Wiceminister Gawin o wprowadzeniu jednolitej ceny książki: Ta plotka jest głupia. Nie traktowałam jej poważnie

Pozwoli Pan, że wyjaśnię; odbyło się jedne spotkanie konsultacyjne z księgarzami oraz wydawcami, o które MKiDN było proszone od dawna. Pomysł na jednolitą cenę książki obowiązujący przez rok pojawił się kilka lat temu, czyli za rządów POPSL. Wtedy podpisało się pod tym pomysłem wielu twórców od pisarzy, publicystów, aktorów

— mówi wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Magdalena Gawin w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

wPolityce.pl: W internecie krąży opinia, zgodnie z którą Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zadecydowało o wprowadzeniu jednolitej ceny książki. Minister Gliński te doniesienia dementuje. Nie ma w tym stwierdzeniu nawet odrobiny prawdy?

Magdalena Gawin: Przyznam, że ta plotka jest głupia, że nie traktowałam jej poważnie. Pozwoli Pan, że wyjaśnię; odbyło się jedne spotkanie konsultacyjne z księgarzami oraz wydawcami, o które MKiDN było proszone od dawna. Pomysł na jednolitą cenę książki obowiązujący przez rok pojawił się kilka lat temu, czyli za rządów POPSL. Wtedy podpisało się pod tym pomysłem wielu twórców od pisarzy, publicystów, aktorów. Wtedy i teraz z apelem do MKiDN o ochronę rodzimych wydawnictw i rynku księgarskiego wydawnictw zwróciła się Polska Izba Książki z Włodzimierzem Albinem, popierają ją wydawcy o różnym profilu: od Sonii Dragi po Tadeusza Zyska, a także małe niezależne księgarnie. W sumie pod apelem wprowadzenia jednolitej ceny książki podpisało się 632 księgarnie. W Ministerstwie przedstawiali swoje racje argumentując, że nie są w stanie konkurować z dużymi podmiotami zagranicznymi i sieciami stosującymi ceny dumpingowe. Słuchaliśmy uważnie argumentów księgarzy i wydawców. Nie zapadły jednak żadne wiążące decyzje.

Po co w takim razie ten projekt? Co w nim znajdziemy?

Przede wszystkim należy wyjaśnić, że jednolita cena książki, to nie taka sama cena dla wszystkich tytułów. Projekt zakłada utrzymanie stałej ceny pojedynczej książki przez rok od jej wydania. Zdecydowana większość państw europejskich stosuje różne instrumenty ochrony rodzimego rynku wydawniczego i księgarskiego. Ustawa o jednolitej cenie książki funkcjonuje w Portugalii, Hiszpanii, Francji, Niemczech, Włoszech, Austrii oraz Norwegii. Z ustawy wycofały się Wielka Brytania, Islandia, Szwecja i Finlandia. Na temat poszczególnych rozwiązań odbyła się otwarta dyskusja, wypowiadali się na ten temat zarówno wydawcy i księgarze. Wycofanie się z ustawy w Wielkiej Brytanii przyniosło gwałtowne skurczenie się liczby małych księgarń. Jest to rzeczywiście widoczne.

Jaki będzie dalszy ciąg tej sprawy?

Będą oczywiście dalsze konsultacje, ale póki co nie ma żadnych wiążących decyzji. Naszym obowiązkiem jako Ministerstwa było wysłuchanie racji różnych stron. Wypowiadali się też przeciwnicy ustawy. I ich także wysłuchaliśmy.

Przy okazji tego pomysłu pojawia się zarzut, że ewentualne wprowadzenie jednolitej ceny książki doprowadzi do spadku czytelnictwa. To realne zagrożenie?

Staramy się ważyć wszystkie racje. Mamy wątpliwości czy jednolita cena przełoży się na czytelnictwo w Polsce w jakąkolwiek stronę, ale może przyczynić się do uratowania małych, niezależnych księgarni, zwłaszcza w mniejszych miastach, w których mieszkańcy kupują książki w dyskontach spożywczych. Zawód księgarza jest dzisiaj ginącym zawodem. Anonimowy sprzedawca z sieciówki również nie zastąpi czytelnikowi kontaktu z prawdziwym księgarzem, dla którego sprzedaż książek to nie tylko biznes, ale też misja. Uważam, że dobrze byłoby gdyby na temat czytelnictwa i jednolitej ceny książki odbyła się dyskusja publiczna, w której głos zabrałby zarówno czytelnik, księgarz jak i wydawca. Plotkami nie warto się zajmować, najlepiej je ignorować.

źródło: wpolityce.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ