140-160 mln zł – tyle będą kosztowały igrzyska World Games 2017. Zdaniem organizatorów to impreza potrzebna i tania

word geums.jpg

Światowe Igrzyska Sportowe The World Games 2017 będą kosztowały 140-160 mln zł – poinformował szef wrocławskiego Komitetu Organizacyjnego Piotr Przygoński.

Koszty ma ponieść miasto, ale organizatorzy liczą na dofinansowanie z ministerstwa sportu, środki pozyskane od sponsorów oraz z urzędu marszałkowskiego. Na razie prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz i marszałek województwa dolnośląskiego Cezary Przybylski podpisali porozumienie o współpracy. Chodzi nie tylko o pieniądze, ale i o to, by część zawodów odbyła się w innych dolnośląskich miastach, m.in. w Trzebnicy, Szymanowie, Jedlinie Zdroju, Oleśnicy.

Zdaniem organizatorów The World Games 2017 to zawody niskobudżetowe. Rozmawiamy nie tylko o tym z Michałem Bobowcem, wiceprezesem Wrocławskiego Komitetu Organizacyjnego.

Igrzyska The World Games to nie tylko kampania reklamowa samej imprezy, przygotowania obiektów i tworzenie sztabu ludzi. To także włączanie się w różnego rodzaju inicjatywy sportowe, które mają miejsce po drodze do 2017, czyli samych igrzysk. Dlaczego partnerujecie takim wydarzeniom, jak choćby założenie PGNiG Akademii Małych Mistrzów w piłce ręcznej?

Michał Bobowiec: Jest kilka powodów, pierwszym z nich jest piłka ręczna plażowa, która widnieje na liście sportów The World Games. Bardzo fajna widowiskowa dyscyplina, która świetnie się nadaje do zabawy dla całych klas czy rodzin. Druga rzecz dotyczy głównej idei samych igrzysk: aktywizacja sportowa dzieci, młodzieży oraz osób dorosłych. Każda taka inicjatywa, którą zaproponował choćby Artur Siódmiak ze swoją fundacją jest mile widziana przez World Games i takie projekty będziemy wspierać.

Jak na tę chwilę wyglądają przygotowania do Igrzysk Sportów Nieolimpijskich, które odbędą się we Wrocławiu w 2017 roku? Wydaje się, że jeszcze 3 lata i tylko 3 lata.

Michał Bobowiec: Zgadza się. Z jednej strony to dużo, a z drugiej bardzo mało. Trzeba przyznać, że mamy bardzo fajną imprezę we Wrocławiu, jednak niewielka jest jej rozpoznawalność. Musimy wykonać bardzo dużą pracę, żeby przybliżyć społeczeństwu, czym tak naprawdę są Światowe Igrzyska Sportów Nieolimpijskich. Co ważne, impreza nie ciągnie za sobą wielkich kosztów. To znaczy w porównaniu do kosztów poważnych olimpiad, jak np. Soczi, nasze zawody można uznać za naprawdę niskobudżetowe. Wszystkie zmagania praktycznie będą odbywać się na obiektach już istniejących. Oczywiście wystarczy je delikatnie przebudować, wyremontować czy odświeżyć. Spodziewamy się około 4000 zawodników oraz 350 000 turystów, którzy z powodu igrzysk przyjadą do naszego miasta.

W mediach pojawiają się takie głosy, że igrzyska The World Games to pieniądze wyrzucone w błoto. Ostatnio czytałem felieton, w którym autor dość dosadnie mówił o tej imprezie: żaden prestiż się z tym nie wiąże, Polska, czy mówiąc ściślej, Wrocław dostał te zawody, ponieważ nikt ich nie chciał, nikt nie wystartował do potencjalnej organizacji. Jak Pan się do tego odniesie i odpowie ludziom, którzy pytają: po co nam tak naprawdę te igrzyska?

Michał Bobowiec: Absolutnie nie podzielam takiego zdania, że to pieniądze wyrzucone w błoto. Zarówno miasto Wrocław, jak i nasz region dolnośląski są bardzo pozytywnie nastawione do sportu, który odgrywa kluczową rolę w wielu instytucjach. Wszystkie te działania, które powodują, że dzieci, młodzież oraz dorośli uprawiają sport, są pozytywne i warto wydawać na nie pieniądze. To przecież główny cel takich igrzysk, czyli propagowanie sportu oraz doprowadzenie do sytuacji, że ogromna liczba wrocławian oraz Dolnoślązaków zacznie uprawiać różne sporty. O żadnych pieniądzach, które przeznacza się na takie działania, nie można powiedzieć, że zostały wyrzucone w błoto.

Ale jednak nie mówimy o typowych sportach. Niektóre można określić jako egzotyczne np. sumo, lub kompletnie nieznane choćby racquetball. Nie oznacza to chyba, że po takich igrzyskach Polacy rzucą się nagle do trenowania tych dyscyplin?

Michał Bobowiec: Zadaję sceptykom następujące pytanie: ilu z was grało w sqausha, oglądało go w telewizji lub brat, siostra, ktoś znajomy już spróbował tej gry? Zwykle odpowiedź jest pozytywna: no rzeczywiście znam, grałem, dziewczyna spróbowała. A ilu z was w sobotnie popołudnie pchało sobie kulą w parku? Wszyscy okazują się zdziwieni tym pytaniem. Oczywiście nikt tego nie próbował. Ten przykład pokazuje, że sporty, które promuje The World Games są popularne. Można je uprawiać spokojnie po pracy czy po lekcjach z rodziną, przyjaciółmi i dziećmi. Można się tym bawić. Nie mówimy tu o dyscyplinach, nazwijmy je – „profesjonalnych”, tylko o odmianach amatorskich, które powodują, że człowiek miło spędza czas, prowadzi zdrowy tryb życia i przede wszystkim ta idea sportu jest realizowana.

Jak Wrocław, abstrahując od tych szczytnych skutków jak propagowanie zdrowego stylu życia, skorzysta na igrzyskach The World Games? Dużo mówi się choćby o renowacji „Skansenu Olimpijskiego”, czyli Stadionu Olimpijskiego.

Michał Bobowiec: Tak, jak wcześniej powiedziałem, praktycznie żadnych nowych wielkich obiektów nie będzie, tylko to, co istnieje, troszeczkę poprawimy. Dwa miejsca warte są wymienienia: wspomniany Stadion Olimpijski przejdzie generalny remont, a basen przy ul. Wejherowskiej stanie się pełnowymiarowym 50-metrowym akwenem, z dziesięcioma torami i trybunami. Tak naprawdę takiej pływalni ani jednej we Wrocławiu nie ma. Właściwie na całym Dolnym Śląsku również. A chcę powiedzieć, że Śląsk Wrocław, Juvenia Wrocław oraz kilka innych klubów z regionu zasługują na taki obiekt, bo osiągają rewelacyjne wyniki. Dobrze więc, że taka rzecz po igrzyskach zostanie. Co do Stadionu Olimpijskiego, zostanie odnowiony pod kątem żużla, który ma u nas duże tradycje i futbolu amerykańskiego, dyscypliny zdobywającej szybko coraz większą popularność na polskim gruncie.

Jakie głosy dochodzą do państwa ze strony wrocławian? Kampania promująca inicjatywę tych igrzysk już jakiś czas trwa (decyzja o przyznaniu miastu imprezy została ogłoszona 12 stycznia 2012 roku w Lozannie – przyp.red.). Czy jest Pan w stanie stwierdzić, jaki jest dotychczasowy odzew społeczeństwa?

Michał Bobowiec: Oczywiście należałoby zrobić odpowiednie badania, zlecić je któremuś instytutowi. Te sygnały, które do mnie docierają są pozytywne. Oczywiście nie wszystkie muszą docierać. Jednakże te, które do nas dochodzą oraz podmioty, z którymi współpracujemy, wydają absolutnie pozytywną opinię. Sam Artur Siódmiak, wielokrotny reprezentant Polski, doświadczony szczypiornista powiedział, że to naprawdę świetna sprawa i fajna idea.

 

Czytaj więcej:  Magistrat chce udzielić spółkom 120 mln zł nieoprocentowanej pożyczki?

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ