Patryk Łomża- Zakrzewski: Innowacyjność na dużą skalę

Do tego czasu polska gospodarka musi uzyskać maksymalnie dużo podmiotowości. W tym celu trzeba, co zresztą postuluje Pan Premier Mateusz Morawiecki, wygenerować polski kapitał w dużej mierze poprzez wspieranie innowacyjności (dzięki innowacjom można operować na wysokich marżach; tradycyjne sektory gospodarki są zajęte przez firmy zachodnie i w większości przypadków przy obecnych warunkach prawno-ekonomicznych polskie firmy nie są w stanie podjąć z nimi skutecznej rywalizacji). Nawet jeśli gdzieś nasze firmy odnoszą sukcesy, to są one często blokowane, jak to ma ostatnio miejsce w branży transportowej.

Poszerzanie wiedzy

Innowacyjna, ale przede wszystkim efektywna gospodarka powinna dawać obywatelom możliwość łatwego uzupełniania kompetencji. Obecny zmienny świat sprawia, że ludzie w ciągu życia muszą wielokrotnie zmieniać zawód. Możliwość poszerzania wiedzy jest szczególnie istotna. Do tej pory szkolenia w Polsce były realizowane poprzez program operacyjny Kapitał Ludzki, który był całkowicie nieefektywny. Nie dość, że dofinansowanie szkoleń nie było powiązane z ich jakością (co w efekcie czyniło je miernymi), to jeszcze tworzono biurokratyczne, absurdalne przeszkody, np. że dane szkolenie jest wyłącznie dla ludzi powyżej 50 roku życia, albo poniżej 30 roku życia, albo że trzeba być przedsiębiorcą, albo że nie wolno być przedsiębiorcą, albo że trzeba być mieszkańcem danego województwa etc. Krótko mówiąc, 35 latek potrzebujący poszerzyć swoją wiedzę na temat administrowania bazami danych nie mógł tego zrobić, nawet jeśli szkolenie było obok jego miejsca zamieszkania, bo jego wiek nie mieścił się w limicie 30 lat.

Dlatego powinien powstać centralny portal internetowy z kursami, do których każdy obywatel miałby dostęp. Wystarczyłoby, żeby taka osoba zarejestrowała się, wpłacając symboliczną kwotę ze swojego konta bankowego (zanim się założy konto w banku, jest się legitymowanym), co ujawniałoby jej dane personalne.
Twórcy kursów byliby wynagradzani z publicznych środków w oparciu o liczbę osób, które skorzystały z danego kursu oraz opinii tych osób o ukończonym kursie. Poza tym byłoby zasadne stworzenie wojewódzkich ośrodków (albo jednego centralnego ośrodka), w których można by szkolić ludzi w aktywnościach wymagających fizycznego kontaktu. Oczywiście te szkolenia powinny być częściowo odpłatne, żeby ludzie podchodzili do nich poważnie.
Wiele najlepszych szkół na świecie (np. MIT, Harvard, Princeton) udostępnia przez internet własne kursy nawet, jeśli one dotyczą bardzo specjalistycznych dziedzin. Zaproponowany przeze mnie model szkoleń jest też lekarstwem na bezrobocie i nisko płatne stanowiska pracy. Nowa wiedza pozwoli ludziom zmienić pracę na lepszą, podwyższyć standard życia, a całą gospodarkę uczyni bardziej efektywną.
Wszyscy są dla wszystkich

Skuteczność komercjalizacji innowacji jest zależna od… wiedzy jak je komercjalizować. Tej wiedzy z pewnością nie posiada żaden urząd. Dlaczego Dolina Krzemowa w USA jest tak skuteczna w generowaniu innowacyjnych przedsięwzięć? Bo zdołano tam stworzyć unikalny ekosystem wymiany wiedzy. Ja tworzę innowacyjny produkt i potrzebuję wsparcia finansowo-menadżerskiego, sąsiad mieszkający obok pracuje w funduszu Venture Capital, który takie wsparcie zapewnia i już po kilku tygodniach je otrzymuję, ale do dalszego rozwoju potrzebuję osoby biegłej w bazach danych, co nie jest żadnym problemem, bo ulicę dalej mieszka człowiek zajmujący się bazami danych, co więcej fundusz Venture Capital wskazuje mi firmę prowadzoną kilka domów dalej przez Azjatę, który po krótkiej rozmowie stwierdza, że mój produkt może wzbogacić jego produkt, więc chętnie pomoże mi wejść na rynki Azji, gdzie już funkcjonuje. Wszyscy znają wszystkich, ludzie są otwarci na kooperację, pochodzą z całego świata (w efekcie łatwo rozwijać biznes w dowolnej części świata) i wystarczy kilka telefonów, by zacząć działać.

Fundusze Venture Capital

A w jaki sposób Izrael stał się wylęgarnią innowacyjnych firm? Po pierwsze ściągnął wielu doskonałych inżynierów z byłego ZSRR (ale nie tylko stamtąd) w ramach działań repatriacyjnych, po drugie zachęcił do współpracy (mniej lub bardziej oficjalnymi kanałami; kluczową rolę odgrywał tu program wsparcia Yozma) fundusze Venture Capitals.
My też musimy zrobić podobnie. Inżynierów możemy łatwo pozyskać zza wschodniej granicy, a po zbudowaniu odpowiedniej masy krytycznej także z całej Europy. Ale inżynierowie ze wschodu, a już tym bardziej z zachodu, nie przyjadą, jeśli nie będziemy dla nich atrakcyjni. Dlatego należy stworzyć efektywny ekosystem do komercjalizacji innowacji poprzez wejście w głębokie relacje z najlepszymi i najdynamiczniejszymi funduszami Venture Capitals. Na jakich warunkach? To jest oczywiście kwestia do dyskusji, ale w moim przekonaniu kwestie finansowe są tutaj do pewnego stopnia drugorzędne (oczywiście w granicach rozsądku). Strategicznie istotne jest to, by fundusze Venture Capitals zaczęły u nas działać na większą skalę i żeby pracowali w nich Polacy. Ci zdobędą tam kontakty, najlepsze dostępne know-how, a na koniec założą (przy odpowiednim wsparciu) własne fundusze Venture Capitals.
Potrzebujemy wiedzy i kontaktów funduszy Venture Capitals, żeby włączyć się w główny nurt światowej komercjalizacji innowacji. Proszę pamiętać, że Chińczycy, Hindusi, Żydzi wykorzystali podobny mechanizm. Ludzie tych narodowości powracali z zagranicy do macierzystych krajów z cenną wiedzą, wznosząc miejscowe gospodarki na zupełnie nowy poziom rozwoju. Jeśli uda nam się stworzyć polską Dolinę Krzemową, to różni inwestorzy sami będą chcieli u nas inwestować i to bez żadnych zachęt. Zasobów finansowych jest na świecie aż nadto dużo, wystarczy stworzyć odpowiednie warunki, by po nie sięgnąć i wykorzystać do rozwoju Polski oraz budowy naszego rodzimego kapitału. Przy okazji pojawią się bodźce do rozwoju polskiej giełdy.

Powszechność innowacji

Innowacje mogą zachodzić dosłownie w każdej branży. Przykładowo wytworzenie zwykłych frytek może być przedsięwzięciem wysoko technologicznym, sterowanym specjalistycznym oprogramowaniem, gdzie produkcję wykonują skomplikowane kombajny, a o jakość dbają całe baterie czujników. Dlatego w żadnym wypadku nie wolno utożsamiać innowacyjności wyłącznie z nowymi firmami czy dopiero co tworzącymi się branżami. Proszę zwrócić uwagę, że w latach 60. samochody produkowane przez Japończyków były uważane za tandetę, ale z czasem dzięki ciągłym usprawnieniom i innowacjom stały się synonimem jakości. Ich firmy były jednak chronione, miały dostęp do zagranicznych rynków zbytu oraz miały czas i warunki, żeby nabrać siły do rywalizacji z zagraniczną konkurencją. Należy zauważyć, że przemysł motoryzacyjny jest niezwykle innowacyjną branżą, mimo że jego historia ma już ponad 100 lat! Wyjście poza regulacyjne ograniczenia Do komercjalizacji innowacji prowadzonej na optymalnych warunkach potrzeba własnych globalnie działających firm. Rozwój Polski jest obecnie skrępowany przez międzynarodowy porządek prawny i są tu pewne analogie do przypadku Republiki Weimarskiej. Niemców blokował traktat wersalski, nas blokują kwestie patentowe i rozmaite narzucone odgórnie standardy (np. ekologiczne).

Jest to gigantyczne obciążenie dla gospodarki, co widać najlepiej w Chinach, które dzięki temu, że nie przejmowały się prawami patentowymi, przez dekady rozwijały swój PKB w tempie oscylującym wokół 10 proc rocznie.
Polska jest oczywiście zbyt małym krajem, żeby pójść ścieżką Chin, jednak możemy zaadaptować strategię naszych zachodnich sąsiadów. Niemcy przed II wojną światową unikały ograniczeń traktatowych, budując swój przemysł zbrojeniowy poza granicami własnego kraju, tj. na terenie Związku Radzieckiego. My powinniśmy postąpić podobnie, tyle że za dźwignię rozwoju należałoby wykorzystać wszystkie te kraje, w których regulacje są luźniejsze niż w UE czy USA. Powinniśmy porozumieć się z niektórymi krajami Afryki, Ameryki Południowej, Azji (Indiami i Chinami w szczególności!), żeby w specjalnych strefach zwolnionych od podatków polskie firmy mogły otwierać produkcję samochodów, leków etc. niepodlegającą drakońskim regulacjom. Najbardziej wymagające czynności realizowaliby nasi rodacy, pozostawiając najmniej wdzięczne i najsłabiej opłacane zadania miejscowym robotnikom. Z czasem wyroby tych przedsiębiorstw stawałyby się coraz bardziej wyrafinowane i ich wejście na rynki rozwinięte byłoby kwestią czasu. Podjęto już w tym kierunku pewne działania jak w przypadku traktorów Ursus dla Etiopii, ale są to procesy na zbyt małą skalę – celem powinno być zbudowanie całych gałęzi przemysłu w krajach rozwijających się, a później podbicie rynków dojrzałych. Polska zajmuje bardzo ważne miejsce w planach Chin i powinniśmy to wykorzystać. Należałoby się z tym państwem porozumieć, żeby udzieliło nam wsparcia w działaniach industrializacyjnych. Chiny mają w tym zakresie najlepszą wiedzę na świecie.

Opisana przeze mnie koncepcja przygniata skalą i budzi obiektywne obawy przed trudnościami, które pojawią się podczas jej ewentualnej realizacji. Jednak jest ona jak najbardziej realna, a jej urzeczywistnienie daje szansę na błyskawiczne nadrobienie zaległości, a potem prześcignięcie państw rozwiniętych.

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ