Dlaczego dziennikarz Gazety Wyborczej nie pyta o antypolskie stereotypy? Radni piszą list w sprawie artykułu, którego bohaterką stała się nasza dziennikarka

Nie ustąpiła miejsca w lokalu niemieckim turystom i jeszcze napyskowała. O, zgrozo! Ten incydent z udziałem dziennikarki naszego portalu stał się osią tekstu w Gazecie Wyborczej na temat rzekomej polskiej ksenofobii i antyniemieckich stereotypów. Do autora artykułu napisali wrocławscy radni PiS Rafał Czepil i Krystian Mieszkała, którzy także zostali „zaczepieni” w tekście. Oto treść tego listu:

Szanowny Pan Michał Karbowiak Gazeta Wyborcza

Z wielkim zdziwieniem przeczytaliśmy artykuł red. Michała Karbowiaka we wrocławskim dodatku Gazety Wyborczej. Pan redaktor piętnuje w nim zachowanie swojej koleżanki po fachu, red. Magdy Groń z portalu wdolnymslasku.pl.

Redaktor Karbowiak w swoim artykule, jak również w dołączonym wywiadzie z psychologiem społecznym, na siłę stara się udowodnić, że redaktor Groń jest niewychowana, ksenofobiczna, a do tego dziennikarz Wyborczej stwierdza, że to w zasadzie dziennikarka rozpoczęła całą awanturę. Podkreśla przy tym, że jest to dziennikarka „prawicowego portalu”, co jest kuriozalne w kontekście wpisu na prywatnym profilu, a także samej opisanej sytuacji, w której bohaterka artykułu nie występowała w roli zawodowej – z jej wpisu na FB nie wynika, że piła kawę pełniąc obowiązki służbowe.

Panie Redaktorze!

Czy Pan nie rozumie, że reakcja red. Groń była spowodowana tym, że turysta – niezależnie od tego, czy był Niemcem czy kimkolwiek innym – po prostu ją obraził? Czy nie jest Pan w stanie zrozumieć, że do zajętego przez kobietę stolika podszedł mężczyzna i grubiańsko domagał się zwolnienia miejsca? Możliwe, że nie. Proszę zatem sobie wyobrazić taką sytuację. Pan, lewicowy dziennikarz, siedzi przy stoliku w lokalu. Podchodzi kelner i mówi, że Niemcy przyszli. Zakładamy, że nie zrywa się Pan na równe nogi i z pochyloną głową nie wycofuje się tak, aby przypadkiem Niemcy nie zobaczyli Pańskich pleców. Wtedy podchodzi Niemiec i strofuje Pana po niemiecku, że przecież jest ich dużo. Pan jednak, nie rozumiejąc słów naszego sąsiada z Zachodu, nie zaczyna przepraszać za ośmielenie się zagarnięcia miejsca Niemcom należnego, tylko prosi w ojczystym języku, aby natręt też mówił po polsku. No i wtedy Niemiec zaczyna Pana wyzywać. Ba! Nie tylko Pana, ale Polaków w ogóle. Zakładamy, że to co mówi Niemiec tłumaczy Panu przestraszony kelner (albo się Pan domyśla, że te krzyki i gestykulacje to nie dlatego, że Niemcy entuzjastycznie zechcieli Pana poznać i zaprosić na obiad).

Co Pan robi? Proszę się zastanowić. Bo nie o ksenofobię w tym wszystkim chodzi, a zwykłe chamstwo niemieckiego turysty, któremu red. Groń dała odpór. Mogła zapewne wybrać grzeczniejszą formę, ale nie podlega dyskusji, że miała prawo do emocjonalnej reakcji, bez względu na to, jakie ma poglądy. Chamstwo i grubiaństwo nie mają narodowości, nie są także ani prawicowe, ani lewicowe – i nie ma powodu, żeby je potulnie tolerować. Nie ma także żadnego uzasadnienia, żeby w poważnej gazecie na podstawie tego incydentu wyciągać daleko idące wnioski o antyniemieckich stereotypach czy polskiej ksenofobii. Rzetelność dziennikarska nakazywałaby zadać raczej rozmówcy pytanie o antypolskie stereotypy ze strony Niemców, dla których młoda kobieta w lokalu musi być przedstawicielką najstarszego zawodu świata. Jeśli jest Polką, oczywiście.

Proszę rozważyć przeproszenie redaktor Groń. Dobrym pomysłem będzie zaproszenie koleżanki na kawę. Jeśli wówczas jacyś Niemcy, Anglicy…będą chcieli was wypędzić, to proszę się na zapas nie obawiać. Redaktor Groń pokaże Panu, jak powinien zachować się prawdziwy mężczyzna.

Z wyrazami szacunku,

Rafał Czepil, radny Rady Miejskiej Wrocławia

Krystian Mieszkała, radny Rady Miejskiej Wrocławia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ