Niepozorne puszki po pasztecie kryją niezwykłą historię

puszki.jpg

Cztery puszki po słynnym pasztecie foie gras z gęsich wątróbek trafiły do Ośrodka “Pamięć i Przyszłość”. Dlaczego są wyjątkowe? Bo ich historia wiążę się z postacią admirała Józefa Unruga, jego rodziny oraz walki z komunizmem.

Rodzina słynnego morskiego oficera okrętów podwodnych osiadła w Montresorze we Francji i kontynuowała tam patriotyczną działalność, którą zaszczepił w niej polski dowódca.

-Podobnie jak wielu Polaków żyjących za zachodzie, także potomkowie adm. Unruga wspierali opozycję antykomunistyczną, przekazując do kraju pomoc materialną, między innymi materiały drukarskie – mówi Juliusz Woźny z Ośrodka “Pamięć i Przyszłość”.

Wsparcie dla kraju w postaci farby drukarskiej przewożono właśnie w charakterystycznych puszkach po słynnym pasztecie foie gras z gęsich wątróbek. Skąd wzięły się one we Wrocławiu jako dowód na małą znaną działalność Polaków przebywających za granicami ojczyzny? Za sprawą dr. Łukasza Krzywki, historyka sztuki z Uniwersytetu Wrocławskiego, który podczas swojego pierwszego stypendium naukowego we Francji poznał rodzinę Unrugów.

-Było to w 1983 r. czyli 10 lat po śmierci Józefa Unruga. Poznałem wówczas jego syna Horacego i wnuki. Kilka lat później znowu trafiłem do Francji na badania naukowe i wówczas Horacy opowiedział mi historię związaną z puszkami, które przewożono do Polski myśląc, że znajduje się w nich znany pasztet. Unrugowie w czasie stanu wojennego prowadzili linię produkcyjną pod Paryżem. Tam do puszek wielkości francuskiego kultowego pasztetu pakowano farbę drukarską i wysyłano je do ojczyzny – opowiada Łukasz Krzywka.

Sam Horacy Unrug eksperymentował z puszkowaniem farby, aby nikt na granicy nie zorientował się, co jest w środku. Dlatego zalewano woreczki z farbą np. parafiną, aby nie można było usłyszeć chlupania wewnątrz. Historyczne puszki w 2013 r. zobaczył na własne oczy dr Łukasz Krzywka i postanowił je pokazać w Polsce, ponieważ były nierozerwalnie związane z historią ojczyzny Unrugów.

-W 2012 r. zmarł Horacy, syn Józefa, ale rok później Marek, czyli wnuczek Józefa a syn Horacego, porządkował przy mnie piwnicę. Nagle wyniósł znane mi z opowiadań puszki. Zapytałem od razu, czy to te puszki. Był zdziwiony, że znałem ich historię. Potwierdził ich autentyczność. Od razu zaproponowałem, żeby je pokazać w Polsce i dzisiaj można powiedzieć śmiało: udało się – wyjaśnia historyk sztuki.

Niezwykłe eksponaty, które upamiętniają niewielu znaną historię, zostaną wystawione w Centrum Historii Zajezdnia, czyli muzeum, które powstaje w miejscu zajezdni MPK przy ul. Grabiszyńskiej. Przy okazji warto krótko przypomnieć historię polskiego patrioty, jakim niewątpliwie był Józef Unrug.

Podczas I wojny światowej walczył, jako dowódca podwodnych okrętów we flocie niemieckiej. W odrodzonej Polsce wstąpił do Marynarki Wojennej. Po napadzie Niemców na Polskę w 1939 roku dowodził Obroną Wybrzeża. Po wyjściu z niemieckiej niewoli był I zastępcą szefa Kierownictwa Marynarki Wojennej. Po niemiecku mówił lepiej niż po polsku, jednak w obozie jenieckim z dowództwem obozu porozumiewał się tylko przez tłumacza, nie odzywając się nigdy po niemiecku.

-Pytany przez niemieckich krewnych, mających go zachęcić do przejścia na stronę nazistów, gdy go odwiedzili w niewoli o przyczynę takiego zachowania, oświadczył, że 1 września 1939 roku zapomniał języka niemieckiego. Mimo, że w obozie przeczytał około 400 książek po angielsku i francusku. Nigdy nie sięgnął po książkę po niemiecku – mówi Juliusz Woźny.

Nie może zatem dziwić, że po wybuchu stanu wojennego syn, wnukowie i wnuczki admirała podjęli działalność wspierającą antykomunistów. Po upadku komunizmu rodzina Unrugów wielokrotnie odwiedzała Polskę. We Wrocławiu mamy ul. Admirała Józefa Unruga.

Przekazanie puszek stało się w pewnym sensie odpowiedzią na apel Ośrodka „Pamięć i Przyszłość” o przynoszenie wszelkiego rodzaju pamiątek, które mogłyby obrazować historię Wrocławia, Polski w latach wojennych i powojennych.

-Szczególnie odczuwamy bardzo brak eksponatów z pierwszego okresu powojennego. Jeśli ktoś ma informację o takich pamiątkach, proszę się do nas zgłosić – apeluje Marek Mutor, dyrektor instytucji, która w sierpniu 2016 roku rusza z unikatowym projektem, czyli muzeum Centrum Historii Zajezdnia.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ