz ich koszt, co pomoże rozsądnym wydawaniu publicznych środków. Będę walczył o to, aby każda ciężko zarobiona przez wrocławian złotówka, która trafia do budżetu miasta, była wydana racjonalnie. Będę patrzył na ręce tym, którzy konstruują budżet i informował mieszkańców, gdy tylko pojawią się pomysły typu: World Games-kosztowna impreza, której żadna telewizja nie chciała puścić nawet za darmo, Tramwaje PLUS -na które bez potrzeby wydaliśmy 30% więcej niż na standardowe pojazdy, Zielone Koperty – które nie są znakami drogowymi i urzędnicy zmarnowali na namalowanie ich 35 tys zł., system sprzedaży biletów za 174 mln zł – za tę kwotę można kupić 80 autobusów elektrycznych! Oczywiście mam też sporo pomysłów, jak rozwiązywać istniejące problemy. Będę rozmawiał z radnymi i (mam nadzieję) panią prezydent Stachowiak-Różecką, aby wprowadzić je w życie.
Czy zdradzi nam pan chociaż kilka z nich?
– Chciałbym porozumieć się z Uniwersytetem Wrocławskim w sprawie rozbudowy parkingu przy ul. Kotlarskiej. 50 metrów od Rynku mamy duży parking, który w weekendy stoi pusty.
-Chciałbym aby nowe drogi takie jak np. Aleja Wielkiej Wyspy, miały minimum po dwa pasy ruchu w każdym kierunku jazdy. Dzisiaj w XXI wieku mamy projekt na jeden pas w każdą stronę, to absurd!
-Na linii tramwajowej przy ul. Legnickiej chciałbym zamontować zwrotnice co kilkaset metrów, tak aby w razie awarii jednego tramwaju, można było wprowadzić ruch wahadłowy nie paraliżując ruchu pozostałych pojazdów.
















