O co chodzi w trwającym trzy lata sporze sądowym między Dutkiewiczem a Janickim?

janicki.jpg

Spółka Dynamicom dostała od miasta 14 mln zł na organizację dwóch imprez na stadionie miejskim. Miała dostać więcej, ale ratusz przestał płacić, więc firma rozwiązała umowę i nie rozliczyła się z otrzymanych pieniędzy. Rafał Dutkiewicz winą obarczył ówczesnego wiceprezydenta, Michała Janickiego, którego zwolnił. Janicki twierdzi, że nie miał z tym nic wspólnego i wytoczył prezydentowi proces. Sprawa trwa już trzy lata.

Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz odwołał Michała Janickiego z funkcji wiceprezydenta miasta 3 października 2012 roku. Powód? Brak nadzoru nad rozliczeniem koncertu Queen i turnieju piłkarskiego Polish Masters zorganizowanych na stadionie miejskim latem 2012 roku. Janicki stwierdził, że to naruszenie jego dóbr osobistych, ponieważ to nie on zajmował się wtedy organizacją i kontrolowaniem jakichkolwiek wydarzeń na stadionie, więc pozwał Dutkiewicza z powództwa cywilnego. Sprawa nie wyjaśniła się do dziś. Wczoraj obaj panowie zeznawali we wrocławskim sądzie. Michał Janicki domaga się od prezydenta przeprosin. Pozwany ma ogłosić, że w publicznych wypowiedziach podał nieprawdziwe powody zwolnienia i że były wiceprezydent nie został zdymisjonowany, tylko rozwiązano z nim umowę za porozumieniem stron. Janicki podejrzewa, że prawdziwą przyczyną jego odejścia była znajomość z Grzegorzem Schetyną i członkostwo w PO. Powód oprócz przeprosin domaga się odszkodowania, które prezydent miałby przekazać na cel charytatywny.

Zarówno koncert, jak i turniej zorganizowało konsorcjum dwóch firm: Dynamicom i Event Service. Spółki miały dostać na obie imprezy 21 mln z miejskiej kasy, wypłacane w kilku transzach. Queen zagrało, piłkarze też, a tuż po tym zarząd Dynamicomu zerwał umowę z miastem, ponieważ na konto spółki nie wpłynęły ostatnie raty. Ratusz ogłosił, że wstrzymał przelewy, ponieważ pojawiły się podejrzenia o to, że organizator nie rozliczy się z otrzymanych pieniędzy. Skąd te podejrzenia? Bilety się nie sprzedawały. Żeby zapełnić stadion część trzeba było rozdać za darmo, więc pojawiły się wątpliwości, czy któryś z projektów zarobi choćby złotówkę. A zyskami lub stratami obie strony miały podzielić się po połowie. Rafał Dutkiewicz do dziś nie dostał rozliczenia za 14 mln złotych.

Prezydent utrzymuje, że to właśnie Michał Janicki odpowiadał wtedy za wszystkie sprawy związane ze stadionem, w tym organizowanie na nim wydarzeń. Janicki był wtedy wiceprezydentem, pełnomocnikiem do spraw organizacji Euro 2012 oraz członkiem rady nadzorczej miejskiej spółki Wrocław 2012, do której stadion należy. Powód próbuje przekonać sąd, że został odsunięty od spraw stadionu jeszcze na początku 2012 roku. Przyznał jednak, że dostawał maile dotyczące organizowania imprez, ale odpowiadał na nie wybiórczo lub wcale. Twierdzi także, że ich organizacją na stadionie zajmowała się spółka Wrocław 2012, a w urzędzie miasta – skarbnik Marcin Urban, który od początku był sceptycznie nastawiony do obydwu przedsięwzięć.

Ale to właśnie Janicki miał polecić prezydentowi firmę Dynamicom jako organizatora koncertu i turnieju – tak przynajmniej twierdzi Dutkiewicz. Prezydent, niedługo po wydaniu korzystnej dla rekomendowanej spółki decyzji, dowiedział się od Schetyny, że były wiceprezydent utrzymuje z szefem Dynamicomu, Tomaszem G., nie tylko kontakty służbowe, ale i prywatne. Urzędnik i biznesmen byli w tym samym czasie na Zanzibarze w grudniu 2010 roku. Rafał Dutkiewicz przypomniał wczoraj, że Janicki po powrocie z wakacji tłumaczył, że nie poleciał na nie razem z Tomaszem G., ale że spotkał go już na miejscu. 

Gazeta Wrocławska dotarła jednak do korespondencji mailowej, którą przed wyjazdem na rajską wyspę wymieniali turyści. W jednej z wiadomości przedsiębiorca pisze do byłego wiceprezydenta, że zarezerwował domek, w którym zamierza organizować większość imprez. Rafał Dutkiewicz utrzymuje, że po powrocie swojego ówczesnego zastępcy nakazał mu ograniczenie kontaktów z biznesmenem tylko do służbowych. Rok później Janicki i szef Dynamicomu polecieli na Barbados. Tu także są maile, w których Tomasz G. pisze do urzędnika, żeby ten „szykował gatki (…), bo fajna wyspa i zioło na każdym kroku niemal legalne.”

Całą sprawą zajęło się CBA, które podsłuchiwało telefoniczne rozmowy Michała Janickiego. Ich stenogramy dotarły do mediów. W dialogach padają m.in. słowa, że Urbana trzeba trzymać z daleka, bo psuje oraz prośba Janickiego: „przynajmniej mnie zaatakuj w mediach, wiesz, żeby to tak wyglądało, że ja jestem po stronie miasta, a wy jesteście po drugiej stronie.” Prokuratura, powołując się na nagrania i maile, wniosła oskarżenie o korupcję (Tomasz G. miał sfinansować część kosztów wakacji Janickiego) i dzianie na szkodę miasta, a na korzyść Dynamicomu. Ta sprawa toczy się w sądzie karnym.

Natomiast w sądzie upadłościowym (firma Dynamicom ogłosiła bankructwo po tym, jak miasto wstrzymało transze) zapadł już wyrok – nieprawomocny – który głosi, że firma Tomasza G. słusznie zerwała umowę z miastem, bo ratusz raty płacić przecież musiał, a przestał. Syndyk masy upadłościowej żąda od miasta 6 mln zł. 

Z kolei w sądzie apelacyjnym 21 października miejska spółka Wrocław 2012 wygrała sprawę przeciwko partnerowi Dynamicomu z konsorcjum, spółce Event Service. Sąd orzekł, że współorganizator koncertu i turnieju jest winny miastu odszkodowanie za straty z obu imprez. Nie wiadomo jeszcze ile.

W cywilnej sprawie Michała Janickiego przeciwko Rafałowi Dutkiewiczowi sąd nie wydał wczoraj wyroku. Chce się zapoznać z nagraniami CBA. Kolejna rozprawa 30 listopada.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ