Ks. Jarosław Wąsowicz: Kibic nie może być postrachem ulic, bo nim nie jest

gbh.jpg

Nie taki kibic straszny, jak go malują. O swojej społecznej funkcji, ruchu, który rewolucjonizuje młodych Polaków i atmosferze na trybunach opowiada ksiądz-salezjanin, a jednocześnie wierny kibic Lechii Gdańsk, Jarosław “Wąsal” Wąsowicz.

Maciej Rajfur: Czy trudno jest być duszpasterzem kibiców?

Ks. Jarosław Wąsowicz: Myślę, że trudno jest być dzisiaj w ogóle duszpasterzem. Zawsze ta misja wymaga poświęcenia czasu i swoich zdolności, ale po to odpowiada się Bogu na powołanie, żeby później działać tam, gdzie On nas posyła. W moim przypadku jest tak, że związałem się z ruchem kibicowskim w latach 80. i już jako ksiądz nie byłem anonimową postacią w Gdańsku, Krakowie czy we Wrocławiu. To dla mnie naturalne środowisko. Nigdy nie przestałem być kibicem. Wiem o tych ludziach wszystko, bo sam się czuję członkiem ich ruchu. Nie lubię jednak, gdy ktoś używa wobec mnie określenia: kapelan kibiców. Nigdy nim nie byłem i nie będę. Tak się składa, że zostałem księdzem i swoim kapłaństwem służę moim braciom kibicom, gdzie zajdzie potrzeba: czy w sakramentach świętych czy na stadionie.

Maciej Rajfur: Zmaga się także ksiądz z łatkami, przyszywanymi grupie piłkarskich fanów?

Ks. Jarosław Wąsowicz: Oczywiście, przede wszystkim dlatego, że sam jestem ich częścią. Dzisiaj rzeczywiście kibice z kilku względów są przez mainstreamowe media i decydentów najbardziej atakowani. Przede wszystkim dlatego, że dobrze się organizują i wyrobili sobie jasno sprecyzowane poglądy społeczno-polityczne, które idą pod prąd głównego nurtu. Opierają się wszechobecnej poprawności politycznej i upominają się o te wartości, które nazywamy konserwatywnymi. Takie środowisko łatwo zaatakować ze względu na jego zróżnicowanie. Wiadomo, że nie mamy w swoich szeregach samych aniołów. Różne grupy tworzą to, co nazywamy ruchem kibicowskim. Z powodu pojawiających się negatywnych incydentów i awantur, wyolbrzymia się marginalne zjawisko, jakim jest chuligaństwo, bo nie mówimy tu o nurcie wiodącym.

Maciej Rajfur: Jaka jest więc ta wiodąca strona kibiców? Wielu Polakom wciąż ciężko ją dostrzec.

Ks. Jarosław Wąsowicz: Tych dobrych rzeczy jest coraz więcej. W Polsce od kilku lat obserwujemy działalność stowarzyszeń kibicowskich, które ukierunkowuje na dobre tory całą społeczność. Stawia się na samą edukację, czyli spotkania, które mają charakter dydaktyczny, np. z kombatantami wojennymi. Fanatycy prowadzą działalność charytatywną, polegającą nie tylko na pojedynczych zbiórkach pieniędzy czy darów, ale stałej opiece nad domami dziecka, trwałej pomocy potrzebującym, m.in. wspólnych wyjściach na mecz np. z chorymi dziećmi. Idźmy dalej – patriotyzm. Współcześnie, gdy historię wyrugowano ze szkół, niezwykle cenne okazują się akcenty historyczne na stadionach w postaci opraw. Dają one bezcenny bodziec, który może wzbudzić zainteresowanie młodego człowieka. Wspomnę jeszcze o czymś, co jest mi szczególnie bliskie, bo moja rodzina pochodzi z Wileńszczyzny. Kibice regularnie pomagają rodakom mieszkającym na Kresach Wschodnich, którzy borykają się z wieloma problemami dnia codziennego. Widzę dokładnie, jak mocno ruch kibicowski angażuje się we wsparcie Polaków na Ziemiach Utraconych. A rząd o swoich obywatelach już zapomniał.

Maciej Rajfur: Albo przypomina sobie z powodu oddolnych inicjatyw społecznych.

Ks. Jarosław Wąsowicz: To prawda, wiele rzeczy na nowo podnieśliśmy na wokandę dyskusji ogólnonarodowej, np. więcej mówi się dziś o trudnych współczesnych losach polskich kombatantów na Wschodzie.

Maciej Rajfur: Wydaje się, że kibice to środowisko dość hermetyczne, z własnymi regułami. Może dlatego ludzie mają z nimi problem. Stąd chyba u wielu taka negatywna opinia o piłkarskich fanach, stąd agresywny obraz kibica w Polsce. Bo na takiego wygląda z boku.

Ks. Jarosław Wąsowicz: Społeczność ma z tym problem, bo wierzy we wszystko, co podają media głównego nurtu, które kreują wygodne stereotypy. Nie zgadzam się, że kibice się zamykają, właśnie się otwierają. Kupujesz bilet na stadion i zaczynasz się identyfikować z grupą. Każdy może zostać fanatykiem. Pewne rzeczy jednak trzeba sobie wypracować. Nie można przyjść z ulicy i powiedzieć: jestem wiernym kibicem Śląska Wrocław. A kibicowskiej tożsamości nie buduje się tylko na podstawie obecności na meczach ukochanej drużyny. To także udział w wielu akcjach i inicjatywach, które odbywają się poza piłkarską areną. Jeżeli się angażujesz, to cię dostrzegą, ale na pewno nie w sytuacji, kiedy masz słomiany zapał.

Maciej Rajfur: Zasady chrześcijańskie są dla księdza jasne. Co zrobić więc z takimi sprawami jak agresja, wulgaryzmy, obrażanie innych? Te zjawiska spotykamy na trybunach regularnie.

Ks. Jarosław Wąsowicz: Zawsze odpowiadam bardzo prosto. Oczywiście, że te zachowania wymagają napiętnowania, ale trzeba sobie uświadomić, że one zawsze były obecne na stadionie i wśród kibiców. Podejmuje się w opinii publicznej górnolotne dyskusje, jak zlikwidować w pełni chuligaństwo itp. To niemożliwe. Człowiek jest tak skonstruowany, że przy okazji zawodów sportowych zawsze te emocje występują, zawsze na pierwszy plan wysuwa się element rywalizacji z przeciwnikiem i tego się nie da wyeliminować. Możemy robić właśnie to, co robią na co dzień stowarzyszenia i co ja staram się robić: zło dobrem zwyciężać. A więc jak najwięcej pozytywnej działalności i wtedy będzie mniej chuligaństwa. Niby takie oczywiste. Nauczał w ten sposób założyciel salezjanów, św. ks. Jan Bosko. Na tym polega system prewencyjny. Masz w taki sposób zorganizować aktywność młodemu człowiekowi, żeby nie miał czasu robić głupot. Nie ma lepszej drogi. I żadne rozmowy w telewizji, zaostrzenia wyroków czy inne krótkowzroczne kroki tego nie zmienią. Tylko praca u podstaw.

Maciej Rajfur: A więc upomina ksiądz kibiców, jako w pewien sposób autorytet i strażnik moralności, żeby np. przestali przeklinać, bić się i krzywdzić innych?

Ks. Jarosław Wąsowicz: Spokojnie. Ksiądz Bosko wychodząc do ludzi nie mówił: „Nie rób tego i tamtego”, tylko pytał: „Masz co jeść? Chodzisz do szkoły? Masz pracę?”.

Maciej Rajfur: Czyli poza podstawowymi problemami, resztę patologicznych, tych niby mniej ważnych, zachowań należy zignorować?

Ks. Jarosław Wąsowicz: Nic podobnego. Na wszystko po prostu przyjedzie czas. System prewencyjny nie polega na zakazach, tylko pozytywnym działaniu. Społeczeństwo i media trąbią: Ile lat chuligaństwo stadionowe już trwa? Kiedy to się wreszcie skończy? Ile można na to pozwalać. A ja pytam: A ile lat ciągną się wojny? Od kiedy ludzie się zabijają? Od początku ludzkości! Kiedy to się skończy? Nigdy. Zmieńmy tok myślenia, swoje nastawienie do problemu. Kibic nie może być postrachem ulic, bo nim nie jest, tylko wielu powtarza puste slogany i medialne cytaty. Nie można świata postrzegać tylko na zasadzie dobra i zła, bo do niczego nie dojdziemy. Pomiędzy czarnym, a białym istnieje jeszcze kolor szary.

Maciej Rajfur: Czyli kibice to duża mieszanka społeczna. Mieszanka dobra i zła, które się równoważą i wychodzi taka szarość.

Ks. Jarosław Wąsowicz: Ruch kibiców to przekrój całego narodu. Uogólnianie jakiekolwiek jest złe. Podstawowa zasada – wszędzie trzeba szukać dobra. Wtedy świat będzie lepszy. Skoncentrujemy się tylko na obliczach zła, a o to chodzi dzisiejszym mediom i przeciwnikom kibiców, ubabrzemy się w bagnie. Na szczęście media walkę z fanatykami przegrały, dysponując nawet lepszymi narzędziami. „Niestety” wielu Polaków doświadczyło już osobiście lub pośrednio pozytywnej działalności naszej grupy i mają już wyrobione zdanie. Ten proces wciąż trwa, na korzyść stadionowych fanów. Jeżdżę po całej Polsce z różnymi wykładami i widzę, że spojrzenie na kibica ewoluuje. Ludzie dostrzegają, że mają do czynienia z ludźmi zatroskanymi o Polskę i o Kościół.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ