„W każdym przypadku udaru decydujące znaczenie ma to, jak szybko do chorego zostanie wezwana pomoc. Każda zwłoka zmniejsza zarówno szanse przeżycia, jak i uniknięcia ciężkiej niepełnosprawności” – podkreśliła prof. Słowik.
Neurolodzy mówią o tzw. oknie terapeutycznym, czyli czasie, w którym można u pacjenta zastosować leczenie zmniejszające skutki wylewu krwi do mózgu lub jego niedokrwienia. W przypadku najczęściej występującego udaru niedokrwiennego jest tylko 4,5 godziny na to, żeby podać choremu leki trombolityczne – rozpuszczające zakrzepniętą krew i przywracające jej dopływ do mózgu.
„Jeśli nie pomogą leki, chorego można jeszcze poddać trombektomii mechanicznej, czyli małoinwazyjnemu usunięciu zakrzepłej w naczyniu krwi” – wyjaśniała prof. Słowik. Taki zabieg można przeprowadzić w ciągu sześciu godzin od wystąpienia pierwszych objawów udaru.
W wyjątkowych sytuacjach trombektomię mechaniczną można przeprowadzić jeszcze w siódmej godzinie – o ile część mózgu, w którym doszło do niedokrwienia, nie została jeszcze całkowicie zniszczona (wykazuje to obrazowanie mózgu z użyciem tomografii komputerowej). Przez pewien czas część neuronów, mimo niedokrwienia, nie ulega jeszcze dewastacji i takie leczenie może je uratować przed obumarciem (związane z nim zmiany są już bowiem nieodwracalne).
Prof. Słowik zaznacza, że chorego trzeba jak najszybciej przewieźć karetką lub helikopterem do jednego z tzw. oddziałów udarowych. Są one w całym kraju, w sumie – ponad 180. Specjaliści w tych ośrodkach mają największe doświadczenie w ratowaniu chorych z udarem.
Trombektomia mechaniczna wykonywana jest w 25 oddziałach udarowych. W 2016 r. radiolodzy interwencyjni wspólnie z neurologami przeprowadzili w nich 260 takich zabiegów. „Mamy nadzieję, że w następnych latach będą one coraz częściej wykonywane” – powiedziała prof. Słowik. Dodała, że są one wykonywane jedynie w najcięższych przypadkach udaru niedokrwiennego. Jej zdaniem w przyszłości mogą być przeprowadzane u około 4 tys. chorych rocznie.
Pomoc trzeba jednak wezwać, jak tylko pojawią się pierwsze objawy udaru. „Błędne jest przekonanie, że świadczy o nim ból głowy. To nieprawda, ból głowy występuję jedynie w przypadku rzadziej występującego udaru krwotocznego, wtedy może być on nawet bardzo duży” – podkreślała prof. Słowik.
Najczęstszymi objawami udaru są niedowłady, zwykle jednej połowy ciała albo jednej kończyny (kiedy np. choremu nagle wypada z ręki kubek z herbatą). Zdarzają się również niedowłady czterech kończyn, a chory porusza jedynie oczami. Mogą także występować zaburzenia mowy albo sytuacje, w których chory nie rozumie, co się do niego mówi.
Bywa też, że osoba dotknięta udarem nie ma niedowładów, ale nie potrafi samodzielnie zapiąć guzika i nie jest w stanie pisać, czytać ani połykać. Niektórzy pacjenci nie rozpoznają twarzy bliskich osób, mają oczopląs, a poruszają się, jakby byli pijani.
Dla udaru charakterystyczne jest to, że wszystkie te objawy nie narastają stopniowo, lecz pojawiają się nagle – podkreśla prof. Słowik. Na skutek udaru rzadko dochodzi do utraty przytomności, a jeśli tak jest – to może świadczyć o bardzo ciężkim jego przebiegu.
Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl
















