Raporty z ostatnich lat dostarczają nam drastycznych danych. Badania pokazują, że polskie społeczeństwo przejawia coraz mniejsze zainteresowanie kulturą pisma. W ubiegłym roku ponad 60 proc. naszych rodaków nie przeczytało ani jednej książki (…). Dlaczego?
Najpewniej na to pytanie odpowiadają zmiany w postrzeganiu wartości, jakich ma nam dostarczać literatura. Otóż film kojarzony jest zazwyczaj z rozrywką, muzyka z przyjemnością, a książka… Właśnie, książka najczęściej kojarzy się z nauką, i to nie byle jaką. Jest to bowiem nauka płynąca z doświadczeń życiowych, co gorsza – wytykająca bezwstydnie nasze wady i błędnie podjęte decyzje. Współcześni indywidualiści, zwłaszcza ci nad wyraz wykształceni, nie przepadają za krytyką, dlatego po książki nie sięgają. W takiej sytuacji możemy bezsprzecznie wysunąć stwierdzenie, iż obecne twory literackie są lustrzanym odbiciem postaw ludzkich osadzonych w specyfice prawdziwie smutnej rzeczywistości.
Mimo tego niestrudzeni szermierze słowa dalej dzielnie walczą piórem, tworząc tym samym coraz to nowe fabuły. Choć piszą pięknie, to ich dzieła przyjmowane są dość obojętnie i bez większego poklasku. Przyczyna tego leży zapewne bezpośrednio w kreacji utworów. Ich inspiracją nie są bowiem jak dawniej ckliwe romanse, dostarczające gosposiom domowym wzruszeń i zapadające w pamięć miotełek do kurzu. Teraz muzami są intensywniejsze doświadczenia życia codziennego – wojny, ataki terrorystyczne, zbrodnie, zakłamana rzeczywistość i losy osadzonych w niej jednostek lub zbiorowości. Jednocześnie granice pomiędzy poruszanymi tematami są tak rozmyte, że niełatwo zrozumieć myśl autora. Nie wskazuje on jednoznacznie, co jest dobre, a co złe, czyli nie podaje na tacy gotowego rozwiązania. Zmusza tym samym do porzucenia cenionej dziś wygody i ogranicza łatwość zdobycia wiedzy o otaczającym nas świecie, co bardzo zniechęca.
Już samo to pokazuje upadek moralny człowieka. Zamiast skupiać się na wartościach duchowych, wzbogacających wnętrze i osobowość, woli on przyjąć bierną postawę i przeżyć życie nie żyjąc. Być może jest to kwestia gustu, o którym podobno nie należy dyskutować, lecz nie można pozostać niewzruszonym na tak haniebną postawę. Znikoma wartość współczesnej książki uzmysławia w końcu, jak konsumpcjonizm zmienił oblicze szeroko pojętej sfery uczuciowej. Zasadniczo spowodował wręcz znieczulicę, objawiającą się właśnie w lekceważeniu potencjału lektur.
W czasach anemii charakterów również dzieła literackie nie obfitują w barwne postacie. Wszyscy są schematycznie skonstruowani i podobni do siebie niczym klony. Historie bohaterów się powtarzają, nierzadko kończąc się klęską lub przynajmniej porażką. Wymusza to zastanowienie się nad sobą i reprezentowanymi przez siebie wartościami. Świat nie jest czarno-biały – najwyższy czas dostrzec tę różnicę.
Co jeszcze świadczy o odbiciu rzeczywistości na kartach powieści oraz opowiastek? Chociażby to, na jakich zasadach powstały. Pisarze w desperacji chwytają się wszystkiego, by ich książki stały się bestsellerami. Zatem obdarzeni niezwykłą wyobraźnią i skłonni do nieustannych poszukiwań twórczych mistrzowie słowa pisanego, dla uzyskania silniejszej ekspresji dzieła nawet literaturę faktu potrafią przyodziać w styl pełen patosu i przesady. Także w życiu codziennym każdy stara się usilnie, lecz w gruncie rzeczy zupełnie bezcelowo, ubarwić rzeczywistość. Niestety zazwyczaj kończy się to przejaskrawionym, wynaturzonym obrazem powodującym lawinę skutków.
Tak oto walory poznawcze, mające w pierwotnym zamyśle piętnować istniejące przywary ludzkie, tylko potęgują mnogość ich występowania.
Najdoskonalszy chyba dowód na to, jak bliska jest literatura dziejom naszej globalnej wioski, stanowią jednak monologi pojawiające się w tekstach. Nieistotne, czy to liryka bezpośrednia, inwokacyjna czy też banalna historyjka lub fragment wielostronicowej powieści. Każda wypowiedź głównego bohatera jest potencjalnym momentem, w którym czytelnik identyfikuje się z nim. Utożsamianie pozwala tym samym na autokrytyczne spojrzenie zarówno w przeszłość, jak i teraźniejszość oraz przyszłość. Monologi duszy, zwane też przekornie dialogiem człowieka z jego sumieniem, które przedstawione zostały w książkach są tak naprawdę przykładem synekdochy, zrównania głosu całego społeczeństwa z głosem jednej fikcyjnej postaci. Taki zabieg uwydatnia tylko tragizm całej sytuacji.
Gwoli podsumowania wolumin to nieoczywiste, ale za to jakże niezwykłe lustro, które pozwala nam dostrzec siebie z innej, polemicznej perspektywy. Książka oddziałuje na człowieka, który sięga po nią niechętnie, gdyż obawia się poczucia winy. Ten zupełnie nieuzasadniony lęk powinien jak najszybciej opuścić nasze przekonania. W końcu czasem nawet najlepszy przyjaciel, jakim to według znanej od wieków maksymy jest bohaterka owego artykułu – książka, musi nas zganić, abyśmy mogli zacząć postrzegać świat w jego pełnym wymiarze.
źródło: gazeta Obywatelska
















