Dariusz Maciej Grabowski: JAK Z POMOCĄ RZĄDU PIENIĄDZ GORSZY WYPIERA PIENIĄDZ LEPSZY

0ebf4e45d642fec18a1062991e45d64e.jpg

Od 1 stycznia 2017 roku płatności gotówkowe między przedsiębiorcami nie będą mogły przekraczać 15 tysięcy złotych.

Płatność gotówkowa powyżej tej kwoty – z mocy ustawy uchwalonej przez większość sejmową nie będzie mogła być zaliczona w koszty, czyli nie pomniejszy dochodu przedsiębiorcy, a w konsekwencji zmusi go do zapłacenia wyższego podatku dochodowego.

Dodajmy, że do chwili obecnej ograniczenie obrotu gotówkowego jest do kwoty 15 tysięcy euro. W uzasadnieniu ustawy czytamy: „…będzie miało pozytywny wpływ na zwiększenie transparentności dokonywanych transakcji, wzrost uczciwej konkurencji między przedsiębiorcami, zmniejszenie szarej strefy, zwiększy dochody budżetu państwa”.

Szef komisji finansów sejmu, poseł Andrzej Jaworski dowodzi, że „…przedsiębiorcy prowadzący legalne interesy jest wszystko jedno, czy dokonuje płatności gotówką, czy elektronicznie”.

A wiceminister finansów Leszek Skiba szacuje wzrost wpływów do budżetu z tego tytułu na 2 miliardy złotych rocznie. Pan wiceminister dodaje, że idziemy za przykładem takich krajów jak Portugalia, Hiszpania, Bułgaria, Grecja, które wprowadziły podobne ograniczenia, ale zapomina dodać, że żadnych ograniczeń w obrocie gotówkowym nie znają: Niemcy, Norwegowie, Szwedzi, Duńczycy, Anglicy.

Transparentność

Czym się różni transakcja opisana na fakturze opłaconej gotówką od opłaconej elektronicznie za pośrednictwem banku?

Tym tylko, że treść faktury pozna osoba trzecia – pracownik banku. Czy zatem zdaniem ustawodawcy transparentność oznacza fakt, że o wszystkim, co robimy należy poinformować i powinien wiedzieć bank? Czy wiedza, którą posiądzie, nie zostanie przez niego wykorzystana dla własnych celów?

Czy nowa ustawa przyczyni się do wzrostu uczciwej konkurencji między przedsiębiorstwami?

Należy rozumieć, że bank posiadający wiedzę o transakcji między przedsiębiorcami upowszechni tę informację „uprzejmie donosząc wszem i wobec”, że przedsiębiorca Jaś udzielił upustu przedsiębiorcy Zdzisiowi, ale nie udzielił upustu Kaziowi. A wiemy przecież, że mocą modnego dziś pojęcia „świętej tajemnicy bankowej” taki fakt nie będzie mógł mieć miejsca. A może bank zostanie upoważniony do wystawiania certyfikatów „uczciwego konkurenta”.

Czy nowe prawo ograniczy szarą strefę? O, słodka naiwności! Szara strefa zaczyna się w momencie niedokumentowania działalności i obrotu gospodarczego.

Zatem wystawienie faktury bez względu na formę płatności gotówkową bądź elektroniczną jest działaniem w sferze legalnej.

Argumenty przeciw nowemu prawu

Rząd, który deklaruje, że rozumie powagę sytuacji gospodarczej w Polsce oraz uznaje działania w interesie polskich przedsiębiorców za klucz do rozwiązania problemów wystąpił z projektem, który przedsiębiorcy w zdecydowanej większości oceniają jako wymierzony przeciwko nim. Ale rząd decyzji nie zmienił, w myśl obowiązującej od czasów komuny zasady „władza wie lepiej”.

Nowe prawo ogranicza swobodę działalności gospodarczej, ogranicza wolność przedsiębiorcy.

Rząd, który w kwestiach gospodarczych jeszcze nie wystartował, zdaje się dostawać zadyszki i by zachować pozory aktywności, dobiera się do skóry małym i średnim polskim firmom, dodajmy najczęściej słabym i nisko dochodowym – bo wie, że z nimi sobie poradzi. A jednocześnie nie podejmuje próby ograniczenia nadużyć podatkowych dokonywanych przez wielkie sieci handlowe i koncerny zagraniczne.

Utrudnienia dla małych firm

To, co szczególnie boli, to fakt całkowitej nieznajomości „prozy życia” małego polskiego przedsiębiorcy, na przykład handlowca. Jeśli prowadzi on jednoosobowo sklep osiągający obroty kilkudziesięciotysięczne dziennie w gotówce, przez telefon zamawia u hurtownika towar, za który płaci przy odbiorze właśnie gotówką, to po wprowadzeniu nowego prawa nasz handlowiec będzie musiał w ciągu dnia zamknąć sklep, zanieść pieniądze do banku, wpłacić w kasie (bank swoją prowizję naliczy), wypisać przelew (bank swoją prowizję naliczy), telefonicznie błagać hurtownika o zaliczkową dostawę, bo przecież przelew zostanie dokonany po jednym bądź dwóch dniach, a w weekendy i święta po kilku dniach.

A co dopiero, gdybyśmy „zajrzeli” do budownictwa, gdzie wiele operacji to gotówkowe zaliczki, roboty, których wycena jest korygowana po wykonaniu. Nowa ustawa małym przedsiębiorcom napsuje żółci i uzmysłowi, że nic się nie zmieniło, że władza jest ciągle przeciw nim.

Przymus rozliczeń via bank utrudni transakcje barterowe i clearingowe. Utrudni także wprowadzenie do obrotu tak zwanego pieniądza lokalnego. Skomplikuje możliwości tworzenia przedsiębiorstw klastrowych i spółek dorazowych.

Ustawa pod banki

Rozliczenia gotówkowe w Polsce, ich skala są ze strony przedsiębiorców próbą ratowania się przed zbyt małą emisją pieniądza dokonywaną przez NBP i banki. Wymienione instytucje prowadzą politykę deflacyjną, trudnego pieniądza, spadku cen, co jest sprzeczne z interesem polskich przedsiębiorców i państwa.

Przykładem niech będzie wysokość nominału największego polskiego banknotu wynosząca 200 złotych. Każdy student wie, że nominał ten powinien wynosić co najmniej 500 złotych. Dla porównania przywołajmy banknot 500 euro w Unii Europejskiej. Dlaczego do chwili obecnej NBP nie wyemitował banknotu 500-złotowego? Odpowiedź jest prosta. Nie chcą tego banki zagraniczne dominujące w Polsce, a Narodowy Bank Polski usłużnie wykonuje ich polecenia.

To kto korzysta na nowej ustawie ograniczającej obrót gotówkowy? Odpowiedź jest prosta – banki. To one lobbują, lobbowały za jej przyjęciem. Więcej gotówki przepłynie przez ich sejfy, a zatem już z tytułu opłat manipulacyjnych, przetrzymywania pieniędzy, grania nimi w tak zwanym „międzyczasie” – zarobią.

Ale jest też drugie, gorsze dno. Dziś dostęp do informacji to najcenniejszy kapitał, a dzięki wymuszeniu operacji elektronicznych, które do chwili obecnej dokonywane były w gotówce, banki dostaną wiedzę dodatkową o klientach, którymi są przedsiębiorcy i o rynku, na którym działają. Ponieważ bitwa o wielki handel w Polsce już się zakończyła triumfem zagranicznych sieci, to teraz rozpocznie się proces dobijania rynków lokalnych i małych, prowincjonalnych polskich handlowców.

 

Na koniec jak mantrę powtórzę – przedsiębiorcy polscy powinni powiedzieć dość. Stworzyć własny samorząd gospodarczy, by realnie stanowić o swoim losie.

Czytaj więcej: Wałbrzych na skraju bankructwa. Miasto ma gigantyczne długi​

źródło: gazeta Obywatelska 

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ