BERLIN O KONSTYTUCJI 3 MAJA: Polacy są tak lekkomyślni i tak bardzo niekonsekwentni, że nie zasługują na poparcie i nie należy mieszać się do ich sprawy”

konstytucj 23.jpg

„Polacy są tak lekkomyślni i tak bardzo niekonsekwentni, że nie zasługują na poparcie i nie należy mieszać się do ich sprawy”.

Pierwsze wiadomości o przygotowywaniu w Polsce nowej konstytucji dotarły do Berlina w depeszy Augusta Fryderyka Goltza, posła pruskiego, datowanej 30 kwietnia 1791 roku. Głęboko zaniepokojeni pruscy ministrowie natychmiast sporządzili dla Fryderyka Wilhelma II raport, zawierający opinię, że ewentualne wprowadzenie w Polsce monarchii dziedzicznej mogłoby przynieść bardzo niebezpieczne dla Prus skutki. Należy zatem poinformować Goltza – pisali – aby użył wszelkich środków, by nie dopuścić do sformułowania takiej koncepcji.

Ingerencja Prus

Polecono mu więc z Berlina, aby w obliczu faktów dokonanych „zachowywał się biernie i spokojnie”, takie zachowanie miało zapobiec zrażeniu się patriotów polskich do pruskiego sprzymierzeńca.

Zupełnie inaczej natomiast miał się zachować, gdyby do uchwalenia przez Sejm nowej konstytucji jeszcze nie doszło. W takim przypadku miał „czynić wszystko, co leżało w jego mocy”, aby przywódców stronnictwa patriotycznego odciągnąć od przeprowadzenia w Sejmie nowej ustawy, przytaczając racje, które powinni wziąć pod uwagę, a szczególnie sprzeciw dwóch cesarskich dworów: petersburskiego i wiedeńskiego. Jeżeli zaś chodzi o zaprowadzenie tronu dziedzicznego, to należy się obawiać – pisali dalej – że i to może okazać się dla wolności i szczęścia Polski fatalne, albowiem nie można być pewnym, czy tron ten nie przypadnie komuś z panujących rodów Romanowów czy Habsburgów lub też komuś od nich zależnemu.

Ministrowie pruscy Finckenstein i Alvensleben wspólnie przedstawili Fryderykowi Wilhelmowi II projekt wspomnianej instrukcji dla Goltza, wyliczając zasady, na których się oparli. Najistotniejsza z nich stwierdza, że królestwo polskie, gdyby było rządzone dziedzicznie (nawet tylko przez księcia saskiego, heskiego czy innego z pomniejszych domów, ale który by związał się z dwoma dworami cesarskimi), stałoby się niebezpieczne dla monarchii pruskiej, która „nigdy nie będzie w bezpieczeństwie”, o ile królestwo to nie pozostanie elekcyjne i wolne, i nie nada sobie konstrukcji o większej trwałości.

Fryderyk Wilhelm II zareagował jednak inaczej: w depeszy z 9 maja 1791 polecił Goltzowi przekazać „szczere gratulacje zarówno królowi, jak i marszałkowi Sejmu i wszystkim, którzy przyczynili się do tego wielkiego dzieła”.

Historycy rozmaicie komentują tę dwuznaczność. Robert Howard Lord pisał: „Dworowi berlińskiemu nie pozostawało nic innego, jak robić dobrą minę do złej gry. Faktem o zasadniczym znaczeniu było to, że Fryderyk Wilhelm II – aż do końca maja 1791 – uważał wojnę z Rosją za możliwą i dlatego chciał uniknąć antagonizowania Polaków i elektora saskiego. Prawdopodobnie też król nadal (…) wierzył, iż pasowałaby doń rola patrona rewolucji i wyzwoliciela narodów”.

Ksawery Liske porusza natomiast inny problem: „Czyż polityka pruska mogła się od razu zgodzić na to, by w Polsce zamiast anarchii zapanował ład, zamiast liberum veto i elekcji – dziedziczność tronu? (…) Prusy kierowały się interesami mocarstwowymi, a zasady makiawelizmu nigdy nie były obce władcy pruskiemu. Skoro Fryderyk II był zagorzałym wrogiem Polski, dlaczego jego następca miałby być jej przyjacielem..?”.

Wiele światła na poznanie istotnych motywów polityki króla pruskiego rzuca korespondencja przysyłana z Warszawy do Drezna przez posła saskiego Essena i do Wiednia przez posła austriackiego de Caché.

Essen (w depeszach z 14 i 18 maja 1791) do saskiego ministra spraw zagranicznych, hr. Lossa podawał, że monarcha pruski udzielił takiej właśnie odpowiedzi Polakom, gdyż nie chciał ich zrażać: w przeciwnym wypadku ten porywczy naród mógłby się zwrócić w stronę Austrii lub Rosji. Pismo gratulacyjne zostało napisane przy uwzględnieniu całej specyfiki interesów pruskich wobec pogmatwanej sytuacji europejskiej, a także ze względu na gwałtowny, nieobliczalny i zmienny charakter narodu polskiego, ponadto zaś ze względu na konieczność liczenia się z interesami dworu saskiego. Wątpliwe jest bowiem, czy chciałby sam kierować polskimi sprawami, bez porozumienia z Austrią i Rosją.

Także poseł austriacki de Caché w swojej korespondencji powątpiewał w szczerość pierwszej wypowiedzi króla pruskiego, wypowiedzi, którą tak bardzo cieszyli się Polacy, przeceniając jej znaczenie. Uważał ją po prostu za list gratulacyjny, zawierający nic nie znaczące komplementy.

Przeciwko Rzeczypospolitej

Trudno sprecyzować, kiedy nastąpiła w polityce pruskiej wyraźna i widoczna zmiana wobec Konstytucji 3 Maja. Szymon Askenazy utrzymuje, że do połowy maja 1791 Berlin popierał Ustawę Rządową, że przez drugą połowę maja jeszcze się jej nie wypierał, natomiast od czerwca począwszy, odwrót postanowiony został nieodwołalnie. Wtedy to przymierze z Rzeczpospolitą zawarte w marcu 1790 roku, uważać można już było za nieistniejące dla rządu i króla pruskiego, porzucone. Wkrótce zostało też zerwane i zamienione na przymierze skierowane przeciwko Rzeczypospolitej.

Interesujące są poglądy ówczesnego posła pruskiego w Warszawie, Augusta Friedricha Goltza; w depeszy z 21 maja dokonał on wnikliwej analizy składu osobowego Straży Praw, wskazując, że spośród sześciu członków Straży król pruski może liczyć tylko na dwie osoby. W depeszy z 25 maja trafnie zauważył, że Polacy zbyt optymistycznie oceniają sytuację międzynarodową i naiwnie liczą na własne siły, a nie uwzględniają mocarstwowych interesów innych państw, podawał także wiele przykładów świadczących o tym, że w sposób uproszczony oceniają wiele wydarzeń międzynarodowych i podkreślał, że posłowie polscy nie mają rozeznania w sprawach europejskich i nie widzą żadnych zagrożeń i niebezpieczeństw, pokładając całą nadzieję i bezpieczeństwo obecne i przyszłe w sojuszu z Prusami. W późniejszych depeszach stwierdził, że Konstytucja 3 Maja nie odpowiada ani aktualnemu układowi sił, ani możliwościom kraju, ani charakterowi Polaków.

Słusznie wskazywał również na wzrastającą rolę opozycji; przyznanie zbyt wielkich uprawnień królowi – pisał – musi spowodować rozdźwięk w społeczeństwie polskim, opozycja, która w pierwszym okresie po uchwaleniu konstytucji nie odgrywała większej roli, w dogodnym dla siebie momencie przystąpi do ataku, który zniszczy dzieło Sejmu Wielkiego. Wielokrotnie zwracał także uwagę na pogarszającą się sytuacje finansową Polski i w niej to widział istotne przyczyny upadku i niepowodzenia polskich reform.

Fałszywy sojusznik

Monarcha pruski z wytężoną uwagą śledził rozwój sytuacji wewnętrznej w Polsce. Dostrzegał, że działania Sejmu napotykają coraz większe trudności, i to – jego zdaniem – potwierdzało tezę, że konstytucja polska nie uzyska potrzebnego jej poparcia i stabilności. Uważał również, że brak decyzji elektora saskiego, do którego Polacy zwrócili się o przyjęcie tronu polskiego, stwarza niekorzystne perspektywy dla Polski i że większość narodu wątpi, czy w ogóle należy oczekiwać pozytywnej odpowiedzi w tej sprawie. Ostro krytykował również wypowiedzi polityków polskich, którzy przeinaczając fakty, twierdzili, że po wysłaniu komisarza do Drezna sprawa może być załatwiona w ciągu piętnastu dni.

Z początkiem grudnia – pod wpływem sugestii Goltza – Fryderyk Wilhelm II doszedł do wniosku, że najwygodniejsza dla Prus będzie w Warszawie rola prostego obserwatora (simple spectateur). Władca Prus widział już teraz przyszłość Polski w czarnych kolorach; uważał, że działalność Szczęsnego Potockiego i Seweryna Rzewuskiego spowoduje wśród Polaków wzrost obaw, ponadto podkreślał, że w przeciwieństwie do tego, co się mówi w Warszawie, społeczeństwo polskie nie jest powszechnie zadowolone z uchwalenia konstytucji.

Dyplomaci polscy, uważający króla pruskiego za sojusznika, wielokrotnie zwracali się do niego z prośbami o rady i opinie w wielu sprawach wewnętrznych w Polsce; poseł polski w Berlinie, Bernard Zabłocki, prosił np. Fryderyka Wilhelma II o sprecyzowanie punktu widzenia na projekt sprzedaży starostw. Monarcha pruski stwierdził, że nie będzie się mieszał do żadnych spraw wewnętrznych Polski.

Poddawał on również ostrej krytyce główne założenia polityczne dyplomacji polskiej, uważając, że są one całkowicie pozbawione realizmu oraz błędnie oceniają politykę wielkich mocarstw, a także nie wierzył, aby Stanisław August Poniatowski w momencie próby gotowy był stanąć zdecydowanie w obronie konstytucji. Uważał, że król polski postąpi podobnie, jak w okresie pierwszego rozbioru, kiedy to pod wpływem okoliczności zmienił całkowicie zdanie.

Perfidna taktyka

Monarcha pruski pilnie obserwował stosunki polsko-rosyjskie na przełomie lat 1791/1792 i doszedł do przekonania, że milczenie Rosji nie wróży Polsce niczego dobrego. Miał też dobre rozeznanie co do intencji Austrii: przewidywał, że cesarz austriacki nie podejmie się pośrednictwa w sprawie Rzeczypospolitej, zanim nie upewni się, czy taka misja będzie odpowiadała interesom jego aliantów i elektorowi saskiemu.

Fryderyk Wilhelm II podkreślał także, że Polacy mylnie interpretują jego zobowiązania traktatowe wobec Polski i starają się nadać im sens, który sprzeczny jest z jego wolą i założeniami. Oburzały go i niepokoiły wiadomości napływające z Drezna; zwłaszcza te, które przekazywał elektorowi saskiemu książę Czartoryski, jakoby król pruski popierał Konstytucję 3 Maja, co nie było zgodne z rzeczywistością i stanowiło wymysł polskiego dyplomaty.

Analizując rozwój sytuacji w Polsce pod koniec 1791 roku dostrzegał wzrastającą rolę przywódcy opozycji, wojewody wołyńskiego Hieronima Sanguszki oraz to, że opozycja, korzystając z odmowy elektora saskiego, będzie chciała obalić porządek prawny wprowadzony przez konstytucję.

Taktyka, jaką obrał Fryderyk Wilhelm II wobec Polski była bezwzględna i perfidna. W związku z wyraźnym wzrostem roli opozycji uważał, że nie należy popierać ani przywódców opozycji, ani przywódców konstytucji, ale zachowywać się biernie w nadziei, że dzieło jego zostanie zniszczone wskutek tarć zwalczających się stronnictw.

Pilnej obserwacji poddana została w Berlinie wymiana korespondencji dyplomatycznej między Warszawą a Wiedniem, król więc doskonale zdawał sobie sprawę, jak złudne są nadzieje Polaków na pomoc Austrii, która ustawicznie zabiegała o zbliżenie z Petersburgiem. Faktem jest, że poseł pruski w Wiedniu, Jacobi Kloest, był wobec Polaków nieżyczliwie usposobiony i twierdził, że wobec Prus okazali się oni niewdzięczni, a ponadto tak lekkomyślni i tak bardzo niekonsekwentni, że nie zasługują na poparcie i nie należy mieszać się do ich spraw.

Nie ulega wątpliwości, że dyplomaci polscy nie mieli dobrego rozeznania w rozgrywkach dyplomatycznych toczących się pomiędzy wielkimi mocarstwami i zastępowali realne fakty pobożnymi życzeniami. Trafnie zauważył Bułhakow, ówczesny przedstawiciel Rosji w Warszawie, w rozmowie z Essenem, że tylko Polacy mogą być tak naiwni, by przypuszczać, iż pomiędzy Austrią a Rosją nie dojdzie do porozumienia w sprawie Polski.

Na początku 1792 roku król pruski wystąpił z bardzo ostrą krytyką polskich żądań, by stanął w obronie konstytucji. Oświadczył wówczas wręcz, że nie był poinformowany o zamiarze jej uchwalenia, a więc nie ma obowiązku jej popierania. Postępowanie króla było jednak niezwykle ostrożne: ustawicznie uzależniał swoją postawę wobec Rzeczypospolitej od tego, jakie decyzje wobec wydarzeń warszawskich podejmie Katarzyna II i nie chciał się niepotrzebnie narazić ani Rosji, ani Austrii; poparcie udzielone Polsce nie dawałoby mu przecież żadnych korzyści, natomiast współpraca i współdziałanie z Rosją zapewniało możliwość uzyskania nowych terytoriów.

Nie życzył sobie jednak, by wpływy w Polsce należały w przyszłości wyłącznie do Rosji. Już na początku 1792 roku przewidywał, iż Rzeczpospolita wróci do swego dawnego stanu bezsilności politycznej i był przekonany, że Rosja po zawarciu pokoju z Turcją w Jassach, zajmie się energicznie swoim zachodnim sąsiadem. Wątpił jednak w możliwość otwartej, zbrojnej agresji i w obalenie konstytucji siłą. Uważał, że Katarzyna podejmie inne, środki: m.in. szeroko zastosuje metodę korupcji, będzie dążyła do wywołania kontrkonfederacji oraz do demonstracji zbrojnej na granicach.

Zdaniem króla pruskiego klucz do zrozumienia polityki wielkich mocarstw i elektora saskiego wobec Polski znajdował się w Petersburgu, pilnie śledził także ewolucję bilateralnych stosunków rosyjsko-austriackich.

Współdziałanie Prus i Rosji

Polacy natomiast nadal nie mieli właściwego rozeznania w polityce Berlina. Przedstawiciele polscy przekazywali ze stolicy Prus błędne oceny: Bernard Zabłocki pisał np., że pruski minister spraw zagranicznych zapewniał go, iż Prusy poprą Konstytucję 3 Maja.

Pod koniec kwietnia 1792 Fryderyk Wilhelm II ponowił żądanie konkretnych informacji o zamiarach Katarzyny wobec Polski. Bardzo negatywnie ocenił decyzje, jakie zapadły na słynnym posiedzeniu Sejmu 16 kwietnia 1792 o przekazaniu królowi władzy nad wojskiem. Sądził, że decyzje te zaostrzą jeszcze bardziej stosunki polsko-rosyjskie i oburzą Katarzynę.

Obawy jego budził także fakt, że armia rosyjska została postawiona w stan gotowości bojowej. Król pruski ciągle podkreślał doniosłość spraw polskich na tle innych problemów, ale jednak mylił się, gdy jeszcze na początku maja 1792 uważał, że wojskowe przygotowania Rosji zakończą się na zwyklej demonstracji siły, mającej na celu zastraszenie zwolenników Stronnictwa Patriotycznego. Pragnął, by jak najszybciej doszło do uzgodnionych wspólnych działań trzech dworów w sprawie losów Polski. Jeszcze raz sprecyzował wówczas swój punkt widzenia na sprawy Rzeczypospolitej: nie wyrzeknie się roli biernego obserwatora; wszelkie rezolucje Sejmu są mu całkowicie obce.

Jakkolwiek myślał już o przyszłym rozbiorze – zabraniał swoim przedstawicielom za granicą, a zwłaszcza w Rosji, wypowiadać się na ten temat. Ostro krytykował również polskie plany zmierzające do rozpowszechniania zasad konstytucji na terenie Białorusi. Za całkowicie nierealne uważał wszelkie dążenia zmierzające do tego, by Polacy sami stawili opór Rosji, podczas gdy Prusy i Austria będą zajęte wojną z Francją.

W połowie kwietnia 1792 Prusy weszły już na drogę jawnego współdziałania z Rosją. Król pruski oświadczył teraz Polakom kategorycznie, że nie będzie popierał Konstytucji 3 Maja, dodawał jednak, że swoje zobowiązanie wobec Rzeczypospolitej wypełni. Uważał, że przywrócenie dawnych wpływów rosyjskich w Polsce jest korzystniejsze od zmian, które zostaną wprowadzone przez konstytucję i sukcesję tronu. Powołując się na doświadczenia w przeszłości, wskazywał, że w czasie, gdy dzielił swe wpływy z Rosją, mógł prowadzić politykę bardziej aktywną, w przeciwieństwie do okresu, kiedy to zawarł sojusz z Rzeczpospolitą i jego stosunki z dworem petersburskim stały się napięte.

Naiwna wiara w Prusy

W przededniu groźnych dla Polski wydarzeń, w sprawie których decyzje zapaść miały w Petersburgu, Fryderyk Wilhelm II już tylko oczekiwał na rozwój sytuacji, nie udzielając rad ani zwolennikom, ani przeciwnikom konstytucji, natomiast bardzo szczegółowo analizując ekonomiczną sytuację Polski; twierdził, że podjęte środki obronne szybko wyczerpią możliwości finansowe państwa, a otrzymanie przez Rzeczpospolitą pożyczki z Holandii jest mocno wątpliwe.

Po wkroczeniu wojsk rosyjskich do Polski głównym celem Fryderyka Wilhelma II stało się intensywne staranie, by Rosja nie przywróciła na jej terytorium swego wyłącznego i bezwzględnego wpływu, lecz by w ostatecznym uregulowaniu spraw Polski także Prusy miały swój udział. W pełni był przekonany, że Polacy w starciu z Rosją nie mają żadnych szans; w miarę postępów wojsk rosyjskich w Polsce wyrzekał się wszelkich z nią związków, zauważając, że dalszy rozwój sytuacji zależy od podjętych przez Rosję rokowań. Interesował go rozwój wydarzeń nie tylko w Warszawie, ale również na prowincji potrzebne były mu argumenty uzasadniające konieczność utworzenia kordonu wojskowego na granicy Prus z Polską.

A Polacy nadal naiwnie liczyli na pruską pomoc. Książę Jabłonowski, na polecenie władz warszawskich, zwrócił się do Berlina z prośbą o pomoc dla Polski – zgodnie z klauzulą traktatu polsko-pruskiego, zaznaczając, że sytuacja odpowiada warunkom, w których ta pomoc powinna zostać udzielona.

Na uwagę zasługują ówczesne wypowiedzi Fryderyka Wilhelma II w czasie berlińskiej misji Ignacego Potockiego: przewidując tok rozmowy ze sternikiem dyplomacji polskiej, utrzymywał przed jego wyjazdem z Berlina, że żadne argumenty przedłożone przez polskiego dyplomatę w niczym nie mogą zmienić ustalonego już od dawna systemu pruskiego. Jak wynika z listu Schulenburga do Fryderyka Wilhelma II, Ignacy Potocki zaproponował dokonanie pewnych zmian w Konstytucji 3 Maja; w zamian król pruski miał wymóc na Rosji, by wycofała się z Polski. Dla Schulenburga była to propozycja po prostu śmieszna i nie na czasie.

Przygotowania do rozbiorów

W początkach lipca 1792 w korespondencji dyplomatycznej pruskiej coraz częściej pojawiają się słowa: ekwiwalent i indemnizacja; oczywiście chodziło o pierwsze projekty rozbioru. Fryderyk Wilhelm II czuł się usatysfakcjonowany: analizując sytuację międzynarodową dostrzegał, że Polska nie może liczyć na poparcie żadnego z państw europejskich. Przygnębiającą natomiast wymowę miał fakt, że posłowie polscy w momencie, gdy na tereny polskie wkraczały wojska rosyjskie, w dyplomatach pruskich nieodmiennie chcieli upatrywać przyjaciół. Polski poseł w Wiedniu, Woyna, nadal okazywał przyjaźń Jacobiemu Kloestowi, który zachowywał wobec niego pełną rezerwę…

W miarę, jak ugruntowywały się w Polsce wpływy targowiczan i Rosjan, Fryderyk Wilhelm II wzmagał usilne starania, by Rosja nie sama, ale wspólnie z Austrią i Prusami przeprowadzała zasadnicze zmiany w Rzeczypospolitej. Sprawa ta stała się naczelnym zadaniem dyplomacji pruskiej w Petersburgu. W urzędowej korespondencji pruskiej zaczęło się wówczas coraz częściej pojawiać pojęcie nabytków (acquisition, aggrandissement).

W lipcu 1792 nadeszła dla Fryderyka Wilhelma II od dawna oczekiwana chwila: między Prusami a Rosją przywrócona została całkowita i pełna jedność poglądów w sprawie Rzeczypospolitej. W opracowaniu i przygotowaniu był już trwały sojusz między obu państwami i Katarzyna godziła się na wkroczenie do Polski wojsk pruskich, gdyby tego wymagały okoliczności.

Od momentu, kiedy ustaliła się całkowita harmonia między Prusami a Rosją, poseł pruski w Warszawie miał popierać konfederację targowicką i tym samym przyspieszać upadek Konstytucji 3 Maja.

W połowie sierpnia 1792 król pruski uzyskał także całkowitą pewność, że Rosji nie sprzeciwi się Austria. Po zwycięstwie targowiczan i obaleniu Konstytucji 3 Maja wypowiedział się już przeciwko utrzymaniu jakichkolwiek zdobyczy Sejmu Wielkiego i zwracał uwagę na podwójną grę Stanisława Augusta, który przynajmniej częściowo chciał ocalić Konstytucję 3 Maja. Swoją decyzją o rozbiorze pragnął być może króla polskiego ostatecznie upokorzyć i ukarać.

Z właściwą sobie skrupulatnością Fryderyk Wilhelm II chciał również poznać dokładnie punkt widzenia Rosji na sprawę indemnizacji w Polsce. Dobrze orientował się w trudnej sytuacji w Austrii w związku z jej wojną z Francją, uważał więc, że najpierw musi ustalić i uzgodnić swoje „nowe nabytki” w Rzeczypospolitej z Rosją; po takim uzgodnieniu sprawę można już było uznać za załatwioną, gdyż dwór austriacki na pewno nie będzie oponował.

Polacy poczuli się oszukani. Nawet przywódcy targowiczan uznali się za zagrożonych, gdy z Petersburga nadeszły informacje o projektowanym rozbiorze. Szczęsny Potocki miał się wyrazić, że nigdy takiego dokumentu nie podpisze, ale jego zdanie już się nie liczyło; nie był potrzebny wszak spełnił swoją rolę.

Spełniła się także, niestety, przepowiednia Essena sprzed czterech lat – wysłannik saski w Warszawie już w pierwszych miesiącach Sejmu Wielkiego przewidywał, że o losie państwa polskiego zdecyduje nie wola Sejmu, nie prawo do niepodległości i stanowienia o sobie; a główne decyzje zapadną albo w Berlinie, albo w Petersburgu.

źródło: gazeta Obywatelska

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ