Sesja o zabytkach – co wynikło z siedmiu godzin obrad?

wozownia.jpg


Wczorajsza nadzwyczajna sesja rady miejskiej trwała do drugiej w nocy. Świadczy to o tym, że ochrona zabytków jest tematem, o którym lokalni politycy chcą rozmawiać. Czy za słowami pójdą także czyny?

Sesja została zwołana na wniosek radnych klubu Prawa i Sprawiedliwości. Porządek obrad zawierał  dwadzieścia punktów, w ramach których omawiano takie sprawy jak nadbudowy kamienic wznoszone wbrew ustaleniom miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (jak np. inwestycja na rogu ul. Kazimierza Wielkiego i Ruskiej), obieg informacji pomiędzy konserwatorem a innymi miejskimi urzędnikami (tutaj przywołano casus wozowni przy ul. Orlej) czy stan znajdujących się na terenie miasta zabytków techniki.

W dyskusję włączyło się wielu przedstawicieli środowisk, które nie mają swoich przedstawicieli w radzie miasta. Przed sesją symboliczny pogrzeb wrocławskich zabytków urządzili działacze partii Zieloni. Osobno manifestowali sympatycy partii Razem, którzy domagali się większej ochrony dla wspólnego kulturowego dziedzictwa. Tomasz Sysło, aktywista miejski, podsuwał z kolei pytania radnej Katarzynie Obarze – Kowalskiej za pomocą… Twittera. Sami radni prezentowali z kolei różny punkt widzenia na losy wrocławskich zabytków.

Przebiegał on właściwie po linii przynależności klubowej. Osoby związane z prezydentem Rafałem Dutkiewiczem zwracali uwagę, że Wrocław jest miastem wzbudzającym zachwyt wśród przyjezdnych. Adam Grehl, zastępca prezydenta, wskazywał w tym kontekście np. na przykłady wyremontowanych kamienic i dworca. Radni opozycji wytykali z kolei wiele zaniedbań, których można było uniknąć – choćby poprzez dofinansowanie remontów, co postulował Krystian Mieszkała z PiS.

Zmiana frontów nastąpiła w momencie, gdy radni prezydenta Dutkiewicza zaproponowali przegłosowanie poprawki do proponowanego przez PiS stanowiska rady miejskiej. W treści dziękowano prezydentowi miasta za dotychczasową ochronę zabytków i kierowano apel do premier Beaty Szydło, w którym domagano się równiejszego traktowania Wrocławia przy rozdzielaniu środków na ochronę zabytków. Obecnie sytuacja wygląda tak, że faworyzowany na tle kraju jest pod tym względem Kraków. Wiedzą o tym także zapewne radni PiS-u, którzy jednak byli przeciw zmianie treści apelu. Tłumaczyli, że zmiany wbrew intencji twórców uchwały to naginanie zasad demokracji. 

Późniejszy przebieg sesji był już jednak zwyczajnym politycznym spektaklem. Działacze PiS-u nie szczędzili słów krytyki względem miejskich urzędników, ci zaś zarzucali im wykorzystywanie chwytliwego tematu ochrony zabytków dla osiągnięcia politycznych korzyści. Najwięcej osiągnęli jednak aktywiści miejscy i miłośnicy zabytków. Temat, który od lat był zamiatany pod dywan, w końcu zaczął być bowiem dyskutowany na najwyższych szczeblach lokalnej władzy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ