Cezary Morawski o sporze w Teatrze Polskim: „Przypisywanie mi cenzorskich zapędów jest kłamstwem”

MP Cezary Morawski

Jest trochę sukcesów, od kiedy zostałem dyrektorem Teatru Polskiego, ale nie są one medialnie nagłaśniane. Sukcesem jest oddłużenie teatru. To efekt moich negocjacji, które doprowadziły do tego, że udało się spłacić ponad sto firm, którym teatr zalegał z płatnościami. Uzyskaliśmy płynność finansową i możemy spokojnie przejść do pracy

— powiedział na antenie Polskiego Radia Cezary Morawski, dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Pan Krzysztof Mieszkowski objął teatr w 2006 roku po dyrektorze Bogdanie Toszy, który zostawił placówkę z ponad milionową nadwyżką. Niedługo potem okazało się, że ta nadwyżka zniknęła, a teatr jest w długach. Z tego powodu różni marszałkowie województwa próbowali odwołać pana Mieszkowskiego, to się jednak nie udawało

— przypomniał Morawski.

Nie zgodził się ze stwierdzeniem, że konkurs był specjalnie ustawiony tak, żeby to właśnie on wygrał.

Uważam, że procedura była bardzo jasna, klarowna. Wiem, że grupa kontestująca zgłosiła procedurę konkursową do prokuratury. Wiem, że w tej chwili sprawa jest otwarta. Przesłuchiwany był pan Piotr Rudzki, który był kierownikiem literackim teatru, jak również zasiadał w komisji konkursowej. Nie widzę powodów, żeby sądzić, że konkurs był ustawiony, czy w jakikolwiek sposób były niedotrzymane prawne normy tego konkursu

— podkreślił.

Morawski zwrócił uwagę, że po ogłoszeniu konkursu Mieszkowskiemu kilkakrotnie udawało się namawiać władze, żeby odstępowały od jego odwołania. Jednak w końcu to się nie udało. Premiera spektaklu „Proces” Kafki w reżyserii Krystiana Lupy miała się odbyć w czerwcu – w sezonie, który kończył Mieszkowski. Okazał się, że została przesunięta. Ostatecznie do premiery nie doszło. Jak stwierdził Morawski, o powód trzeba zapytać Mieszkowskiego, albo Lupę, który był w komisji konkursowej.

Zapytany o to, czy to normalne, że osoba mająca interesy w teatrze zasiada w komisji konkursowej odpowiedział, że nie.

To ewidentny konflikt interesów. Pan Lupa był przedstawicielem Związku Artystów Scen Polskich w tym konkursie. Konflikt interesów był ewidentny i jasny. Pan Lupa był w trakcie reżyserii spektaklu i zależało mu na tym, żeby to było na takich zasadach, na jakie umawiał się z panem Mieszkowskim. Nie negowałem zasad konkursu, pomimo obecności pana Lupy, ponieważ teatr był w bardzo trudnej sytuacji. Jako człowiek teatru uważałem, że ten konkurs powinien odbyć się jak najszybciej, abym mógł zacząć pracę i prowadzić teatr, bo inaczej teatr by dryfował

— podkreślił Morawski.

Dodał, że spór od początku miał charakter polityczny, jednak dopiero teraz nabrał on odpowiedniego poziomu – przestano mówić, że dyrektor jest nieudolny, tylko skonstatowano, że spór jest polityczny. Odniósł się także do aktorów, którzy w ramach protestów wychodzą do ukłonów z zaklejonymi ustami.

Manifestują fakt, że nie dopuszczono ich do głosu, że nie mogli rozmawiać wcześniej, przed konkursem, z organizatorami konkursu. Taki był początek. Mam wrażenie, że ci protestujący, zaklejający sobie usta sami się pogubili, przeciwko czemu tym gestem protestują. Tak się dzieje coraz mniej, ale się dzieje. Najgorsze jest to, że zaklejanie ust opanowało inne sceny w  Polsce i przenosi się niepotrzebnie dalej. To boli i zastanawia

— podkreśla Morawski.

Mówił także o stawianych mu zarzutach likwidacji niektórych tytułów.

Te spektakle nie były grane od dwóch lat, od półtora roku. Cokolwiek zrobię, mówi się, że to cenzura, ta narracja się powtarza w mediach wrocławskich, że wszystko co robię jest przeciwne teatrowi. Nie zdejmowałem spektakli. 11 spektakli było przygotowanych do zdjęcia jeszcze przez Mieszkowskiego. Miały być zdjęte z repertuaru w czerwcu. Sądzę, że cała awantura wokół konkursu zahamowała ten proces. Zdecydowałem się na zdjęcie 7 spektakli, które od dawna nie były grane. Decyzję podjąłem po głębokiej analizie, przedyskutowaniu tego z zespołem, analizie kosztów, możliwości eksploatacyjnych, itd. To była przemyślana decyzja. Z 11 spektakli zdjęliśmy 7. rzypisywanie mi cenzorskich zapędów jest kłamstwem

— mówił Cezary Morawski.

Zapytany, czy ma siłę i wolę ratowania teatru i realizacji zapowiedzi podkreślił, że nie poddaje się dzięki wsparciu ludzi.

Mam siłę, mam wolę, ponieważ jest ogromna grupa ludzi, którzy mnie wspierają i nie mogę ich zawieść. To ludzie, którzy chcą pracować, są ludźmi teatru, więc również ogromna część widzów Dolnego Śląska i Wrocławia wspiera mnie i nasze działanie. To daje mi niebywałą silę i determinację do działania i pracy w tym zespole i z tym zespołem

— przyznał Cezary Morawski.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ