Joanna Kluzik-Rostkowska: „MEN jest jak ślepy koń z dowcipu” i „System, który mamy obecnie, jest o niebo lepszy niż ten, który wdraża PiS”

kluzik.jpg

Joanna Kluzik-Rostkowska szybko zapomniała o tym, ile wprowadziła zamieszania w MEN i ile protestów wywołały jej rządy w MEN. Chciała wprowadzać seksedukację, przygotowała krytykowany elementarz, likwidowała małe szkoły i wysłała 6-latki do szkoły. Teraz stawia się w roli autorytetu i uważa, że PiS dewastuje polską szkołę. Jej siła argumentów zaskakuje.

MEN jest jak ślepy koń z dowcipu, który zadowolony biegnie w kierunku wysokiej poprzeczki, krzycząc: „nie widzę przeszkód”

—mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” była szefowa MEN z ramienia PO.

Znacznie łatwiej jest zatrzymać reformę niż naprawiać jej skutki. Właśnie teraz przyszedł moment, w którym do rodziców docierają pierwsze rezultaty zmian proponowanych przez PiS

—twierdzi Joanna Kluzik-Rostkowska.

Posłanka PO twierdzi, że rodziców czeka wielkie rozczarowanie, reforma nie jest przygotowana, przemyślana i nawet zarzuca jej brak logiki. Minister Zalewska 9 marca zaznaczała, że samorządy niemal w całości są gotowe na reformę edukacji, Kluzik twierdzi co innego.

Są gotowe nie dlatego, że uważają reformę za dobry pomysł. Próbują minimalizować skutki nieuniknionego chaosu. Poza tym są zobligowane przepisami, zostały postawione pod ścianą. Około 40 proc. z nich ma kłopot z kuratorem – czyli przedstawicielem ministra w terenie, który chciałby zmiany zorganizować inaczej. Tajemnicą poliszynela jest to, że PiS marzy, by to samorządy dostały po głowie za pomysły rządu. Gdy dziecko pójdzie do nieprzystosowanej szkoły, rodzic będzie miał pretensje do dyrektora szkoły i do władz lokalnych

—opowiada i jak niepodległości broni reformy edukacji PO. Oni wiedzieli, co robią…

Trzeba zacząć od tego, że system, który mamy obecnie, jest o niebo lepszy niż ten, który wdraża PiS

Dodaje, że system edukacji z gimnazjami świetnie się sprawdzał.

Mamy bowiem dziewięć lat obowiązkowego kształcenia ogólnego. To bardzo ważne, szczególnie dla dzieci z trudniejszych, defaworyzowanych środowisk. Po zmianach dzieci będą uczyć się osiem lat, czyli o rok krócej. Poza tym dobrą szkołę tworzy dobry zespół nauczycieli. Po zmianie zespół będzie musiał się zgrać. Przez jakiś czas uczniowie będą więc stratni

—twierdzi i straszy, że PiS zapłaci wysoką polityczną cenę za ten bałagan.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ