Bartłomiej Wyszomirski o pracy przy spektaklu Mirandolina, polskiej prapremierze w Teatrze Polskim

MP Bartłomiej Wyszomirski, Mirandolina

Bartłomiej Wyszomirski, reżyser teatralny, opolanin. Związki z Wrocławiem żywe, jako młody chłopak często przyjeżdżał na spektakle. Od kilku miesięcy pochłonięty pracą na scenie Teatru Kameralnego. O pracy z zespołem, wrażeniach i prapremierze polskiej na Scenie Kameralnej reżyser Bartłomiej Wyszomirski w rozmowie z Małgorzatą Paw

Za dwa dni pański debiut we Wrocławiu. Reżyseruje pan Mirandolinę Turriniego. Zapowiada się ciekawy spektakl.

To moje drugie spotkanie z Turrinim. Zrobiłem Sługę dwóch panów ale Mirandolinę uważam za sztukę ważniejszą. Czy mogę krótko scharakteryzować sztukę?  Opowiada o kryzysie. Kryzysie wartości i kryzysie autorytetu. Turrini stawia tezę, że ludzkość w dążeniu do zdobywania swoich celów, zwłaszcza dóbr konsumpcyjnych, zatraciła  zdolność do widzenia drugiego człowieka. Zatem mamy różnego rodzaju intrygi i relacje ludzkie, to co charakterystyczne jest dla twórczości austriackiego dramatopisarza. Tu jest dużo ważnych pytań.

Pytania wręcz egzystencjalne dla człowieka każdej epoki

Turrini – jako autor wybitny, intelektualista i człowiek świadomy – po to sięgnął do Carla Goldoniego. Mirandolinę wziął na swój warsztat i nasycił tekst swoim językiem.

Turrini jest Austriakiem, z pogranicza, to czuje się w tekstach.

Jest kłopot z wystawianiem Turinniego z powodu rozpisania dialogów na dialekty. Postaci mówią często różnymi dialektami, często to już nie jest ten sam język. Dlatego tak trudno tłumaczyć jego dzieła na język polski. Myślę, że Jacek Lachowski poradził sobie, znalazł klucz.

Mirandolina miała rozpocząć sezon artystyczny w teatrze, tymczasem jest trzecią premierą.

Jak wiadomo obsada ulegała przekształceniom. Premiera miała być w lutym, jest w kwietniu. Od obsady pierwotnej zmieniła się w połowie a największa zmiana dotyczyła głównej roli męskiej.

Cieszę się, ze wspólnej pracy. Dopiero teraz bierzemy ostatnią prostą. Według mnie o każdym przedstawieniu decyduje jego ton a to się uzyskuje na ostatniej prostej. Jak do tej pory wszystko odbywa się bez kolizji i tuszę, że tak będzie do premiery.

Część załogi nie akceptuje nowego dyrektora. Czy odczuwa pan napiętą sytuację w teatrze?

Robię wszystko żeby ona mnie nie dotyczyła a jednak nie da się zupełnie wyłączyć. To nie jest tak, że nie widzę, nie słyszę. Pilnuję się, żeby złapać do całej sprawy dystans, dlatego, że tak naprawdę, jestem tutaj gościem i moim celem jest zrobić dobre przedstawienie. I tylko na tym staram się skupić. Natomiast widzę, jak długotrwałe napięcie utrudnia twórczą pracę, zwłaszcza w tym pierwszym etapie, kiedy mierzymy się z rolą, z autorem, z sobą. Turrini jest trudny. Nie da rady się prześlizgnąć, ten świat w gospodzie trzeba wykreować, mocno go uteatralnić. Nadać mocną formę oddziaływania, dlatego nie można tracić energii na rzeczy poboczne. Pomimo tej sytuacji, dla aktorów bardzo stresującej, muszę powiedzieć, że z zespołem bardzo dobrze się pracuje.

Czy reżyser ma ulubione sceny, teksty?

Tak, na samym końcu jest scena, która mogłoby nawet posłużyć za motto przedstawienia: Czy moglibyśmy tak normalnie być ze sobą? pyta tytułowa bohaterka. Mirandolino, ale da się tak?

Co sprawia, że Turrini jest popularny na świecie?

Świetne dialogi, stereotypy, walka kobiety i mężczyzny. Ten Austriak demaskuje swoich bohaterów, przerysowuje ich cechy. Pokazuje, jacy jesteśmy, zmusza do zastanowienia się.

Siłą Turriniego jest gatunek, świetne dialogi i atrakcyjny temat. Sprawy poważne osadzone w konwencji teatru w teatrze siłą rzeczy nabierają znanej nam comedii dell”arte. Jeśli dodamy swoisty komizm sytuacyjny mamy ponadczasowy tekst i on niesie całą sztukę. Charakterystyczne dla Turriniego są postaci. W Mirandolinie wszystkie są karykaturalne, w ten sposób Turrini uwypukla nam negatywne cechy tamtych ludzi i tamtego świata. Mamy od razu pytanie, czy jednak odnajdziemy w sobie wartości? Czy będzie to miłość, samotność, cierpienie?

Czy zwiąże się pan na dłużej z Wrocławiem?

Zobaczymy co czas przyniesie, to na pewno jest przygoda. Mnie tu się bardzo podoba.

 

MP

ZOSTAW ODPOWIEDŹ