Przed liderem PO pojawiła się szansa na wyraźne odróżnienie od pozostałych podmiotów opozycyjnych. Pojawiła się niespodziewana możliwość przelicytowania w radykalizmie wobec rządzących
— mówi politolog z Uniwersytetu Warszawskiego dr hab. Rafał Chwedoruk w rozmowie z portalem wPolityce.pl.
wPolityce.pl: Panie profesorze, co było najbardziej istotne na spotkaniu opozycji z marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim? Czy najważniejsza była nieobecność szefa PO, Grzegorza Schetyny?
Dr hab. Rafał Chwedoruk: Myślę, że to wszystko polegało na tym, który z liderów partii opozycyjnych pokaże swoje strategiczne znaczenie. Ryszard Petru znalazł się w największym wizerunkowym kryzysie w swojej karierze politycznej, który może skutkować spadkiem notowań Nowoczesnej i za wszelką cenę chciał przyjąć nowy kontekst dyskursu politycznego. W jego interesie było natychmiastowe zamknięcie sporu dotyczącego okupacji sali sejmowej. Z oczywistych powodów mogło to wywoływać skojarzenia, że jego postawa jest mało pryncypialna. Grzegorz Schetyna również znalazł się w specyficznej sytuacji. Platforma Obywatelska nie była beneficjentem całego protestu, chcąc być postrzegana jako stronnictwo stabilizacji i rozsądku nagle uwikłała się w sytuację, w której jej posłowie nie zawsze zachowywali powagę w miejscu, w którym należy zachowywać się godnie. Specyfika sytuacji, w której znalazł się Grzegorz Schetyna wyraziła się w tym, że nagle problem dla PO, przerodził się w olbrzymią szansę, z powodu katastrof wizerunkowych Ryszard Petru i Mateusza Kijowskiego.
Grzegorz Schetyna mógł wykorzystać te kompromitacje do wzmocnienia swojej pozycji w partii i w opozycji.
Grzegorz Schetyna nic nie robiąc i tak wyglądał poważnie. Nie śpiewał, nie przeglądał notatek Jarosława Kaczyńskiego. Przed liderem PO pojawiła się szansa na wyraźne odróżnienie od pozostałych podmiotów opozycyjnych. Pojawiła się niespodziewana możliwość przelicytowania w radykalizmie wobec rządzących.
Przeciwnicy lidera PO w obozie opozycyjnym często insynuowali mu tendencje do porozumienia się z PiSem.
Postawa Ryszard Petru spowodowała, że Grzegorz Schetyna niespodziewanie mógł pokazać, że jest najbardziej bezkompromisowym i konsekwentnym liderem partii opozycyjnej. Być może punktem zwrotnym, był wczorajszy dzień i akcja części liberalnych elit opiniotwórczych, które do tej pory raczej sprzyjały KODowi i Ryszardowi Petru i dość sceptycznie patrzyły na przywództwo Grzegorz Schetyna. Nagle okazało się, że to właśnie on chce trwać do końca w wymiarze symbolicznym lider Platformy.
Podkreśla pan, że jest to idealna powtórka sytuacji z wiosny 2016 roku…
Ze sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Po spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim, Ryszard Petru powiedział, że dostrzegł światełko w tunelu, wtedy został natychmiast skontrowany przez Grzegorz Schetynę, że to nie światełko, ale nadjeżdżający pociąg. Teraz nastąpiło dokładnie to samo. Ryszard Petru chcąc zamknąć ten spór sejmowy i próbując ratować swoją pozycję, chciał być może zostać patronem, a w każdym razie jednym z głównych reżyserów ewentualnego porozumienia. Jednak wolta Grzegorza Schetyny, który nie był szczęśliwy z powodu zachowań swoich podopiecznych w sali sejmowej, ponownie spowodowała, że lider Nowoczesnej kompletnie nie wyczuł emocji części obozu liberalnego, a w każdym razie jej najbardziej radykalnych nurtów. Schetyna pokazał, że nie jest możliwe zawarcie jakiegokolwiek kompromisu bez zgody jego i jego partii.
Dla PiS jego sprzeciw i tak nie ma większego znaczenia.
Z punktu widzenia PiS to obojętne, partia Jarosława Kaczyńskiego, co miała zyskać i stracić w tym konflikcie, to już osiągnęła albo straciła. Partie opozycyjne pogrążyły się same bez ingerencji PiSu. Generalnie spór sejmowy nie służy partii rządzącej, zraża ludzi do polityki.
źródło: wpolityce.pl
fot: youtube
















