„Jedna myśl – wiele wibracji”

baron1.jpg

Jazz a Duch Święty, sacrum i profanum. Rzemiosło czy kunszt. Rozmowa z Piotrem Baronem

MP Jazz i świętość? Czy to jest możliwe?             

PB Świętość jest na ogół utożsamiana z sacrum rozumianym jako przeciwieństwo profanum, czyli świata powszedniego, zwyczajnego. Jazz to muzyka styku dwóch tradycji: afrykańskiej i europejskiej, która mogła zaistnieć tylko w sytuacji nadzwyczajnej, jaką było nadzwyczajne zło uczynione Afrykańczykom przez Europejczyków podczas konstytuowania obu Ameryk. Ponieważ przeniesione do Nowej Ziemi wierzenia rdzenne nie zawierają w sobie aspektu sacrum, można śmiało stwierdzić, że inspiracja świętością w jazzie dotyczy głównie chrześcijaństwa.

MP  Skoro chrześcijaństwo wpłynęło na jazz, a jazz kojarzy się z improwizacją to gdzie szukać doskonałości? Których muzyków i utworów? Jak rozróżnić bogactwo i swobodę dźwięków interpretowanych przecież, a więc laik nie rozpozna ani funkcji ekstatycznej ani indywidualnego kodu…

PB Niezupełnie. Aby słuchać jazzu, nie trzeba znać żadnego kodu, żadnych nut. Wystarczy średnie uwrażliwienie, resztę zrobią nasze zmysły, o ile słuchamy dobrego jazzu, dobrze zagranego. Według mnie wzorem jest Louis Armstrong. Nie słyszałem jeszcze nikogo, kto z taką naturalnością i prostotą wzruszał rzesze i przyznawał się przy okazji do wiary. W utworze „Nobody Knows The Trouble I’ve Seen” Louis Armstrong parlandując opowiada, że każdy ma swojego bluesa[1] i on też go ma, ale wtedy wie gdzie się zwrócić, bo tam w górze jest Wielki Szef (Big Boss above us), który rozwiąże wszystkie nasze problemy. To doskonała okazja na zastanowienie się nad boskim porządkiem świata podczas słuchania muzyki. Jest Bóg, jest praca a reszta to jazz. Proste, prawda? Natomiast wzajemne przenikanie tych sfer, jest widoczne zwłaszcza w jazzie, o ile jesteśmy w ogóle wierzący. Muzyka może nas uświęcać – jeśli chcemy. Wiele utworów wielkich artystów jazzu inspirowanych jest Pismem Świętym, uwielbieniem, medytacją, liturgią. Do takich inspiracji przyznawali się Duke Elington, Mary Lou Williams, John Coltrane, Billy Harper, Sonny Rollins, Dave Brubeck, James Newton, Jan Garbarek czy nawet Quincy Jones ze swoją soulową interpretacją „Mesjasza” G. F. Haendla.

MP Czyli źródłem inspiracji w muzyce czarnych – gospel, soul, jazz – zawsze będzie świętość? Wersety biblijne stają się muzycznym mottem?

PB Nie tylko czarnych, bowiem do bezpośredniej inspiracji świętością Boga przyznają się również muzycy biali, w tym także polscy. Dariusz Oleszkiewicz, Leszek Możdżer, Włodzimierz Pawlik, Michał Kulenty, Joachim Mencel, Piotr Wojtasik i Maciej Sikała. Ja również nie ukrywam, że źródłem moich inspiracji jest Pismo Święte, Mszał Rzymski, modlitwa. Zatem wierzący jazzmani dowolnego koloru wznoszą się ponad różnice etniczne, polityczne i kulturowe. Wielu z nas tworzy z inspiracji Boga, stąd w tytułach naszych utworów odniesienia biblijne i liturgiczne. Mówimy o inspiracji świętością, która stanowi w naszym przypadku nieodłączny aspekt powstawania naszego, w jakimś sensie natchnionego jazzu.

MP Muzykowi jazzowemu wystarczy natchnienie czy jest to wypadkowa kilku czynników? Bywa, że język muzyczny wyraża więcej niż werbalne komunikaty. Wszak dźwięki oddają to czego słowami nie sposób wyrazić.

PB Istotnie wśród muzyków zainspirowanych sacrum i przyznających się do tego, działa Duch Święty. Nie ulega wątpliwości, że dobremu muzykowi potrzebny jest świetny warsztat. Natchnienie oczywiście też, ale bez Ducha Świętego nikt nie jest w stanie stworzyć czy zagrać rzeczy natchnionej. Dotyczy to również odbiorcy. Może słuchać ale nie słyszeć. Wchodzimy w przestrzeń transcendencji, to tajemnica, której odkrywanie w trakcie wspólnej improwizacji wznosi muzyka i muzykę na pułap nieopisywalny, trudno się o tym mówi.

MP Zanim powstał jazz, poprzedzały go pieśni pracy (work songs), które pomagały znieść niewyobrażalny mozół i znój niewolnictwa, potem negro spirituals, z których wywodzi się gospel music (od staroangielskiego Godspell – Ewangelia), a to nic innego tylko uwielbienie Jezusa Chrystusa w oparciu o przekaz głównie starotestamentowy (Księga Wyjścia, Psalmy). Nie można tu zapomnieć o bluesie, świeckiej formie słowno-muzycznej (profanum), bez której nie byłoby dzisiejszego jazzu.

PB Work songs… Oni wtedy czuli się wolni. Muzyka, wspólny śpiew, niesamowita jedność wspólnego rytmu w połączeniu z wiarą, pomagały im znieść podłe warunki życia. Gdy grali, gdy śpiewali byli prawdziwie wolni. Wewnętrznie i zewnętrznie. Ja doskonale to rozumiem. Sam, często odczuwam specyficznie pojętą wolność podczas koncertów. To trwa tyle ile trwa muzyka, ale zostaje w sercu i w pamięci. Nie umawiamy się z innymi współgrającymi muzykami na uczucia, jest taki moment gdy ktoś pierwszy wyraźnie wkracza w inny wymiar, reszta muzyków odbiera te subtelności i zostaje wciągnięta w sferę bliską transcendencji, wówczas często widać jak publiczność „idzie za nami”, daje się porwać. Razem zgodnie wypełniamy tę przestrzeń. To jakaś tajemnica, moc, której doświadczamy, i która jest świętością. Zatem śmiało można powiedzieć o dotknięciu transcendencji, o działaniu Ducha Świętego.

Jazzu nie można jednoznacznie sklasyfikować, ująć w ramy, bowiem wolność w jazzie jest wpisana w jego genezę. Jazz nieustannie ewoluuje. Warunkiem powodzenia jest wzajemne zaufanie muzyków do siebie. Ja mam to szczęście, mam bezgraniczne zaufanie do Pana Boga i muzyków z którymi mam zaszczyt przebywać w muzyce i Bożej łasce. Amen

Małgorzata Paw

foto: Małgorzata Dyrda w Dominikanie.Rzeszow.com

 


[1] Blues w rozumieniu zmartwienie, kłopot, trudność.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ