Mariola Jarocka. Dolnośląskie skarby – przewodnik subiektywny

Odc. 1: Szermierz z Placu Uniwersyteckiego

26 listopada 1904 roku, w centralnym miejscu placu Uniwersyteckiego stanęła fontanna, wykonana według pomysłu Hugona Lederera, ufundowana przez władze miasta. Z jej powstaniem wiąże się niezwykła opowieść, wedle której posąg młodzieńca powstał na podstawie osobistych doświadczeń swego twórcy, gdy ten przyjechał do Wrocławia pobierać naukę u znakomitego rzeźbiarza, Chrystiana Bahrensa. Młody adept rzeźbiarskich sztuk zwiedzanie miasta rozpoczął od dzieł mistrza, znajdujących się na południowej pierzei wrocławskiego ratusza. Gdy podziwiał te, które ozdabiały wejście Piwnicy Świdnickiej został zaczepiony przez swych rówieśników i wciągnięty w głąb sławnego szynku. Bawił się tam przednio, podobnie jak towarzyszący mu kompani, którym – jako zamożny szlachcic – hojną ręką fundował kolejne kufle piwa. Gdy zabawa przeniosła się do kwatery jednego z nowych „przyjaciół”, a jej główną atrakcją stała się gra w karty, Hugo przegrał nie tylko zawartość swej sakiewki, ale także ubranie! Zgranemu do przysłowiowej nitki, koledzy zostawili jedynie szpadę – symbol szlacheckiego pochodzenia.

Dziś trudno ustalić jak to było naprawdę i czy postać nagiego chłopca, postawiona przed Uniwersytetem miała być ukłonem w stronę młodzieńczych lat artysty, czy przestrogą przed naiwnością, lekkomyślnością, a szczególnie przed – tak zgubnym w skutkach – niebezpieczeństwem hazardu? Możliwe, że jednym i drugim.

Fontanna, licząca nieco ponad 110 lat, jest do dnia dzisiejszego ważnym symbolem miasta oraz uczelni, przed którą stoi. Wrocławski Szermierz od kilku lat stanowi także stały punkt wycieczek po mieście, a legenda z nim związana ma być przestrogą przez zgubnym w skutkach nałogiem hazardu. Miejmy nadzieje, że obecność pomnika pozytywnie wpisze się w dalszą historię miasta, a sam Szermierz nie będzie już więcej obiektem niewybrednych żartów, których smutną konsekwencją jest uszkodzenie czy wręcz jego dewastacja.

A to ciekawe! Na wykonanie fontanny ówczesne władze miasta ogłosiły konkurs. Mimo tego, że nie wygrał go Hugo Lederer – zdobył „tylko” drugą nagrodę – to on został poproszony o jej wykonanie. Rzeźba szermierza nie jest jedynym egzemplarzem znajdującym się na terenie Polski. Jej bliźniaczy odlew stoi przed zamkiem Czocha w okolicach Leśnej, zaś miniatura w Muzeum Narodowym we Wrocławiu.  Także na terenie Niemiec znajduje się kilka, naturalnej wielkości, odlewów rzeźby – między innymi w Znaim, miejscu urodzenia artysty.

Tekst legendy: Lekkomyślny młodzian

Na obszernym placu, przed budynkiem uniwersytetu, stoi rzeźba nagiego młodzieńca, trzymającego skierowaną w dół szpadę. Rzeźba jest dziełem Hugona Lederera, dawnego profesora berlińskiej Akademii Sztuk Pięknych, i ponoć przedstawia jego samego! A postawiono ją tu ku przestrodze. Dlaczego? Otóż, nie tak dawno temu, bo z końcem XIX wieku, do Wrocławia, miasta znanego nie tylko z pięknych kościołów, ale także z działającego tu uniwersytetu, przybył pewien młodzieniec. Pod okiem sławnego Christiana Behrensa miał poznawać tajniki rzeźbiarskiego kunsztu. Chłopak, ogromnie ciekaw miasta, ruszył na spacer by dokładnie mu się przyjrzeć. Podczas samotnej wędrówki, niedaleko Piwnicy Świdnickiej, został zaczepiony przez grupę roześmianych uczniaków.

– Witamy przyszłego medyka! – rzekł jeden z nich.

– Nie medyka, a rzeźbiarza – odparł młodzian.

– A u kogo będziesz studiować? – pytali dalej żacy, a Hugo, nieco już znużony samotnością, o wszystkim im opowiedział. Studenci, widząc zamożny strój przybysza i słysząc, że u samego Bahrensa naukę będzie pobierać, postanowili pobawić się na jego koszt i nim minęło kilka chwil zabrali go do piwnicy, na poczęstunek. Hugo, jak przystało na szlachcica, płacił za wszystko, a rozbawieni żacy zamawiali kolejkę piwa za kolejką. W końcu, gdy wypili już tyle, że więcej nie mogli pomieścić, widząc cięgle pełną sakiewkę nowego kolegi, wpadli na pomysł by wygrać od niego nieco grosza w karty.

– Jeszcze wcześnie – przekonywali, gdy zmęczony przedłużającym się spotkaniem Hugo chciał wrócić do swej kwatery. I tak słowo do słowa, namówiony przez nowych znajomych Hugo, zamiast do siebie, poszedł do domu jednego z nich na dalszą część zabawy. Z początku rozmawiali, potem zaczęła się gra. Każdy z nich kład na stół to co miał najcenniejszego: czapkę, torbę, księgę. Grali z różnym skutkiem – jedni wygrywali, inni przegrywali. Przegrywał też i Hugo. Przegrał sakiewkę, przegrał płaszcz, skórzaną torbę, aż w końcu… przegrał także i ubranie.

– Nie, nie! – wołali rozbawieni, widząc go gołego – Tu zostać nie możesz. Wracaj do siebie! – mówili, pękając ze śmiechu – Ale byś nie miał do nas pretensji – rzekł jeden z wesołków – Coś ci zostawimy.

– Oddajcie mi choć płaszcz! – prosił Hugo.

– O nie! Płaszcz jest mój! – odparł młodzian – Tobie zostawimy szpadę – dodał, nie kryjąc rozbawienia. I rzeczywiście, w samym środku nocy, porzucony przez niedawnych kompanów, znalazł się Hugo w centrum miasta. Nagi i bezbronny. Choć niezupełnie, bo wrocławscy żacy dotrzymali słowa i, przy wtórze pisków i śmiechu, pozostawili mu szpadę – oznakę szlacheckiego stanu. Pamiątką tamtego zdarzenia jest właśnie ów nagi szermierz, stojący do dziś przy Placu Uniwersyteckim, wsparty jedynie na swej szpadzie…

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ