Bundeswehra jest teraz armią specjalnej troski jak rzymska pod koniec IV wieku

wojska obrony rakietowej.jpg
zdjęcie ilustracyjne

Gdzie te czasy zimnej wojny, kiedy po zwykle niezapowiadanym ataku zimy i mrozu państwo komunistyczne zapadało się w sobie, jakby przestając istnieć – ze swoimi drogami, kolejami i systemem grzewczym? „Nam nie trzeba Bundeswehry, nam wystarczy minus cztery” – szydzono za czasów Gierka, w czym tkwiło też ziarenko podziwu dla zachodnioniemieckiej armii.

Ale to już passé. Bundeswehra jest teraz armią specjalnej troski jak rzymska pod koniec IV wieku. Pisze Die Welt: Najpierw szkolenie z obsługi broni w Bundeswehrze, potem walka w szeregach Państwa Islamskiego. 29 żołnierzy Bundeswehry zdezerterowało i wyjechało do Syrii.

Parlamentarny Komisarz ds. Sił Zbrojnych Hans-Peter Bartels przestrzega przed „rosnącą radykalizacją muzułmanów w niemieckiej armii”. Jak wynika z raportu niemieckiego kontrwywiadu wojskowego (MAD) Bundeswehra od 2007 roku zakwalifikowała aż 22 aktywnych żołnierzy jako „radykalnych islamistów”.

Kontrwywiad obserwuje kolejnych 65 żołnierzy, których podejrzewa o radykalizm. Większość z nich to podoficerowie. Zdaniem Parlamentarnego Komisarza ds. Sił Zbrojnych „islamizm to nie jest największy problem Bundeswehry”.
Zapewne, o innym problemie Bundeswehry słyszeliśmy w Polsce parę dni wcześniej, jej żołnierze nie wzięli udziału w ćwiczeniach w Norwegii, bo… skończyły im się nadgodziny.

Problem z rekrutami

W sumie nic nowego. Starożytna Unia Europejska, czyli rzymskie cesarstwo, upadało w podobny sposób. W IV wieku już mało komu chciało się służyć w armii. W basenie Morza Śródziemnego mieszkało ok. 60 mln ludzi. Służba w zawodowej armii trwała 20 lat i aby uzupełniać jej stan, należało rokrocznie przyjmować do wojska ok. 20 tys. nowych rekrutów. Niedużo w stosunku do ogółu ludności, ale w IV wieku były już z tym problemy.
Jeszcze w II i III wieku przed naszą erą zdolność mobilizacyjna Rzymu w samej tylko Italii wynosiła 500 tys. żołnierzy rocznie! I z poborem nie było żadnego problemu, był to bowiem przymusowy zaciąg obywatelski, dopiero sto lat później armia stała się zawodową.
W wojnie z Hannibalem w Italii ― to czasy drugiej wojny punickiej ― Rzym w krótkim czasie stracił trzy armie, a jednocześnie inne legiony rzymskie właśnie podbijały Hiszpanię. Wszystkie trzy wojny punickie Rzym oczywiście wygrał.
Pięćset lat później życie w rzymskiej Europie było znacznie bogatsze i przyjemniejsze, na razie w pokoju. Jeszcze Wandalowie nie zajęli Afryki, Wizygoci i Swebowie – Hiszpanii, a Frankowie i Burgundowie – Galii. Niewielu chciało służyć w armii i bronić granic przed barbarzyńcami, często w zimnych okolicach po północnej stronie Alp. Niewolników do legionów nie przyjmowano, uznając, że natychmiast zdezerterują. Właściciele majątków ziemskich mieli obowiązek dostarczać rekruta, ale wymigiwali się od tego łapówkami albo dostarczali armii element fizycznie niepełnowartościowy. Zaczęto więc przyjmować w szeregi regularnej armii barbarzyńców.

Barbaryzowanie armii

Już i poprzednio korzystano z barbarzyńskich oddziałów pomocniczych (auxilia) lub sprzymierzonych (foederati), choć stosunkowo w niewielkim stopniu i zawsze pod rzymskim dowództwem. Teraz to się zmieniło i armia zaczęła się barbaryzować.
Już w III wieku „reformowano” oraz „udoskonalano” armię, choć w istocie ją biurokratyzowano, dzieląc na coraz mniejsze, rzekomo bardziej mobilne oddziały. Germanie, zaciągając się do legionów, zwykle stawiali warunki, że będą walczyć tylko po północnej stronie Alp i wyłącznie pod swoim plemiennym dowództwem. Wiedzieli, co robią. Za dyscyplinę w armii odpowiadali rzymscy oficerowie ― centurioni, gwarantując karność i niebywały poziom taktyczny rzymskiej machiny wojennej. Teraz to się zmieniło.

Germańscy legioniści odmawiali pracy przy budowie i konserwacji dróg, mostów, co tradycyjnie było elementem rzymskiej dyscypliny wojskowej. Odmawiali też ćwiczeń i treningu (jak trzydziestokilometrowy, forsowny marsz ze sprzętem bojowym i zapasem żywności) czy budowania pod koniec dnia obozów marszowych, co było dotąd skutecznym elementem rzymskiej taktyki na terenie przeciwnika. Germanie w armii rzymskiej chcieli spędzać czas jak u siebie za Renem i Dunajem, walcząc i rabując, a w chwilach wolnych ― pijąc. Uważali się za wojowników, którym praca nie przystoi, od tego są niewolnicy. W IV wieku zrezygnowano z orłów legionowych, które dla barbarzyńskich żołnierzy nic nie znaczyły, a na znakach bojowych pojawiły się neutralne światopoglądowo smoki; dopiero w V wieku znaki chrześcijańskie.

Upadek cywilizacji antycznej

Paradoksalnie, te gnuśne i źle wyszkolone oddziały barbarzyńskie i tak stanowiły dużo większą wartość bojową niż te złożone wyłącznie z Rzymian, co pokazuje skalę upadku cywilizacji antycznej. W okresie wojen i zamętu barbarzyńskie oddziały łatwo i w całości przechodziły z uzbrojeniem na stronę swych plemiennych współbraci. Historycy podejrzewają, że podczas bitwy z Gotami pod Adrianopolem (378) germańska gwardia zabiła cesarza Walensa i przeszła na stronę wroga. Po tej klęsce zachodni Rzym w zasadzie już się nie podniósł.
Ulica reagowała zaś po swojemu. W roku 400 na wieść o marszu Gotów na Konstantynopol jego przerażona ludność wymordowała germański garnizon miasta. Jakby przeczuwając, że dziesięć lat później w Rzymie ktoś wpuści Gotów za mury Aureliana i po raz pierwszy od 800 lat miasto zostanie zdobyte i splądrowane – bez walki.
Co się nie udało nawet tak uzdolnionemu dowódcy jak Hannibal, po wcześniejszym zniszczeniu trzech rzymskich armii.

Czytaj więcej: Wrocław przetransferuje do swoich spółek miliony złotych. Te pieniądze to nasze podatki

autor: Waldemar Maszenda

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ