Nowe ustalenia w sprawie ambasadora Przyłębskiego: nie było żadnej współpracy z SB [ZOBACZ AKTA]

fot: youtube

Kiedy pojawiły się zarzuty dotyczące rzekomej współpracy ambasadora RP w Niemczech Andrzeja Przyłębskiego z SB to na naszych łamach wypowiedział się w tej sprawie dr Piotr Gontarczyk, całkowicie je odrzucając:

 

Według mojej wiedzy historycznej te dokumenty nie pozwalają na to, żeby kogokolwiek posądzać o współpracę agenturalną. (…) w żadnej mierze nie obciążają p. Przyłębskiego

— stwierdził historyk.

Dodał:

Sprawa jest prosta. Odbyło się jedno spotkanie funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa z Andrzejem Przyłębskim, który był bardzo zaskoczony zaistniałą sytuacją. Nie ma wątpliwości co do tego, że nie był szczery podczas rozmowy z przedstawicielem SB.

Jak podkreślił, wersja zgadza się to z wersją wydarzeń przedstawioną przez Przyłębskiego.

Dziś udało nam się dotrzeć do całości materiałów wytworzonych przez SB na temat Andrzeja Przyłębskiego. W pełni potwierdzają one tę wersję. Nie ma w nich niczego co dałoby się przedsatwić jako jakikolwiek dowód na współpracę z SB. Widać w nich tylko nieudaną próbę wciągnięcia młodego człowieka do esbeckiej sieci. Przyłębski pozoruje chęć współpracy a jego postawa szybko zniechęca SB do dalszych kontaktów. Okoliczności sprawy są następujące: Przyłębski razem ze swoją narzeczoną chcieli uciec na Zachód. On miał wyjechać do rodziny w Anglii, ona do Berlina Zachodniego. Cztery razy był wzywany do urzędu – trzy razy nie dostał paszportu. Za czwartym razem zaprosili go na rozmowę. Chcieli dać, ale za współpracę. W tej sytuacji podpisał.

Pułapkę założył jeden ze znajomych rodziców o którym nikt nie wiedział, że pracuje w SB. W dokumentacji czytamy, ze Przyłębski w ważnych sprawach osobistych chodzi się do niego radzić. Esbecy mieli go więc na widelcu i wiedzieli jak podejść.

Co ważne, wiele wskazuje, że część dokumentacji została sfałszowna. Oficer SB pisze że odbył spotkanie w hotelu Konin. Ale z notatki sbeka który kontrolował Przyłebskiego (był znajomym rodziców) wynika, ze spotkanie było w komendzie MO (pisze, ze Przyłebski przyszedł do niego i poinformował o spotkaniu oraz o tym że chce ostrzec kolegów).

Formuła zobowiązania do współpracy sprawia wrażenie dyktowanej.

W materiałach nie ma teczki pracy. Oznacza to że z perspektywy SB mimo formalnego podpisu o zgodzie, nie traktowano go jako źródła, a także, że nie było żadnego urobku operacyjnego. Prawdopodobnie nie było też żadnych spotkań.

Istnieje wprawdzie plan szkolenia, ale nie ma raportów z przeprowadzonych szkoleń. Najprawdopodobniej ich nie było. Są same raporty pisane ręką oficera SB. Dotyczą jego zamiarów i planów wobec potencjalnego źródła, a nie widać w nich żadnych efektów. Są też wypełnione formularze, które zawierają wiedzę uzyskana od innych osób lub z dokumentów zewnętrznych (info oficjalne).

Istnieje jedyna rzekoma „notatka operacyjna” zawiera charakterystykę kuzyna. Z notatki widać, ze była ona przygotowana w sposób oficjalny. Mogła być wykonana przy rozmowie w budynku MO, gdzie zabiegał o paszport, kiedy zwykle pytano o rodzinę za granicą. Jest podpisana nazwiskiem a nie pseudonimem. Następnie oficer SB „przerobił” ją na notatkę operacyjną, żeby uzasadnić rzekomy sukces. Dopisał własnoręcznie tytuł, prawdopodobnie już po jej wykonaniu.

Z dokumentacji sporządzonej przez oficera SB wynika, że Przyłębski poszedł do znajomych i opowiedział im o tej sytuacji i zainteresowaniu ich osobami ze strony SB. To był klasyczny ruch obronny opozycji z tamtych czasów – samemu się zdekonspirować, żeby SB straciła zainteresowanie.

Następnie Przyłębski szybko, pod byle pretekstem zerwał kontakt.

ZOBACZ DOKUMENTY:

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ