Bursztyn – Polski skarb

bursztyn.jpg

Polskie i zagraniczne media w połowie marca podały wiadomość, że w Dorohusku na przejściu granicznym z Ukrainą celnicy udaremnili przemyt 1,5 tony bursztynu o wartości 24 milionów złotych.

Wydarzenie to zwróciło uwagę na pochodzenie tego bursztynu. Tym bardziej, że już od kilku lat celnicy na granicy z Ukrainą notują znaczny wzrost liczby wykrytych prób przemytu tego surowca. Po raz pierwszy osiągnął on skalę liczoną w tonach. Wydawało się, że mamy dość własnego bursztynu. Tymczasem zapotrzebowanie przekracza nasze możliwości.

O kondycji całej gospodarki światowej decydują Chiny. Dotyczy to również bursztynu. W Chinach jest to gorący towar, uznawany za jeden z siedmiu szczęśliwych kamieni Buddy. W ciągu ostatnich pięciu lat popyt na złocistą bursztyn znacznie się zwiększył. Polska pośredniczy w jego dostawie do Chin. Dlatego u nas stale brakuje bursztynu, a jego ceny nieustannie idą w górę. Przemyt z Ukrainy stara się wyrównać nasze i chińskie zapotrzebowanie na ten towar.

Zmiana roli

Dotychczas polskim skarbem był węgiel kamienny i brunatny. Nazywano go „czarnym złotem”. Dziś kopalnie trzeba ratować przed bankructwem. Nie ustaje opór przeciw powstawaniu nowych kopalń węgla brunatnego.

W Pszczynie ten sam proces dotyczy też węgla kamiennego. Jest to uzasadnione tym, że zwykli mieszkańcy tych okolic nic z niego nie mają. Węglowy symbol XIX i XX wieku powoli i z oporami odchodzi w przeszłość.

Jego miejsce wydaje się zajmować bardziej atrakcyjny bursztyn, którego rozsypiskowe złoża płytko występują na terenie całego kraju. Szalejący obecnie kryzys surowcowy spowodował spadek wartości surowców mineralnych nawet o 70%, jak w przypadku węgla kamiennego. Najmniej dotknęło to złota i diamentów – odpowiednio 30% i 15%.

Jedyną kopaliną, na którą w tym samym czasie był coraz większy popyt, okazał się bursztyn. I to nie tylko polski, ale również rosyjski i ukraiński. Import z Rosji z wiadomych powodów został wstrzymany. Z bilansu pozyskiwania własnego bursztynu bałtyckiego wynika, że jest on znacząco uzupełniany przez dostawy z Ukrainy.

Można zapytać, jak to się dzieje, że bursztyn bałtycki kojarzony dotąd z polskim wybrzeżem, jest na przemysłową skalę eksploatowany w okolicach Żytomierza i Równego niedaleko polskiej granicy?

Cud natury

Bursztyn nie jest minerałem ani kamieniem szlachetnym czy półszlachetnym. Jest substancją organiczną, a ściślej żywicą kopalną, która pod wpływem zasolonej wody morskiej po kilku milionach lat uzyskała obecny kształt i charakterystyczne własności, które odróżniają bursztyn od wszystkich innych podobnych substancji. Wiadomo, że w wodzie tonie, a w zasolonej wypływa na powierzchnię. Spalany czy nawet dotknięty gorącą igłą daje aromatyczny zapach. Z tych powodów nie można go sfałszować.

Jego plastykowe podróbki nie mogą osiągnąć jego specyficznych właściwości. Przetworzeniu żywicy w bursztyn stoi na przeszkodzie czas. Potrzeba kilku milionów lat zanurzenia w zasolonej wodzie. Dotychczas nikomu nie udało się tego czasu ominąć. Dlatego bursztyn nazywany jest też „cudem natury”.

Prawie każdy okaz bursztynu jest porowaty. Pory z reguły wypełnione są pęcherzykami powietrza powodującymi zmętnienie bursztynu. Powstałe na niewielkiej przestrzeni zmętnienia tworzą „chmurki”. Równomierne rozmieszczenie przeźroczystych baniek powietrza tworzy odmiany bursztynu przeświecającego i półprzeźroczystego. Ilość pęcherzyków powietrza przy największym ich rozdrobnieniu i zagęszczeniu w 1 milimetrze sześciennym bursztynu dochodzi do 1 miliarda!

Na Ukrainie

Powszechnie uważa się, że bursztyn bałtycki, jak sama nazwa wskazuje, występuje tylko na wybrzeżu naszego morza. Jest to tyko część prawdy, gdyż lasy żywiczne na podmokłych morskich terenach historycznie związane są z trzeciorzędowym morzem eoceńskim, które 34-55 milionów lat temu znajdowało się na terenie Polski i wschodniej Ukrainy.

Bałtyk rozmywa obecnie płytko występujące na jego dnie wychodnie warstw eocenu i występujący w nich bursztyn często wyrzuca na morski brzeg. Szczególnie obfite występowanie okazów bursztynu w rejonie Żytomierza i Równego na Ukrainie, jak i po stronie polskiej na Lubelszczyźnie tłumaczy się wyniesieniem w tym czasie Tarczy Ukraińskiej, porośniętej szczególnie obfitymi lasami żywicznymi. Bryły żywicy znoszone były do eoceńskiego morza po milionach lat przebywania w tym środowisku stały się dzisiejszym bursztynem.

Kilkakrotnie przechodzący przez Polskę około 100 tys. lat temu lodowiec niszczył na swojej drodze eoceńskie warstwy bursztynowe. Wtórnie osadzał je w piaszczystych osadach blisko powierzchni ziemi. Sunący z północy lodowiec dotarł do Sudetów i Karpat. I na tym terenie naniósł piaski i żwiry z zawartością bursztynu. Stąd bursztyn odkryto nawet w licznych wykopach na południowych krańcach Wrocławia. Bogata niemiecka kolekcja z tego terenu podczas wojny zaginęła bezpowrotnie. Liczne okazy bursztynu znajdowane są w piaskach odkrywkowej kopalni glinek ogniotrwały w Jaroszowie na Dolnym Śląsku jak i w KWB Bełchatów w Polsce Centralnej. Ze względu na niszczący charakter lodowcowego transportu znalezione tu okazy bursztynu rzadko występują w postaci większych brył.

Całkiem inaczej jest na Ukrainie. Tam na wybrzeżu tego eoceńskiego morza bursztyn przetrwał do czasów dzisiejszych nie naruszony przez lodowiec, stąd jego znaczne zasoby oraz niezwykłej wielkości okazy. Są to na ogół bryły, często nawet jednokilogramowe. Ich czystość, wielkość i ilość powoduje, że bursztyn ukraiński jest droższy niż ten pozyskiwany w Polsce. Bursztynowa warstwa zalega tam od 3 do 12 m pod powierzchnią terenu. Stwarza to dogodne warunki dla jego eksploatacji z użyciem motopompy i jego wymywania na ustawione dla tego celu sita.

Kontrabanda

Ukraiński bursztyn wydobywany jest przez kilkaset drobnych, mniej lub lepiej zorganizowanych nielegalnych eksploratorów. Jest to między innymi spowodowane nieograniczonym zapotrzebowaniem na rynku chińskim. Ma on podobnie jak nefryt przynosić jego właścicielom zdrowie i szczęście życiowe.

Ukraiński bursztyn tylko w minimalnym stopniu jest bezpośrednio dostarczany do Chin i to za sprawą samych Chińczyków dokonujących jego zakupów na Ukrainie. Normalna droga „bursztynowego szlaku” wiedzie z Ukrainy przez Polskę, a ściślej przez Gdańsk.

Tu jubilerzy, artyści przygotowują gotowe wyroby i eksportują je do Chin z wielokrotnym zyskiem. Polskie wydobycie bursztynu wynosi zaledwie 4-6 ton rocznie, a wyroby z niego sięgają 20 ton! Różnica pokrywana jest nielegalnymi dostawami z Ukrainy.

Usiłowano tam zalegalizować cały ten bursztynowy przemysł, tworząc państwowe przedsiębiorstwo „Bursztyn Ukrainy”, które stale jest deficytowe. Jego ceny są o połowę niższe aniżeli rynkowe i chyba dlatego wszystko z firmy tej „ucieka”. Przy nielegalnym wydobyciu zatrudnionych jest kilka tysięcy ludzi, dla których jest to zbawienny proceder przy ogromnym bezrobociu. Cena jednego kilograma bursztynu wynosi tu 6300 USD.

Przemyt do Polski wynosi ok. 20-30 ton bursztynu rocznie. Wyspecjalizowani w tej branży „kurierzy” stosunkowo rzadko wpadają w ręce celników. Proceder ten na Ukrainie usiłowano zlikwidować. Przybyły dla tego celu oddział policji został zaatakowany i całkowicie rozbity przez ok. 300 uzbrojonych mężczyzn. Większość policjantów trafiła do szpitala. Ich miejscowy posterunek został spalony. Prezydent Ukrainy na razie bezskutecznie żąda od służb porządkowych likwidacji nielegalnego wydobycia bursztynu.

Polski skarb

Państwowy instytut Geologiczny w Warszawie ocenia, że zasoby bursztynu na terenie naszego kraju wynoszą ok. 700 tysięcy ton! Jeżeli się to potwierdzi, to nasza ziemia może skrywać skarb o niewyobrażalnej wartości ponad 7 bln zł. To ponad jedna szósta PKB USA i ponad czterokrotnie więcej niż PKB Polski.

Jest to ocena sprzed dwóch lat. W tym czasie cena bursztynu wzrastała przeciętnie o 20-30% rocznie. Czy stosunkowo tanie, proste i łatwe oraz niezwykle dochodowe wydobycie bursztynu nie powinno być naszą narodową specjalnością? Oczywiście nie na wzór ukraiński! Czy trzymanie się za wszelką cenę eksploatacji węgla kamiennego jest w tej sytuacji uprawnione i uzasadnione? Czy zamiast „czarnego złota” nie powinniśmy skierować swojej uwagi na „złoto północy” jak nazywa się za granicą bursztyn?

Na samej Lubelszczyźnie zasoby bursztynu ocenia się na ponad 10 tys. ton. Czy nie są to zasoby konkurencyjne dla wydobywanego tam coraz bardziej deficytowego węgla kamiennego? Są to pytania retoryczne, ale warte rozważenia dla dalszego rozwoju naszej gospodarki.

Czytaj więcej:  Agenci CBA z Wrocławia tuszowali sprawę?

autor: Adam Maksymowicz

źródlo: gazeta Obywatelska

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ