15.1 C
Wrocław
Joanna Lichocka: Niech happening na dworcu nie przykryje meritum: PO i Tusk...

Joanna Lichocka: Niech happening na dworcu nie przykryje meritum: PO i Tusk mają niewyjaśnione związki z FSB i Kremlem

Lichocka.jpg

Nie zapominajmy w tym zgiełku o tym, co jest istotą rzeczy – Platforma i Tusk mają niewyjaśnione związki z Kremlem, a ich zachowania i decyzje godziły w polską rację stanu

— mówi w rozmowie z wPolityce.pl Joanna Lichocka, posłanka Prawa i Sprawiedliwości. wPolityce.pl: Wczorajszy dzień upłynął pod znakiem Donalda Tuska. Pociąg, dworzec, spacer, wreszcie kilka godzin w prokuraturze. Jak Pani odbiera te emocje, które pojawiły się wokół tej wizyty?

Joanna Lichocka: Donald Tusk ma zazwyczaj starannie przemyślaną strategię, gdy jest wystawiony na sytuacje nieprzyjemne. I tak też było tym razem. Proszę bowiem zwrócić uwagę na spokojnie na to, co się stało. Były premier ma zeznawać w prokuraturze, odpowiadać na pytania, czy wiedział o umowie z rosyjską FSB. Umowie, która umożliwiła dotarcie Rosjanom do wielu tajemnic polskiego systemu bezpieczeństwa. Dodajmy – wszystko to miało miejsce już po 10/04 i ataku Rosji na Gruzję. To nie jest sytuacja, która stawia Tuska w dobrym świetle.

Jeśli bowiem wiedział o umowie, to pokazuje to dziwną zależność Tuska wobec Rosji i Putina. Żaden kraj NATO w tym czasie nie pozwoliłby sobie na wpuszczenie Rosjan do swojego systemu bezpieczeństwa. Wiadomo wszak, że Rosja stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy. A z kolei jeśli premier nie wiedział, to okazałoby się, że nie panował nad służbami, które robiły, co chciały.

A może, jak chce opozycja, była to dość rutynowa, codzienna współpraca z odpowiednikami po stronie Rosji. Działania techniczne, bez zaawansowanych wymian informacji.

Nie. Nie mamy z Rosją rutynowej, codziennej współpracy. Jesteśmy w NATO, a Rosja stanowi zagrożenie dla światowego bezpieczeństwa. W 2010, 2011 roku również nie było wąptliowści czym jest Rosja. Warto przy okazji przesłuchania Tuska przypomnieć, jak zaprzyjaźniali się szefowie SKW z funkcjonariuszami z Rosji, na okręcie „Aurora”. z Odpowiedzialność za tamtą umowę powinni ponieść ci, którzy ją zawierali, ale i ci, którzy wyrażali na nią zgodę. Początkowo politycy PO przkeonywali, że nie było żadnych umów, z czasem nastawienie się zmieniło, poseł Święcicki do dziś mówi zresztą, że cała sprawa to głupstwo.

A ta sprawa jest bardzo niewygodna dla Platformy i samego Tuska. Po wyjaśnianiu 10/04 to kolejna kwestia, która mówi o bardzo dziwnych relacjach tamtej ekipy z Kremlem. Na te pytania wczoraj przez osiem godzin odpowiadał Donald Tusk.

Wróćmy do początku rozmowy – mówi Pani, że Tusk ma na takie okazje starannie przygotowany plan.

Tak. Tusk zawsze, gdy ma niewygodną sytuację, próbuje odwrócić uwagę opinii publicznej od swoich kłopotów. Ma do tego zresztą wielki zasób dziennikarzy, klub przyjaciół Tuska, jak mówi Adam Bielan. Niestety, także część dziennikarzy mało posłusznych Tuskowi dała się wpuścić w pułapkę. Mało było wczoraj mowy o meritum sprawy, o dyskomforcie Tuska, a wszyscy zajęli się tym, ilu ludzi go witało na peronie. To nie było profesjonalne, jeśli chodzi o dziennikarstwo. Właściwie nigdzie dokłądnie nie przeczytałam opisu istoty rzeczy – że były premier przez osiem godzin musiał odpowiadaćna pytania o współpracę z Rosją służb, które nadzorował.

Mam wrażenie, że równolegle opowiadano i o emocjach wokół przywitania, ale i o meritum sprawy.

Tak, ale w ciągu dnia nie kojarzę przypomnienia informacji, że oficerowie FSB swobodnie wjeżdżali do siedziby SKW, w dodatku nie niepokojeni przez nikogo. Nie pamiętam przypomnienia pijackich eskapad polskich służb… W zamian były łzawe widoki z dworca.

Jako była dziennikarka wie Pani, że takie obrazki dobrze się sprzedają. Emocje dobrze się sprzedają.

Tak, ale tym samym Tuskowi udało się przykryć istotę rzeczy. Skupiliśmy się na obrazkach, a nie na meritum sprawy. Na tym polega dobrze przepracowany manewr propagandowy. To zresztą nie piewrsza tego typu historia. Pamiętam sytuację ze Stoczni, była to rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych, gdy związkowcy postanowili dopiec Tuskowi, ówczesnemu premierowi. Co wówczas wymyślono? Henrykę Krzywonos, która jak na zawołanie robi wrzask i atakuje Jarosława Kaczyńskiego. Wczoraj mieliśmy dokładnie to samo.

Nie zapominajmy w tym zgiełku o tym, co jest istotą rzeczy – Platforma i Tusk mają niewyjaśnione związki z Kremlem, a ich zachowania i decyzje godziły w polską rację stanu. I w sprawie wyjaśniania przyczyn 10/04, i w przypadku tej umowy. To musi być bardzo poważnie i szczegółowo wyjaśnione, bo to kwestia naszego bezpieczeństwa. Napisałam niedawno komentarz, że niejasne i niezrozumiałe związki Platformy z Rosją, to dziwne przyzwalanie, uległość – to duża zagadka. Odpowiedź na nią jest jedną z najważniejszych odpowiedzi w polskiej polityce.

Skoro wspomniała Pani o wyjaśnieniu przyczyn tragedii smoleńskiej – jest Pani zadowolona z tego, co udało się ustalić podkomisji Berczyńskiego?

Trudno mówić o zadowoleniu czy niezadowoleniu w sprawie 10 kwietnia…

Jasne. Mam na myśli efekty prac tego zespołu.

Wszyscy czekamy, by w sposób rzetelny i wiarygodny można było odpowiedzieć na pytanie o przyczyny tragedii smoleńskiej. Przez kilka lat rządów Platformy nie było to wyjaśniane – wręcz przeciwnie, trwało zaciemnianie sprawy. Strony, które wyjaśniały przyczyny, były sędziami we własnej sprawie. Dopiero po odsunięciu Platformy można na poważnie zająć się wyjaśnianiem przyczyn. ALe nikt nie odda tych lat, które straciliśmy przez PO, nikt nie cofnie niszczenia wraku. To trudna sytuacja. Krokiem do przodu jest pewne umiędzynarodowienie sprawy…

Ma Pani na myśli nawiązanie współpracy z zagranicznymi laboratoriami w celu sprawdzenia, czy w tupolewie były ślady środków wybuchowych.

Tak. To jakiś krok do przodu. Myślę, że w tej chwili tezy przedstawione przez podkomisję Berczyńskiego są pokazane z dużym prawdopodobieństwem…

Ale kropka nie została postawiona.

Nie. Te badania muszą być kontynuowane. Dziwię się tamtej stronie, propagandzistom Laska, że tchórzą przed otwartą debatą naukową. Jeśli mienią się ekspertami, to nie powini bać się dyskusji. Wcale im się jednak nie dziwię, bo są na przegranej pozycji, kompromitującej ich. Stąd zapewne strach przed taką dyskusją.

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ