O życiowych schematach: Nasze dzisiejsze problemy mogą mieć źródło w schemacie życia z czasów dzieciństwa i dorastania

schematy.jpg

Wiele zachowań w naszym życiu wyuczamy się na podstawie doświadczenia naszych relacji z innymi. W tym kontekście wskazuje się, że istotne dla kształtu naszego życia i zachowań są nasze relacje rodzinne.

To one w znaczny sposób kształtują zarówno nasz sposób zachowania w odniesieniu do innych, nasze rzeczywiste hierarchie wartości, jak i to, co nazywamy na użytek tego artykułu – schematem życia. Przez schemat życia rozumieć będziemy za amerykańskim psychologiem J.E. Youngiem ogólny motyw lub wzorzec życia, składający się ze wspomnień, emocji, przekonań oraz doznań cielesnych, dotyczących jednostki oraz jej relacji z innymi, wykształcony w dzieciństwie lub w okresie dojrzewania i co bardzo ważne – najczęściej automatycznie, nieświadomie rozwijany i powtarzany przez całe życie.

Wspomniany badacz wskazuje, że owe schematy życia kształtują się u ludzi przede wszystkim w rodzinach pochodzenia i związane są ze sposobem zaspokajania przez zwłaszcza rodziców podstawowych potrzeb emocjonalnych dziecka.

Według J.E. Younga to zaspokajanie podstawowych potrzeb dziecka dotyczy najpierw zaspokojenia potrzeby bezpiecznego przywiązania do innych oraz potrzeby doświadczania akceptacji i miłości, poprzez obdarzanie dziecka szczerymi, ciepłymi uczuciami.

Obejmuje ono dalej zaspokajanie u dziecka potrzeby autonomii, kompetencji i poczucia tożsamości oraz potrzeby wolności wyrażania przez dziecko swoich prawdziwych potrzeb i uczuć, a także zarówno potrzeby spontaniczności i zabawy, jak i potrzeby posiadania realistycznych granic i samokontroli.
W świetle rozważań J.E. Younga nie ma się większych problemów w życiu, kiedy dorosła osoba jako dziecko i w okresie dorastania spotkała się przynajmniej z w miarę równomiernym zaspokajaniem przez najbliższych wspomnianych wyżej potrzeb emocjonalnych.

Zdaniem amerykańskiego badacza problem z ludzkim funkcjonowaniem pojawia się jednak wtedy, kiedy ktoś w okresie bycia dzieckiem i dorastania spotkał się z raniącym go sposobem podejścia do jego potrzeb emocjonalnych.
Wtedy tworzą się dysfunkcyjne, nieadaptacyjne schematy życia, mogące wielu dorosłym do dzisiaj – mówiąc kolokwialnie – psuć życie.

Jak się tworzą takie schematy? Jakaś niezaspokojona potrzeba lub potrzeby ze strony środowiska rodzinnego stają się bólem lub brakiem emocjonalnym, który zaczyna jakby podpowiadać osobie z jednej strony, co jest jej nieszczęściem, a z drugiej – co musi się stać, by stała się ona szczęśliwa.
Ta wizja szczęśliwego życia często jest odwrotnością stanu, którego doświadcza się w sytuacji owego braku lub bólu emocjonalnego i staje się głównym sensem życia takiej osoby.

Jednocześnie z oczekiwań kierowanych do niej przez najbliższych członków swojej rodziny wyucza się, jak taki cel osiągnąć. Początkowo w rodzinie pochodzenia dana osoba testuje przyjętą koncepcję życia, od czasu do czasu odnosząc sukcesy. Te sukcesy utwierdzają ją w przekonaniu, że warto iść tą drogą, tylko trzeba się bardziej postarać następnym razem.

Wchodząc w życie dorosłe, taka osoba wierzy, że choć we własnej rodzinie to się do końca nie udało, to jednak teraz, w dorosłym życiu na pewno się jej uda urzeczywistnić ten styl życia, mający według niej przynieść jej szczęśliwe życie.

Jak to było w przypadku Dagmary?

DAGMARA (30 lat): gotowa jest na wiele poświęceń dla swojego męża, często robiąc dokładnie to, co on lubi, jeśli chodzi o sprawy domu, posiłków, jej wyglądu czy spędzania czasu wolnego. Podejmując pewne decyzje, wsłuchuje się w jego pragnienia, podporządkowuje się jego planom i potrzebom, nie przedstawiając przy tym swoich potrzeb.
Choć czasami, jak mówi, chciałaby to zrobić, to jednak się wycofuje, bo najważniejsze jest tylko to, by darzył ją swoim uczuciem. Niepokoi ją jednak, że niekiedy, gdy mocno potrzebuje doświadczenia ciepłych uczuć męża, a on z różnych powodów nie potrafi odpowiedź na jej pragnienie, to ona szybko się zamyka w sobie i wycofuje emocjonalnie z więzi z nim.

Często wtedy wywołuje kłótnie z mężem z błahego powodu, w których odreagowuje zranione uczucia i zawiedzione oczekiwania. Potem to przeżywa, ma poczucie winy i wewnętrznie atakuje siebie, poniżając się.
Z tego powodu jej relacje małżeńskie obarczone są od czasu do czasu niepotrzebnym napięciem, co psuje atmosferę w domu.

Dagmara wychowywała się w domu, gdzie oboje rodzice często żądali od niej całkowitej uległości i posłuszeństwa.
Mocno ją karali za oznaki niesubordynacji czy niestaranne wykonanie zleconych jej prac domowych. Reagowali złością na wyrażane przez nią spontanicznie uczucia i potrzeby. Rodzice niejednokrotnie zamiast ciepłych uczuć okazywali jej niezadowolenie. Czego się zatem wyuczyła ta kobieta ze swoich relacji rodzinnych? W skrócie – po pierwsze, że najgorszy ból emocjonalny związany jest z brakiem miłości i doświadczania ciepłych uczuć; po drugie, że najważniejsze w życiu jest uczucie miłości, kojarzone z uczuciami ciepła i akceptacji; a po trzecie, że aby je osiągnąć, trzeba całkowicie się poświęcać drugiej osobie, robiąc dla niej wszystko, co chce, tłumiąc przy tym przed nią swoje pragnienia i uczucia. Dagmara uwierzyła, że kiedy tak będzie żyła, to druga strona, w tym przypadku jej mąż, na pewno odpłaci jej postawą głębokiej miłości, darząc ją jednocześnie tak upragnionymi uczuciami ciepła i akceptacji.
Być może wielu z nas, uświadamiając sobie teraz swoje problemy, może się pytać, czy czasami ich źródłem nie jest odtwarzanie jakiegoś schematu życia powstałego w czasach dzieciństwa i dorastania. Prawdopodobieństwo pozytywnej odpowiedzi na to pytanie może wzrastać zwłaszcza w przypadku tych osób, które w swoich rodzinach pochodzenia doświadczały znacznego braku, a przede wszystkim ranienia w zaspokajaniu potrzeb emocjonalnych. Jednak niezależnie od tego, czy taki fakt miał miejsce w naszym życiu, czy też nie, dla bardziej świadomego kierowania swoim życiem warto przyjrzeć się swojej historii relacji z członkami rodziny pochodzenia. Ważne zatem jest, byśmy się siebie spytali, czego się nauczyłem w mojej rodzinie i co do dziś niosę ze sobą w życiu teraźniejszym? Co było w niej dobrego, a co raniącego? Niektórzy z nas, zwłaszcza pochodzący z wyraźnie dysfunkcyjnych rodzin, mogą w tym względzie z pewnością potrzebować pomocy psychologa czy też psychoterapeuty.
Jezus, odwołując się do Księgi Rodzaju, przypomniał swego czasu faryzeuszom: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem (Mk 10,7–8). Abraham u początku swojej wędrówki do Ziemi Obiecanej usłyszał: Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domutwego ojca ( Rdz 12,1). Można zatem powiedzieć, że początkiem dojrzałości w świetle tych słów jest nie tylko opuszczenie fizyczne swoich rodziców przez fakt oddzielnego zamieszkania, ale w perspektywie przedstawionych analiz – skonfrontowanie się z własną historią relacji rodzinnych. Warto zatem to uczynić, by mieć świadomość, co było w tej historii dobrego i co warto kontynuować w swojej nowej rodzinie, a co było raniącego, tak by tego nie powtarzać w stosunku do swojego współmałżonka i zrodzonych w tym związku dzieci.

autor: KS. JANUSZ MICHALEWSKI

źródło: http://www.nowezycie.archidiecezja.wroc.pl/index.php/2016/04/18/o-zyciowych-schematach/

Foto:  INC./BIALASIEWICZ

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ