Zdjęcia Marylin Monroe za 6,5 mln złotych to dobro kultury narodowej. Trzeba je jeszcze odgrzybić i można prezentować

merlin.jpg

Po kontrowersyjnym wydatku miasta kolekcja fotografii gwiazd amerykańskiej popkultury prawie spłonęła w ogniu krytyki. Teraz dzieła Miltona Greena są bezpieczne w niejawnym miejscu i po wszystkich zabiegach konserwatorskich ujrzą światło dzienne na wystawie w Hali Stulecia.

Wirtualna Marylin Monroe znów przemówiła: „Podobno jestem dobrem narodowym kultury polskiej, to jakieś duże nadużycie chyba?” Cytat pochodzi ze strony internetowej „Marylin Monroe we Wrocławiu” z grafikami amerykańskiej aktorki, która w ironiczny sposób opisuje okoliczności zakupu przez miasto kolekcji zdjęć fotografa portrecisty Miltona Greena. Za 3298 fotografii gwiazd zachodniej popkultury spółka Wrocławska Hala Ludowa, której głównym udziałowcem jest Gmina Wrocław, w czerwcu 2014 roku na aukcji w Warszawie zapłaciła 6,4 mln złotych.

Miasto utrzymywało, że wartość zbioru, którego główną twarzą jest Monroe, sięga około 20 mln, ale eksperci przekonywali, że mniej, a dokładnie tyle, ile magistrat za nie zapłacił. Zasadność zakupu i niebagatelna kwota natychmiast wzbudziły we Wrocławiu kontrowersje oraz społeczną i polityczną dyskusję.

Po pierwsze podatnikom nie podobało się, że miasto tak duże pieniądze wydaje na zdjęcia, a nie ważniejsze dla mieszkańców cele.

Po drugie okazało się, że 1100 fotografii Marylin oraz reszta, ukazująca takich aktorów XX wieku jak Frank Sinatra czy Claudia Cardinale, to odbitki, a nie oryginały.

Po trzecie fotografie były uszkodzone, wymagały oceny i prac konserwatorskich, dlatego Hala Ludowa pokaże je dopiero w lipcu tego roku, a nie jak planowała – w roku ubiegłym.

-Występują na nich grzyby, różnego rodzaju związki biologiczne i chemiczne. Kolekcja, która długo była przechowywana w nieidealnych warunkach, musiała przejść konserwację – tłumaczył Andrzej Baworowski, prezes Wrocławskiego Przedsiębiorstwa Hala Ludowa sp. z o. o. na antenie radia RAM.

Hala Ludowa to obecny właściciel portretów, ujęć z planów filmowych, prywatnego życia gwiazd itp.

W eksperckiej ocenie stanu kolekcji czytamy, że najczęściej występujące uszkodzenia to: rozwarstwienia papieru fotograficznego, ubytki w narożnikach, załamania powierzchni zdjęć, rozdarcia krawędzi, a na niewielkiej grupie widoczne są plamy pochodzenia chemicznego.

Po czwarte miasto po wylicytowaniu dzieł Greena miało zyskać nie tylko promocyjnie (organizatorzy liczą, że wystawa przyciągnie zainteresowanych z całego świata, bo artyści dostrzegają w autorze wielki kunszt, a jego dzieła uważają za poruszające i odkrywcze), ale i finansowo. I tak jak można zgodzić się z pierwszą korzyścią, to druga jest wątpliwa, bo Hala Ludowa posiada prawa do kolekcji, ale na niezwykle drogie prawa do wizerunku fotografowanych aktorów zabrakło pieniędzy. Oznacza to, że zdjęcia można pokazywać na wystawach, sprzedawać albumy z ekspozycji, ale koszulek z twarzą Marylin czy kubków z Sinatrą już nie.

I po piąte okoliczności zakupu też nie podobały się mieszkańcom i politykom, bo poprzednim właścicielem zbioru była instytucja finansowa PRL – Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. A ta dostała fotografie od zagranicznego bankiera, który potraktował je jako ekwiwalent i spłaci nimi swoje zobowiązania wobec FOZZ. W ubiegłym roku prace Greena wystawił warszawski dom aukcyjny, a stamtąd trafiły do Wrocławia.

„Środki na zakup kolekcji pochodzą z funduszy unijnych – nagrody im. Meliny Mercouri, przyznawanej miastom, które otrzymują tytuł Stolicy Kultury oraz ze środków prywatnych sponsorów” – głosi oficjalny komunikat Miasta Wrocław.

Teraz pojawił się pomysł, żeby oprócz planowanej na lipiec czasowej wystawy, znaleźć miejsce, w którym będzie pokazywana cała kolekcja, już na stałe. Andrzejowi Baworowskiemu marzy się muzeum popkultury, ponieważ naczelny dyrektor Archiwów Państwowych, dr hab. Władysław Stępniak, potwierdził na piśmie, że kolekcja Greena jest dobrem narodowym kultury polskiej i jako takie będzie podlegać ochronie i będzie prezentowana.

Marylin Monroe polskim dobrym kultury? Można to kwestionować, bo autor zdjęć to Amerykanin, gwiazdy amerykańskie, kolekcja powstała w Ameryce, FOZZ dostał je od obcokrajowca, a za polskie – konkretnie wrocławskie – miliony została kupiona. Są jednak przykłady dzieł sztuki niestworzonych przez Polaków ani w Polsce, a określane kolokwialnym terminem narodowych dóbr kultury. Najlepszym przykładem „Dama z gronostajem” pędzla Leonarda da Vinci, zdobiąca ściany krakowskiego Muzeum Czartoryskich.

Jeną z przeciwniczek zakupu zdjęć Marylin Monroe była Mirosława Stachowiak–Różecka, która nie tak dawno przegrała wybory prezydenckie z Rafałem Dutkiewiczem. Radna w mediach ironizowała, że fotografie za 6,5 mln przystroją dom prezydenta w Ramiszowie albo trafią na wystawę do Parku Szczytnickiego.

Teraz już wiemy, że na pewno zobaczymy je na terenie Wrocławskiego Centrum Kongresowego, czyli pewnie w Hali Stulecia. Na razie fotografie są przechowywane w tajnym miejscu, gdzie podlegają ochronie konserwatorskiej i przechowywane są zgodnie z przepisami. Bezpłatna lipcowa wystawa będzie czasowa, potrwa około 6 tygodni. W pierwszej kolejności chętni obejrzą 47 zdjęć Marylin Monroe, które do tej pory przeszły proces przygotowujący do ekspozycji, w tym badania i prace konserwatorskie. To pierwsza część wystawy, którą dyrektor Baworowski planuje prezentować w cyklach tematycznych. Lipcowy obejmie w sumie 120 zdjęć.

Nie da się pokazać wszystkich naraz, bo wytyczne konserwatorskie mówią, że wrażliwe na światło fotografie można pokazywać maksimum przez 6 godzin dziennie i nie więcej niż przez 3 miesiące w roku.

Andrzej Baworowski niezwykle entuzjastycznie podchodzi do współpracy z kuratorem Markiem Stanielewiczem. Wspólnie obaj panowie chcą położyć kres nieustającej krytyce:

-W rankingach najciekawszych czy najpiękniejszych zdjęć XX i XXI wieku ogromną część zajmują portrety gwiazd. Green jest wybitnym portrecistą, artystą , fotografikiem. Zachwycimy. Ci, którzy jeszcze nie byli przekonani, wreszcie się przekonają – zapowiadał dyrektor na antenie.

Na razie zachwyt i zdumienie wzbudza 6,5 miliona wydane na kolekcję przez miasto. Trzeba poczekać do lipca.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ