Cezary Morawski: Obserwowałem reakcję publiczności i bardzo się cieszę, bo widzę, że się podobało.

MP. Foyer Scena na Świebodzkim

Bar pod zdechłym psem – to druga premiera w sezonie artystycznym 2016/2017 na Scenie na Świebodzkim. Dyrektor Teatru Polskiego Cezary Morawski wystawił świetny monodram, złożony z tekstów Władysława Broniewskiego, grany z dużym powodzeniem również na deskach Warszawy i Torunia. Wrocławska inscenizacja Baru pod zdechłym psem, będzie długo grana, słychać było po spektaklu. Warto zaznaczyć, że publiczności bardzo podobało się trio muzyczne: kontrabas, piano i gitara. Zarówno na widowni, jak i w foyer otrzymali zasłużone oklaski.

O wrażenia po spektaklu zapytaliśmy kilka osób

Jagoda z Wrocławia. Nie mogę wyjść z podziwu, mam poczucie, że widziałam coś, czego jeszcze w tym teatrze nie było. Do tej pory Polski przyzwyczajał do zupełnie innej narracji, takiej krzykliwości, do której było mi nawet blisko. Ja dobrze się czułam w takiej różowej literaturze, bez obróbki – chociaż myślę, że wrocławska publiczność będzie teraz musiała się przyzwyczaić. Ja muszę okrzepnąć, to było mi pokazane inaczej, niż zwykle.

MP. Jagoda w TP

Krzysztof. Czy sztuka odzwierciedlała słowa i charakter Broniewskiego? jego moc twórczą? W pewnym sensie tak. Chociaż uważam, że Broniewski był poetą walczącym, twardym i mocnym mężczyzną, który by jeszcze bardziej – od mocy dna czarnej duszy swojego życia – wystąpił, jako jeszcze większy twardziel na tej scenie.

Ci, co mówią o normalności w sztuce… trzeba też uważać, bo za normalnością, czai się niebezpieczeństwo, które się zwie nudą, starymi koncepcjami, ogranymi patentami. Mogę powiedzieć, że sztuka była bardzo elegancka, w nieco tradycyjnej formie podana i dostępna dla ludzi o spokojnej osobowości. My chcielibyśmy jeszcze czegoś więcej, jeszcze więcej kontrastu.

Krystyna mama i córka Kasia

Broniewskiego czytałam 40 lat temu, ze zdziwieniem odkryłam, że sporo pamiętam a młode pokolenie nie ma pojęcia, że taki poeta był.Tak się zastanawiam, czy on jest zakazany?

Bereski w roli umęczonego życiem i udręczonego alkoholika był autentyczny. To było o życiu, jakie jest. Ja mu uwierzyłam, nasz bohater był żywiołowy i nareszcie mamy sztukę opowiedzianą bez zbędnych dodatków.

MP. Krystyna i Kasia w TP

Marysia z Wrocławia: jestem w szoku. Okazuje się, że można trudny temat opowiedzieć w inteligentny sposób. Wysublimowana gra, ograniczona scenografia i warsztat aktorski. W barze, niczego nie było za dużo, niczego za mało. Genialny jest Bereski.

Danuta. Wreszcie jest teatr klasyczny. Zobaczyłam znane treści ale w zupełnie innej formie. Też było mocne, bo to z tekstu wynikało, ale zobaczyłam i usłyszałam inne środki wyrazu. Pani pamięta fragment, jak Bereski mówił ,,życie jest diabła warte-poza Szopenem, Mozartem. Poza Słowackim i Mickiewiczem -jest w ogóle niczem” – to był majstersztyk. Trzeba dziękować aktorom, że wracają do zawodu.

Mamy sukces Dyrektorze? Publiczność nagrodziła aktora i muzyków oklaskami, i to wielokrotnie.

Obserwowałem reakcję publiczności i bardzo się cieszę, bo widzę, że się podobało. Dariusz Bereski to jest bardzo dobry aktor. I ciągle się rozwija, może dlatego pracowało się fantastycznie. Mam nadzieję, że to będzie wielki sukces naszego kolegi. Spektakl będzie grany, bo widać, że się bardzo podobał. Ja życzę wszystkim wykonawcom wszystkiego najlepszego a czytelników portalu zapraszam na spektakl. Za kilka dni mamy trzecią premierę, ale to już będzie na dużej scenie a na początku kwietnia oczekiwana Mirandolina.

Po spektaklu Dyrektor Teatru Polskiego Cezary Morawski podziękował wszystkim, którzy przyczynili się do powstania monodramu, zwłaszcza obsłudze technicznej. To są niewidzialni i niezbędni pracownicy, bez których żaden spektakl nie mógłby się odbyć, nawet monodram. Wdzięczność wyraził również bohater wieczoru Dariusz Bereski, wrocławianin, który od stycznia br., znowu jest etatowym aktorem naszego teatru.

MP

 

8 KOMENTARZE

  1. Byłam na owej tak zwanej premierze. I stwierdzam, że recenzent napisał nieprawdę. Po pierwsze nie była to premiera, przedstawienie wystawiał już Teatr Kamienica, a recenzent powinien był się lepiej przygotować. Emilian Kamiński powinien podać do sądu C. Morawskiego, który podawał się tu za reżysera, a nie zmienił NIC! Po drugie poziom jak na akademii szkolnej, z profesjonalnym teatrem niewiele to miało wspólnego. Ot odśpiewane wiersze Broniewskiego (dobrzy muzycy). Po trzecie, ciekawe gdzie były te zachwyty widzow, którzy wychodzili przed zakończeniem, albo nie kryli się z krytyką. Jedna z Pań ogłosiła wchodząc na scenę, że Teatr Polski osiągnął właśnie artystyczne dno. Brawo ta Pani! Obawiam się jednak, że dno w tym teatrze jest jeszcze przed nami, bowiem pierwsza prawdziwa premiera dopiero za kilka dni: „Chory z urojenia”.

  2. Byłam 12 marca na tym przedstawieniu. Cudowny aktor, świetni muzycy, doskonała aranżacja. Jestem zaskoczona pozytywnie. Naprawdę warto.

  3. Dariusz Bereski ma magnetyczny głos, fantastycznie śpiewał i recytował. Z wielką przyjemnością wybiorę się po raz kolejny na to przedstawienie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ