Co dalej z wrocławskimi zabytkami?

zabytki wrocław.jpg

Na to pytanie próbowali odpowiedzieć prelegenci debaty zorganizowanej przez miasto. Władze Wrocławia pokazały, że potrafią o zabytkach rozmawiać. Czy za słowami pojawią się także czyny?

Sala w Kinie Nowe Horyzonty, w której odbyła się debata, była zapełniona do ostatniego miejsca. Był to kolejny dowód na to, że losy zabytkowych obiektów nie są wrocławianom obojętne. Tym bardziej, że tylko ciągu ostatnich tygodni kilka z nich ucierpiało w wyniku rozbiórek i przebudów. Mowa o kamienicy na rogu ul. Ruskiej i Kazimierza Wielkiego, która zyskała nowoczesną nadbudowę, oraz o elewatorze przy ul. Rychtalskiej, któremu grozi rozbiórka. Wśród uczestników debaty znaleźli się przedstawiciele kilku środowisk. Szkoda, że na debacie nie pojawiła się miejska konserwator zabytków. To właśnie jej działania są ostatnimi czasy mocno krytykowane przez miłośników zabytków. Obrony Katarzyny Hawrylak-Brzezowskiej podjął się jednak między innymi Piotr Napierała ze Stowarzyszenia Konserwatorów Zabytków:

– Zabytek powinien żyć. A co za tym idzie, ingerencja staje się niezbędna. Pozostaje sporna kwestia: jak to robić? Gdyby nie odważne realizacje, nie byłoby piramidy przed Luwrem, nie byłoby kopuły nad Reichstagiem – wymieniał Piotr Napierała.

Podobne zdanie miał architekt Łukasz Wojciechowski:

– W zabytkach nie jest najważniejsza fasada, a struktura budynku. Pokazywanie pięknych obrazków wprowadza w błąd, gdyż patrzymy wtedy tylko na fasady – przekonywał Wojciechowski. Za negatywny przykład przebudowy wskazał on Pawilon Czterech Kopuł, w którym zmieniono pierwotną ideę założenia.

Wcześniej głos zabrał Rafał Eysymontt – historyk sztuki, wybitny znawca historii architektury i rozwoju przestrzennego miast. Mówił on między innymi o tym, że spojrzenie na konkretne realizacje zmienia się wraz z upływem czasu. Stwierdził, że zabytki powinny przede wszystkim współgrać z otaczającą je zabudową:

– Czy traktujemy zabytki, także współczesne, jak ozdobę czy element organiczny – im bardziej wchłonięty w strukturę, tym lepiej? – pytał profesor Eysymontt.

Ingerencji w zabytkowe obiekty bronił też Marek Wiśniewski, wrocławski architekt:

– Podobają nam się tylko te piosenki, które już słyszeliśmy – mówił Wiśniewski. – Nie ma dwóch obiektów na świecie, które by ze sobą korespondowały. One mają kontekst, który ma wartość sensualną.

Rozżalenia na stan zabytków we Wrocławiu nie ukrywał natomiast Marek Karabon z Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia:

– W rejestrze nie ma zabytków wpisanych zbyt pochopnie. Raczej jest odwrotnie. Na podobnych spotkaniach w innych miastach nie ogląda się obrazków z Wrocławia. Nie spotkalismy się tutaj przypadkiem, przechodząc akurat z tragarzami, tylko ze względu na możliwosc wyburzenia elewatora przy ulicy Rychtalskiej – powiedział Marek Karabon.

To właśnie elewatora dotyczyła najostrzejsza część dyskusji. Marek Wiśniewski stwierdził na przykład, że przebudowa obiektu „to nie jest wyzwanie dla architekta, tylko dla ekonomisty” tłumacząc, że takie działanie jest nieopłacalne. Karabon bronił tego pomysłu wskazując na przykład szpitala przy placu Jana Pawła II – inwestor chciał zburzyć tam 11 z 13 obiektów, ale po interwencji wojewódzkiej konserwator zdecydował się na ich przebudowę. Profesor Eysymontt przekonywał z kolei, że elewator nie koresponduje z okolicznymi zabudowaniami i w związku z tym nie ma dużej wartości. Przedstawiciel TUMW-u wskazywał jednak, że najbliższy obiekt tego typu jest dopiero w Oławie:

– Nie chciałbym, aby wrocławianie musieli płynąć kajakiem do Oławy, aby zobaczyć obiekt – mówił Marek Karabon.

Ostatecznie jednak prelegenci zgodzili się w kilku kwestiach. Przede wszystkim, że „nie można chronić wszystkiego” (Piotr Napierała). Padły też pomysły, aby wspomóc inwestorów. Na przykład „zwolnić zabytki z podatków od nieruchomości” (Marek Wiśniewski). Łukasz Wojciechowski postulował z kolei, aby większą wagę przykładać do edukacji architektów. Podzielił się swoją obserwacją, według której na studiach nikt nie opowiada o współczesnej polskiej architekturze. A to właśnie obiekty z XX wieku zaczynają być uznawane za zabytkowe.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ