Jerzy Jachowicz: Dzisiejsza opozycja z pełnym wyrachowaniem zawłaszczyła sobie datę 4 czerwca, która powszechnie uznawana jest za jeden z kamieni milowych w drodze Polski do demokracji i wolności

opozycja razem.jpg


Dzisiejsza opozycja z pełnym wyrachowaniem zawłaszczyła sobie datę 4 czerwca, która powszechnie uznawana jest za jeden z kamieni milowych w drodze Polski do demokracji i wolności.

Mimo wszystkich obciążeń i wzmocnienia realnego wpływu komunistów, którzy wraz z częścią elit solidarnościowych przyczynili się do zbudowania zdegenerowanej demokracji, data ta stała się symbolem zwycięstwa nad komunizmem w walce o naszą niezależność.

Nieuczciwe chwyty

Platforma Obywatelska, Nowoczesna, PSL, lewica postkomunistyczna, korzystając z szerokiego zaplecza społecznego, którego inspiratorem jest KOD, stroją się dziś w piórka prawdziwych obrońców demokracji i wolności. Dzień 4 czerwca 1989 roku, w którym Polacy podczas wyborów, odrzucili komunizm, ma dziś być dodatkowym elementem ich wiarygodności jako prawdziwych bojowników o demokratyczną Polskę.

To wykorzystywanie zawłaszczonych symboli jest obrazem fałszu dzisiejszej opozycji. Z jednej strony pokazuje jej cynizm, z drugiej paradoksalnie, niemoc polityczną.

To postępowanie przypomina nieuczciwy chwyt, KOD-u sprzed kilku tygodni. Mianowicie na transparencie w „miasteczku namiotowym” KOD naprzeciwko budynku Kancelarii Premiera zamieszczono dużą fotografię Stanisława Płatka, jednego z przywódców strajku w kopalni Wujek w 1981 roku. Jego zdjęcie wykorzystano bez jego zgody. Górniczy bohater z okresu stanu wojennego w liście otwartym napisał, że nie zgadza się, by wykorzystywano jego zdjęcie do walki politycznej.

Ciągłość nikczemnych postaw

Z wykorzystaniem dnia 4 czerwca przez KOD, sprawa nie jest już tak jednoznaczna, bo data jest wspólną własnością wszystkich Polaków. No właśnie, czy wszystkich? A gdyby tak np. więźniowie wyznaczyli protest przeciwko warunkom, w jakich odsiadują wyroki, na dzień 4 czerwca, czy również uznalibyśmy ich zamysł za normalny? Czy może jednak orzeklibyśmy, że nie mają prawa kalać tej daty, aby walczyć o swoje prawa, nawet jeśli ich protest ma uzasadnione przesłanki?

W tym czasie, kiedy opozycja przygotowywała się do marszu, Jarosław Kaczyński, przypominając nagłe zwroty polityczne w III RP, stwierdził, że obalenie rządu Jana Olszewskiego – nomen omen – również 4 czerwca, tyle, że trzy lata po zwycięskich wyborach 1989 roku, nastąpiło w wyniku rebelii. Bunt ten zjednoczył wszystkie te siły, które poczuły się zagrożone przez kierunek zmian zaproponowany i w jakimś stopniu już realizowany przez rząd Olszewskiego (lustracja posłów i senatorów oraz najwyższych urzędników w państwie). Ten kierunek godził w ich interesy polityczne i ekonomiczne. Rokosz ten wyrażał ostrą reakcję przeciw lustracji, dekomunizacji, a także prawnemu rozliczeniu wysokich funkcjonariuszy i polityków, którzy dopuścili się przestępstw politycznych i kryminalnych w czasach PRL, a szczególnie między 13 grudnia 1981 r. a końcem 1989 r.

Jarosław Kaczyński stwierdził, że działania opozycji mają charakter rebelii. Istnieje bowiem ciągłość postaw ludzi, między tymi, którzy obalali rząd Olszewskiego, a tymi którzy teraz w 2016 roku dążą do obalenie rządu Beaty Szydło, choć obecnie występują, posługując się innymi argumentami, nowymi hasłami. Chcą odebrać władzę Prawu i Sprawiedliwości w imieniu europejskiej demokracji.

Niczym w krzywym zwierciadle

Dlatego jeśli idzie o sobotnią demonstrację w Warszawie, aby nikogo nie urazić, wolę mówić jedynie o zawłaszczaniu tej daty. Choć drugiej strony, żeby wykorzystać trafne spostrzeżenie prof. Zdzisława Krasnodębskiego, opozycja w swoim przekonaniu, nieco ironiczne mówiąc, świętuje 4 czerwca swoje najlepsze tradycje.

W nich mieści się obalenie rządu Jana Olszewskiego. Ale też programowe ignorowanie modlących się i przeżywających jako narodową żałobę dramat smoleński. A nawet ich prześladowanie, czego wyrazem był marsz przeciwników krzyża pod Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu.

Klamrą początkową, spinającą ciąg postaw tej tradycji, dziś kulminującej się w wysiłkach obalenia rządu PiS, jest 4 czerwca 1989 roku. Tradycji, w której jest poczesne miejsce na prezydenturę Wojciecha Jaruzelskiego, Lecha Wałęsy i Aleksandra Kwaśniewskiego. Premierów Józefa Oleksego, Włodzimierza Cimoszewicza, Leszka Millera i Marka Belki.

To potwierdza tylko drobiazg , którym przez kilka lat żyła cała Polska. Ten drobiazg to formułka, którą wypowiedziała Joanna Szczepkowska: „Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”. W tym nieco pompatycznym stwierdzeniu, w które podobnie jak jego autorka, bez mała wszyscy Polacy święcie wierzyli, niczym w krzywym zwierciadle przeglądała się polska rzeczywistość.

Osobiste interesy

Jestem ponadto pewien, nie posługując się manipulacją, ani szczególnie ostrymi kryteriami, że w sobotnim antyrządowym marszu 4 czerwca 2016 bez trudu dałoby się znaleźć osoby, które ze względu na swoją przeszłość (dającą się poznać drogą „białego wywiadu”, a czasami w trakcie przeglądania archiwów tajnych służb) kalają tę datę swoją obecnością. W tym miejscu i pod tymi sztandarami.

Przy czym, żeby było jasne, moja łagodność w ocenie działań KOD i opozycji idzie tak daleko, że nie biorę w ogóle pod uwagę prawdziwych motywów ogromnej większości uczestników marszu. Nie tylko tych najbardziej aktywnych i widocznych w mediach. Choć wiadomo, że prawdziwymi motywami, jak w czerwcu 1992 roku, są osobiste interesy. Lub nieco ładniej i łagodniej – partyjne interesy. Które jednakże w przypadku sukcesów politycznych partii, gwarantują osobiste korzyści. Przekładane na wszelakie dobra. Te motywy są skrywane pod hasłami dobra państwa, praworządności, wolności obywateli, swobody mediów.

Wybranie tej właśnie daty na dzień manifestacji kryje jeszcze jedną intencję. Na resentymencie do pamiętnego dnia czerwcowych wyborów sprzed 27 laty rozbudzi w naszym społeczeństwie autentyczną niechęć do władzy. Uczucie odrzucenia rządzących będzie tak intensywne i tak silne, że PiS zostanie pozbawiony władzy. W dzisiejszych warunkach nie ożliwa jest powtórka z 4 czerwca 1992 roku. Przewaga PiS w Sejmie wyklucza obalenie rządu drogą parlamentarną. Siły i środowiska przeciwne PiS najpierw utworzyły nową partię – Nowoczesna. Miała ona wzmocnić Platformę, aby uniemożliwić PiS samodzielne rządzenie. Bo wtedy skrócenie kadencji parlamentu byłoby stosunkowo proste, a na pewno mocno ułatwione. Ten wariant się nie powiódł, więc kolejnym krokiem było powołanie do życia KOD. Z zamiarem wyprowadzenia ludzi na ulicę.

Wreszcie stanie się to, o czym marzy Grzegorz Schetyna. Właśnie za sprawą ulicy. To Polacy porwani do czynu hasłami opozycji, można powiedzieć pod jej auspicjami, wylegną tłumnie na ulice i w drodze quasi-rewolucji dokonają zmiany władzy. Swoją determinacją, a gdy zajdzie potrzeba, zorganizowaniem polskiego „majdanu” zmuszą PiS do kapitulacji.

Dziś już widać, że powierzenie przywództwa Mateuszowi Kijowskiemu nie wróży powodzenia tego planu.

Wobec tego sięgnięto po nowe narzędzie. Nacisk opinii międzynarodowej z głównym wojownikiem na czele. Agendami Unii Europejskiej. Ale to już wykracza poza daty rocznicowe. Mieści się za to w najsmutniejszej polskiej tradycji. 

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ