Nie tylko Willmann. Tysiące zabytków z Dolnego Śląska wciąż czeka na powrót

zabytki.png

Nie trzeba szukać „Złotego Pociągu”, aby nasz region wzbogacił się o bezcenne dzieła sztuki i przedwojenne kolekcje. One od lat istnieją – głównie w warszawskich kościołach i muzeach. Wywieziono je zaraz po wojnie, a kolejne władze placówek od lat ani myślą o zwrocie licznych kolekcji.

Przypomnijmy, że do Wrocławia trafiło niedawno siedem dzieł śląskiego mistrza – Michaela Willmanna. Są to płótna o tematyce religijnej, które powstały w XVII wieku na zamówienie kalwarii w Krzeszowie, klasztoru cysterek w Trzebnicy i opactwa w Lubiążu. Dzieła, które przez zaledwie kilka dni można było oglądać w Pawilonie Czterech Kopuł, zostały przekazane Muzeum Narodowemu w depozyt. Wkrótce mają one jednak na stałe wrócić na Dolny Śląsk. To piękny gest, ale jednocześnie tysiące kolejnych zabytków z Dolnego Śląska wciąż czeka na powrót.

Wśród nich jest między innymi wyposażenie wrocławskich kościołów, które obecnie zdobią warszawskie świątynie odbudowane po wojnie. Nie chodzi jednak jedynie o sztukę sakralną. Znaczenie symboliczne mają na przykład pawęże wrocławskiej piechoty pochodzące z XVII wieku. Jedyne istniejące cztery egzemplarze znajdują się obecnie w Muzeum Wojska Polskiego, które ani myśli ich oddać – nawet w depozyt. Znamienne, że nie dostaliśmy stamtąd nawet odpowiedzi na przesłane pytania.

O tym, jak wielkie jest zapotrzebowanie na powrót zabytków, świadczyć może sytuacja sprzed dekady. Wtedy to nieoczekiwanie odnalazła się bezcenna kolekcja śląskich wyrobów złotniczych. Dom aukcyjny z Bremy, który był w jej posiadaniu, dał wtedy Wrocławiowi prawo do pierwokupu bezcennych eksponatów za 2 miliony euro. Dzięki zaangażowaniu wielu ludzi, wśród których byli zarówno politycy jak i zwykli wrocławianie, udało się zakupić złoto, które obecnie jest eksponowane w Muzeum Miejskim. W pomoc osobiście zaangażował się wtedy Kazimierz Michał Ujazdowski, ówczesny minister kultury.

Sprowadzenie z Warszawy kolejnych dzieł sztuki było z kolei zasługą ministra kultury w rządzie PO – PSL, Bogdana Zdrojewskiego. Doprowadził on do pozyskania około trzydziestu zabytków, wśród których były elementy wyposażenia kościołów, płótna Willmanna i portrety wrocławskich patrycjuszy. Nie udałoby się ich jednak odzyskać, gdyby nie dobra wola stołecznych muzealników. To bowiem ich decyzja jest kluczowa.

To właśnie dyrekcja muzeum musi najpierw wyrazić zgodę na wykreślenie zabytku z inwentarza. Potem zgodę musi zaś wyrazić minister kultury. Po stronie obu wzmiankowanych ministrów istniała wola do rozwiązania tego problemu. Warszawscy (bo głównie w Warszawie znajdują się nasze zabytki) muzealnicy wielokrotnie zaś sprzeciwiali się oddawaniu choćby jednego zabytku. Nawet, jeśli chodziło o przedmioty ściśle związane z Wrocławiem czy Dolnym Śląskiem. Problem ten dotyczy także innych miast i miasteczek tzw. Ziem Odzyskanych. Aby mogły one odzyskać swoje skarby, potrzebna jest jednak zmiana prawa. Tylko czy politycy są gotowi na tego typu „rewolucję” w mocno zakurzonym prawie dotyczącym zabytków?

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ