Rodzice wrocławskich uczniów przeciwko promocji LGBT w szkołach

LGBT2.jpg

Do Elżbiety Rafalskiej Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej rodzice masowo wysyłają swoje głosy sprzeciwiające się kampanii „16 dni przeciw przemocy ze względu na płeć, a także wszystkiego, co może prowadzić do promowania przez ministerstwo idei bliskich środowiskom LGBT” – czytamy w proteście.

Wspomniany protest od momentu pojawienia się w Internecie zyskał niemal 15 tys. podpisów. Pojawił się kilka dni temu na stronie protestuj.pl

„Wyraźnie widać, iż polskie rodziny nie życzą sobie ani podręczników z treściami promującymi homoseksualizm, ani cyklicznych spotkań z tzw. trenerami antydyskryminacyjnymi, którzy inny, alternatywny styl życia uważają za normalność” – mówi nam jedna z zaniepokojonych mam, codziennie posyłająca dwóch synów do szkoły podstawowej i gimnazjum we Wrocławiu (…)

Rodzice zadziwieni są faktem, że część zajęć organizowanych w ramach kampanii ma odbywać się w szkołach.

Nie mamy dużego wpływu na antypolską fundację Batorego, która jest między innymi sponsorem kampanii, podobnie jak Rzecznik Praw Obywatelskich – swoją drogą, mówi Ostrowska, jak rzecznik może być przeciwko rodzinie?! – ale mamy wpływ na polskiego ministra.

Stąd, coraz częściej pytają mnie inni rodzice w jaki sposób mogą reagować na zło (…) mam odczucie, że wszelkie mniejszości narzucają swój światopogląd i żądają akceptacji. Ja to toleruję ale nigdy nie zaakceptuję, bo zachowania homoseksualne i lesbijskie nie są normalne, nigdy nie były i nigdy nie będą, choćby na ulicach pokazało się 100 parad równości, to, to będą tylko żałosnymi paradami. Niczym więcej.

Wysłałam swój protest, bo wierzę w sens włączania się w dialog społeczny. Gdyby Ministerstwo uległo homolobby i LGBT będzie w szkołach to gdzie będą moje dzieci?

– niepokoi się A. Ostrowska.

O komentarz do protestu i wypowiedzi matki dwóch uczniów poprosiliśmy Magdalenę Trojanowską prezes stowarzyszenia Rodzice Chronią Dzieci:

Kampanie antydyskryminacyjne prowadzone są w szkołach przez organizacje lobbujące na rzecz poszerzenia puli praw osób tzw. nieheteronormatywnych oraz zmian społecznych w zakresie najpierw norm obyczajowych i seksualnych, opartych o nieograniczoną swobodę seksualną, a konsekwentnie przebudowy całej społecznej struktury, zmiany modelu polityczno-ekonomicznego państwa, czy nawet świata.

Musimy wiedzieć, że wielkie biznesy zaangażowane są w finansowanie takich organizacji. Coraz częściej w dokumentach unijnych, czy oenzetowskich czytamy o wymiarze gospodarczym związanym ze zmianą seksualnych nawyków społecznych, zarówno w zakresie populacyjnym, jak poszerzeniu rynku konsumpcji usług i tych ze sfery seksualnej np. legalizacja stręczycielstwa i prostytucji, jako normalnego zawodu, co ostatnio przyjęto na forum ONZ.

Rzekoma dyskryminacja i prześladowanie osób np. homoseksualnych ma być zatem pretekstem do zaproponowania społeczeństwu akceptacji dla stylu życia i „wartości”, które, gdy się rozpropagują, zmienią społeczne normy, a co za tym idzie nawyki konsumpcyjne w szerokim zakresie. A to za cenę utraty aktualnych standardów etycznych i tego, co dzisiaj jest traktowane jako norma – i tutaj głównie myślimy o silnej rodzinie.  Pytanie więc brzmi, czy się na to zgadzamy. Czy zgadzamy się na to, aby nasze dzieci były wychowywane na egoistów skoncentrowanych wyłącznie na dogadzaniu sobie we wszelkich sferach życia, nie liczących się w ostatecznym rozrachunku z nikim poza samym sobą. Nie posiadających nawet umiejętności oceny moralnej własnego stanu. Są również społeczne skutki uboczne „etycznej transformacji”.

MP

 

PODZIEL SIĘ

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ