Rewolucja łupkowa

łopki.jpg

Komunikat Energy Information Administration (EIN) z 24 marca 2016 stwierdza szósty tydzień wzrostu wydobycia ropy naftowej w USA. Jej produkcja utrzymuje się w granicach 9,4 mln baryłek dziennie.

Analitycy oczekiwali znacznego jej spadku w związku z coraz mniejszą opłacalnością eksploatacji ze złóż łupkowych. Podstawą dla tego rodzaju diagnoz są dużo wyższe koszta szczelinowania i wierceń kierunkowych oraz poziomych związanych z pozyskiwaniem węglowodorów zalegających w łupkach.

To wszystko prawda. Tylko analitycy nie wzięli pod uwagę kwestii czasu. Na masową skalę w USA rozpoczęto prace wiertnicze, kiedy ceny ropy naftowej i gazu ziemnego były najwyższe. Po osiągnięciu pewnego stanu nasycenia rynku ceny te zaczęły spadać. Doszło do ich obniżenia w skali około 70 proc. w stosunku do poziomów szczytowych.

Od tego momentu nowe prace nad eksploatacją węglowodorów z łupków przestały się opłacać. Tak było z tymi, którzy nie zdążyli ich wykonać przed katastrofą cenową. Dotyczyło to wszystkich innych poza USA.

Ci ostatni do dzisiaj zgarniają rentę ze swego pierwszeństwa, gdyż najdroższe jest wykonanie ujęcia ropno-gazowego, a sama eksploatacja kosztuje już bardzo niewiele. Z zagospodarowaniem gigantycznych zasobów gazu i ropy naftowej zdążyły tylko Stany Zjednoczone i one mimo znacznego spadku ceny z dawnego importera tych surowców stały się jego eksporterem. USA uzyskało rentę czasową za zainwestowanie w łupki. Teraz zbiera zyski z poprzednio dokonanych inwestycji.

Wszyscy inni usiłowali naśladować pod tym względem swoich amerykańskich odkrywców. Proces poszukiwania, dokumentowania i dopiero na końcu eksploatowania złóż łupkowych trwa w sumie przynajmniej kilka lat. Opanowanie amerykańskiej technologii wydobycia tych surowców z łupków też musi trochę potrwać. Zanim inni wszystko to opanowali, to zalew rynku tanimi produktami z amerykańskich łupków zatrząsł światowym rynkiem ropy i gazu ziemnego.

Od tego momentu nikomu już nie opłaci się wiercić drogich otworów w łupkach i prowadzić w nich skomplikowane operacje pobudzające wydajność tych konstrukcji.

Polskie łupki

Końcowy etap tego procesu zaistniał również u nas. Byłby on może mniej kosztowny i spektakularny, gdyby kierowali nim nie politycy, ale naukowcy i praktycy. Jest to w jakiejś mierze lekcja na przyszłość. Działać należy szybko, ale kompetentnie i bez rozgłosu. Ten ostatni mobilizuje polityków, dla których sukces medialny, jest równoznaczny z rzeczywistym. Łupki stanowią pod tym względem wręcz klasyczny przykład. Czołowy ich polityczny orędownik premier Donald Tusk na temacie tym zrobił furorę w mediach i karierę w strukturach Unii Europejskich. Polska na szczęście straciła na tym „tylko” miliony USD.

Powrót do zagospodarowania naszych energetycznych bogactw łupkowych przeszedł w ręce naukowców, którzy bez potrzeby nie podejmują żadnych sensacyjnych spekulacji. Niech tak już zostanie z korzyścią dla kraju. Potwierdzeniem spóźnionej naszej reakcji łupkowej w czasie, był masowy odwrót amerykańskich konsorcjów i koncernów naftowych mających doświadczenie w eksploatacji złóż łupkowych.
Nastąpiło to w momencie, kiedy wiadomo już było, że ceny tych surowców będą spadać.

Stabilna sytuacja

Wspomniana na wstępie agencja EIA prognozuje utrzymanie się niskich cen ropy naftowej i gazu ziemnego w ciągu najbliższych kilku lat. Tych, którzy mają odmienne zdanie w tej sprawie ostrzega, że ceny te mogą być jeszcze niższe.

Polska jest importerem ropy naftowej i pozornie jest to dla nas dobra wiadomość. Skutki niskich cen produktów naftowych powodują, zaburzenia w dotychczasowym systemie handlowym opartym na zrównoważonym imporcie i eksporcie. Globalna deflacja spowodowana nadmiarem amerykańskiej ropy naftowej i gazu ziemnego z łupków spowodowała, że w różnej mierze wszystkie naturalne surowce traciły na wartości. Nasze korzyści z niskich cen importowanej ropy naftowej i gazu ziemnego są redukowane przez spadek cen węgla kamiennego i miedzi.

Obie te branże górnicze zatrudniają dziesiątki tysięcy ludzi i są istotne dla naszego kraju. Prognozy niskich cen dla ropy i gazu na świecie w tym kontekście są złymi dla nas wiadomościami.

Oba wspomniane kierunki naszej historycznej już prawie ekspansji górniczej należą do najdroższych pod tym względem zakładów górniczych na świecie. Próby ich rekonstrukcji, restrukturyzacji, poprawy wydajności i utrzymania się na światowym rynku mają małe szanse powodzenia.

Dotyczy to przede wszystkim będących w posiadaniu Skarbu Państwa starych, wyczerpanych i kosztownych kopalń węgla kamiennego. Z roku na rok rosnące zadłużenie kilkunastu miliardów złotych mówi samo za siebie.
Państwowemu właścicielowi trzeba uświadomić, że żadna restrukturyzacja nie jest w stanie podnieść złóż węgla choćby o jeden centymetr bliżej powierzchni ziemi, co zasadniczo tworzy to właśnie zadłużenie.

Konkurencja wydobywa węgiel kamienny ze złóż odkrywkowych z wydajnością od 10 do 100 razy większą niż w Polsce. Nasi rządowi pełnomocnicy od węgla kamiennego musieliby mieć właściwości boskie, aby uratować swoje zadłużone po uszy kopalnie. Górnictwo rud miedzi jest tylko w trochę lepszej sytuacji. Na razie bilansują się tu jeszcze zyski z wydatkami. Przyszłość im jednak nie sprzyja. Ze względu na stale powiększającą się głębokość wydobycia ze złóż krajowych kopalnie te są coraz mniej konkurencyjne.

Tymczasem cena miedzi nie ma dobrej perspektywy. Jest ona odbiciem wahań ropy naftowej i gazu ziemnego, a te, jak wiadomo, będą niskie przez następnych kilka lat. Jedynym ratunkiem na dłuższą metę jest metoda nieustannego zadłużania się w finansowych instytucjach państwowych. Tych długów nikt nie zamierza spłacać. Jeśliby komuś przyszło to do głowy, to marsz górników na Warszawę może ich zmienić.

Polityka ta została w makro skali doskonale opanowana przez USA. Dług tego państwa co roku rośnie o kolejne biliony USD. Nikt się tym jednak nie martwi. Jego spłata też nie wchodzi w rachubę. Gdyby jednak komuś przyszło do głowy upomnieć się o to, to będzie miał do czynienia z największą flotą wojenną świata stacjonującą na wszystkich oceanach. I to wystarcza, aby dług wzrastał, bez żadnych szans na jego spłatę.

Niepotrzebni mogą odejść

Stare powiedzenie „Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść” trzeba zmienić na „Arab zrobił swoje i Arab może odejść”.
Dotąd dopóki USA importowało niezliczone ilości ropy naftowej z Zatoki Perskiej, najgorsze tamtejsze reżimy były przyjaciółmi USA. Nie odnosiły się do nich, żadne wartości amerykańskiej cywilizacji, jak prawa człowieka, demokracja, wolność religijna i wszelka inna. Nic z tych rzeczy. Stany Zjednoczone piętnowały wszędzie naruszenie tych zasad, ale nie w krajach szejków arabskich.
Wszystko ma swój początek i koniec. Samowystarczalność USA w produkty ropy naftowej uwolniła ten kraj od koniecznego ich popierania. Rozwód z Arabią Saudyjską, Kuwejtem i innymi Emiratami nie mógł przyjść w gorszej dla nich chwili. Amerykanie nie tylko nie chcą ich ropy naftowej, ale robią im jeszcze konkurencję na rynku i obniżają jej cenę do poziomu pozwalającego tym krajom zaledwie na wegetację. To ma się już nie zmienić. Miliony tamtejszej młodzieży uciekają z pustynnych i niegdyś bardzo bogatych krajów do Europy, bo jest ona najbliżej i najłatwiej się do niej dostać. To jeden z kolejnych skutków rewolucji łupkowej.

Miejsce USA w tych krajach usiłuje wypełnić Rosja, ale jest to sojusz biednego z jeszcze biedniejszym. Z tego powodu ma on znaczenie raczej symboliczne i propagandowe. Rosja jest w tej samej sytuacji, co kraje arabskie. Jej ropa i gaz ziemny, które były filarami jej gospodarki, runęły pod naporem amerykańskich wydarzeń związanych z gazem łupkowym.

Naśladować Węgry

Cała ta sytuacja sprawia, że na rynku jest nadmiar ropy i gazu ziemnego. Sytuację tę dobrze wykorzystują Węgrzy, uzyskując znaczące obniżki cen od swojego rosyjskiego dostawcy. Wystarczy, że zaniechano, nie mających już znaczenia politycznego, ataków historycznych na obecną Rosję.

Victor Orban potrafi rozmawiać z Putinem na ten temat, niezależnie od tego, że w tym samym czasie w Budapeszcie aresztuje się rosyjskich szpiegów. Ostatnio Grupa Wyszehradzka zademonstrowała jedność w sprawach uchodźców, wydarzeń w Polsce oraz zaproponowała dalsze zacieśnienie tych kontaktów. Czy Polska jednak w sprawach biznesowych pójdzie śladem Węgrów?
Jest to o tyle wątpliwe, że antyrosyjskie nastawienie opinii publicznej jest tak silne, że nie zwraca ona uwagi na możliwość biznesowej zmiany.

Tak czy inaczej Polska musi zdobyć się na samodzielną politykę biznesową w stosunku do Rosji. Węgrzy chętnie nam w tym pomogą, bo dla niech nie jesteśmy konkurencją. To kolejny efekt amerykańskiej rewolucji łupkowej.
Opracowano na podstawie: Tadeusz A. Kisielewski – Nafta znowu zmieni świat. Dom Wydawniczy REBIS. Poznań 2013.

autor: Adam Maksymowicz

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ