Joanna Lichocka o niemieckim nadzorcy w „Fakcie”: W Ringier Axel Springer nie patyczkują się z wolnością słowa

Lichocka.jpg

Mam wrażenie, że to właśnie wydawnictwa dyktują granice wolności słowa i jak widać po obyczajach w Ringier Axel Springier, za bardzo się z tą wolnością nie patyczkują

— mówi Joanna Lichocka w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

 

wPolityce.pl: Tygodnik „wSieci” informuje o działaniach niemieckiego nadzorcy, który wpływał na pracę dziennikarzy gazety„Fakt”. Jak Pani skomentuje te informacje?

Joanna Lichocka, Rada Mediów Narodowych: Publikacja tygodnika „wSieci” to kolejna publikacja na ten temat. Jakiś czas temu Cezary Gmyz informował, że w redakcji dziennika „Fakt” pojawił się właśnie taki nadzorca z Niemiec, który instruował dziennikarzy jak mają pisać.To kolejna informacja, po liście pana Marka Dekana, która wskazuje na to, że w tytułach niemiecko-szwajcarskiego wydawnictwa wydawanych po polsku bardzo dba się i pilnuje o linię polityczną i jest ona jednoznacznie antyrządowa. Dziennikarze „Faktu” i szef działu politycznego tej gazety zaprzeczają, że otrzymują jakieś instrukcje od tego pana. Nie dziwię się, że zaprzeczają tym doniesieniom. Żaden z nich nie może tego publicznie potwierdzić, jeżeli chce dalej pracować w tym wydawnictwie. Myślę o tym też w kontekście śmierci Pawła Zarzecznego. Wspominając jego postać Krzysztof Stanowski napisał, że z tego samego wydawnictwa Zarzeczny został wyrzucony za okładkę, na której polscy zawodnicy przed meczem z niemieckim zespołem siedzą w czołgu, a nad nim napis „Na Berlin”. Bardzo trudno mówić o tym dziennikarzom, bo rynek pracy jest bardzo wąski, dlatego trudno byłoby znaleźć pracę tym, którzy zdecydowaliby się powiedzieć jak jest naprawdę w wydawnictwie Ringier Axel Springer. Dekoncentracja powinna służyć także temu, by nie tylko ograniczyć udział jednej grupy kapitałowej w danym segmencie rynku medialnego, ale też by zwiększyć pluralizm tytułów na rynku. To dałoby dziennikarzom swobodę w wyborze redakcji. Mam wrażenie, że to właśnie wydawnictwa dyktują granice wolności słowa i jak widać po obyczajach w Ringier Axel Springer, za bardzo się z tą wolnością nie patyczkują. Publikacja „wSieci” jest przygnębiająca, bo pokazuje, że tak właśnie się dzieje.

Ustawa antykoncentracyjna jest potrzebna?

To bardzo potrzebna ustawa. Mówmy właśnie o dekoncentracji, a nie repolonizacji, bo jest to wprowadzanie w błąd. Przed nami bardzo trudne zadanie jakim jest wykonanie tego zgodnie z prawem europejskim. Musimy to zadanie podjąć, bo będzie to służyć niezależności i wolności słowa. Sytuacja, w której dominującą rolę na rynku mediów opiniotwórczych pełnią niemieckie media , jest bardzo niebezpieczna. Mówimy o mediach, które współgrają z polityką i racją stanu Niemiec, nie Polski. Dekoncentracja na rynku medialnym będzie służyć wolności słowa, swobodzie wyboru pracy, odejścia z redakcji kiedy są one podporządkowane jakimś interesom wydawnictw. Jest to nam potrzebne, bo media w Polsce potrzebują tlenu. Potrzeba nam różnorodności tytułów, redakcji, jak najmniej monopolu.

Widzi pani przestrzeń dla zmian w samorządzie dziennikarskim? Może wzmocnienie dziennikarskich stowarzyszeń?

Wzmocnienie samorządu dziennikarskiego i stowarzyszeń jest bardzo potrzebne. Dlatego cieszę się, że Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich jest aktywne i wciąż jest największą organizacją skupiającą dziennikarzy w naszym kraju. Nie poszerzymy wolności słowa i niezależności dziennikarskiej jeżeli nie zmienimy prawa prasowego, które obowiązuje w Polsce od Stanu Wojennego. Przypomnę, że środowisko „Gazety Wyborczej” i „Polityki” opowiadało się niejednokrotnie za utrzymaniem starego prawa. Zawsze mnie to dziwiło. Ono ma zapisy, które stawiają dziennikarzy w bardzo niskiej pozycji. Platforma Obywatelska miała nawet kiedyś projekt prawa prasowego opracowany przez ówczesnego ministra Marka Biernackiego, ale własny projekt spacyfikowała, bo Platformie nie zależy na wolności słowa i niezależności dziennikarzy. Im zależy na tym, by media były narzędziem walki politycznej, realizacji celów partyjnych. Tak było w PRL. My przystępujemy do zmiany prawa prasowego. Zajmuje się tym wiceminister kultury Paweł Lewandowski. Sytuacja dziennikarzy w Polsce, ze względu na prawo prasowe ze Stanu Wojennego, na taki a nie inny rozdział koncesji, na większościowe udziały niemieckich wydawnictw na rynku mediów, jest zła. Musimy pracować, by to zmienić. Pierwszym poważnym krokiem będzie dekoncentracja.

Skąd bierze się stosunek niektórych dziennikarzy do tej sytuacji? Nie chcą widzieć jak wygląda rynek mediów w Polsce?

Wynika z przekonania, że jest to dziś wygodne do walki z rządem Prawa i Sprawiedliwości, a w szerszej perspektywie do walki z całym obozem niepodległościowym, z obozem, któremu zależy na wyjściu z postkomunizmu. Są  elementem systemu postkomunistycznego i zajmują swoją pozycję dzięki temu, że prezentują taką a nie inną postawę. Dlatego nie dziwię się, że będą bronić status quo, bo służy to ich obozowi politycznemu.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ