„Katole” i pornole – czyli polityczny spektakl Teatru Polskiego

teatr-5_1.JPG

Czy trzeba być katolikiem, żeby sprzeciwiać się pornografii w instytucji kultury, finansowanej ze środków publicznych? Według dyrektora Teatru Polskiego – nie ma innej opcji. Awantura, jaką na całą Polskę wywołał spektakl „Śmierć i dziewczyna” nie ma wiele wspólnego z dyskusją o granicach sztuki. Za to świetnie wpisuje się w znaną narrację o światłych i wszechwiedzących ludziach kultury oraz ciemnych, antyeuropejskich „katolach”, którzy wciągają nas w mroki średniowiecza.**

Ogłoszenie powrotu cenzury i żądanie dymisji ministra kultury, który śmiał się odezwać w sprawie spektaklu to tylko jeden element histerii związanej z tą sprawą. Komentując protest grupy ludzi przed premierą przedstawienia dyrektor Krzysztof Mieszkowski powiedział, że to rezultat katolickiego wychowania.
Słowa te spotkały się z oburzeniem wrocławskiej kurii, której rzecznik wystosował do dyrektora list otwarty. 

>„Trudno mi uwierzyć, że osoba, która ma tak duży wpływ na kulturę w naszym mieście, wykształcony i światły humanista nagle wykazuje się tak wielką ignorancją i to nie w kwestii wiedzy teologicznej, ale humanistycznej – napisał w nim ks. Rafał Kowalski. – Nie trzeba być osobą wierzącą, żeby wiedzieć, że to rewolucja, jaką wniosło chrześcijaństwo promując zasadę miłości także nieprzyjaciół stała u podstaw formułowania takich idei, jak tolerancja i godność osoby ludzkiej. Dlatego trudno przejść do porządku dziennego nad określeniem „rezultat wychowania katolickiego” aktów agresji czy wypowiadanych z nienawiścią słów, którymi jedyni ubliżają drugim, przez człowieka, piastującego stanowisko dyrektora ważnej instytucji kultury. To tak, jakby nauczyciel matematyki nie posiadał wiedzy na temat dodawania ułamków, a ten, kto naucza innych historii nie miał zielonego pojęcia o Bitwie pod Grunwaldem.

Dodajmy, że nie trzeba być także osobą wierzącą, by sprzeciwiać się pornografii i wychowanie katolickie lub jego brak nie mają to nic do rzeczy. Wystarczy poczytać parę opracowań psychologicznych i zapoznać się z powszechnie dostępnymi się badaniami, by wiedzieć, jakiego spustoszenia w ludzkim życiu (na poziomie emocji i związków) może dokonać wszechobecna pornografia. Można nawet nic nie czytać, wystarczy pomyśleć. A że „prawdziwej” pornografii w spektaklu nie było? To po co było sprowadzać pornowykonawców, zrównując ich zawodowy kunszt z kompetencjami aktorów Teatru Polskiego, jak można wnioskować ze słów Krzysztofa Mieszkowskiego podczas wczorajszej konferencji? Po to, żeby z całej sprawy zrobić spektakl polityczny? 

Można się spodziewać kolejnych takich akcji i przekraczania nowych granic, zwłaszcza teraz, gdy dyrektor teatru został posłem i chroni go immunitet.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ