– mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Jacek Sasin, poseł Prawa i Sprawiedliwości.
wPolityce.pl: Jakie są rzeczywiste powody wycofania się z poselskiego projektu ustawy metropolitarnej?
Jacek Sasin: Główny wpływ na wycofanie projektu miały konsultacje społeczne. Wynikało z nich, że w społecznościach lokalnych było olbrzymie zdezorientowanie jeśli chodzi o szczegóły i rzeczywiste zapisy w projekcie ustawy. Pojawiło się mnóstwo pytań i wątpliwości. Trzeba też zwrócić uwagę na falę dezinformacji,za którą stali przedstawiciele opozycji. Zafałszowano rzeczywiste cele naszego pomysłu metropolitarnego dla Warszawy. Uznaliśmy, że skoro wokół projektu narosło tak wiele nieporozumień, mija się z celem dalsze jego forsowanie. Oczekiwanie na merytoryczną dyskusję z opozycją, na temat tego projektu, wydaje się nierealistyczne. Projekt wycofaliśmy również ze względu na fakt, że potrzebne są daleko idące uzgodnienia i dalsze prace. Nie jesteśmy w stanie prowadzić tych prac jako posłowie. Jeśli nowy projekt metropolitarny byłby jeszcze procedowany to musi być to propozycja rządowa. Tylko rząd ma odpowiednie narzędzia.
A nie zawiodła przypadkiem komunikacja medialna? Zagłuszono was histerią.
Chyba nie było szans na to, by tę dyskusję inaczej poprowadzić. Zawsze łatwiej jest bowiem krytykować, straszyć i budować przekaz negatywny. Tym zajmowała się opozycja,nie licząc się z rzeczywistością i kreując dla siebie wygony przekaz. Mieliśmy też przeciwko sobie samorządowców.
Głównie związanych z opozycją
Szczególnie w Warszawie. Pamiętajmy, że Hanna Gronkiewicz-Waltz jest wciąż wiceszefową Platformy Obywatelskiej. Warszawski ratusz był w tej sprawie niezwykle aktywny. Podobnie jak samorządy podwarszawskie, także związane z opozycją. Warto też wspomnieć o ogromnych pieniądzach zaangażowanych w walkę z naszym projektem. Te pieniądze zainwestowano po to, by wprowadzić w błąd opinię publiczną i siać dezinformację. Sama kampania na autobusach miejskich w Warszawie kosztowała 280 tys. zł. To tylko jeden fragment działań. To pokazuje jak wielkie środki publiczne zostały zaangażowane w walkę polityczną, bo dyskusji politycznej przecież nie było. Z winy opozycji. Dlatego właśnie nie ma dziś warunków, by nadal prowadzić tę batalię. Nasza decyzja wynika również z chęci uspokojenia nastrojów mieszkańców i pokazania, ze nie chcemy wprowadzać rozwiązań, które nie są tożsame z wolą mieszkańców. Potrafiliśmy się wycofać dla dobra społeczności lokalnych.
Co dalej?
Nadal uważamy, ze rozwiązania metropolitarne są potrzebne. Na Śląsku okazało się jak bardzo taka ustawa była oczekiwana i z jak wielkimi nadziejami została przyjęta. Zebraliśmy też spory materiał do prac studyjnych i mamy pewne doświadczenie. Chcemy wszystkie ankiety i zebrane dane przekazać do Narodowego Instytutu Samorządu Terytorialnego, który współpracuje z ekspertami. To oni przeanalizują ten materiał i będziemy oczekiwali rekomendacji z ich strony. Jeśli okaże się, że prace nad ustawa metropolitarną będą się toczyły, to wydaje się, ze najlepszą droga byłaby praca nad ustawa rządową.
A macie sygnał ze strony rządu, że jest on zainteresowany takim projektem?
Jeśli pojawi się pozytywna rekomendacja ekspertów, że taka ustawa jak dla Śląska, powinna powstać w Warszawie, a jestem o tym, że jest ona potrzebna, to sprawa pozostanie otwarta. Myślę, że rząd nie cofnie się przed nią. Trudno będzie wtedy stwierdzić opozycji, że ustawa nie jest potrzebna, skoro wcześniej jej przedstawiciele propagowali ideę ustawy metropolitarnej dla Warszawy.
A co z pana kandydowaniem na prezydenta Warszawy? Nadal jest pan zainteresowany, by stanąć w szranki?
To są jednak odrębne sprawy. To opozycja łączyła ten projekt z planami wyborczymi i to w sposób zupełnie nieuzasadniony. Projekt ustawy nie zmieniał bowiem kwestii wyborów To mieszkańcy zawsze decydują kto będzie prezydentem stolicy.
Ale czy wycofanie się z projektu nie wpłynęło na pana stosunek do możliwości startu w wyborach?
W tej chwili jest daleko do decyzji. Mamy deklarację kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości, że ta zapadnie pod koniec roku. Musi być ona poprzedzona analizami, które będą wskazywały na to, który z polityków PiS ma największe szanse, by w tych wyborach wystartować. Trudno mi się na ten temat teraz wypowiadać, gdyż decyzja nie zależy ode mnie. To nie ten czas.
No to przyjmijmy, że kierownictwo PiS jest zainteresowane pana kandydaturą. Jaką decyzję by pan podjął?
Nie wykluczam, że znajduję się w gronie osób, które są brane pod uwagę. Jeśli więc zapadnie decyzja Prawa i Sprawiedliwości to oczywiście się nie uchylę. Jestem jednak przekonany, że osobiste ambicje trzeba odłożyć na bok. Jestem jednak przekonany, że osobiste ambicje trzeba odłożyć na bok. Bój o Warszawę jest tak ważny w kontekście lepszego zarządzania miastem i walki z patologiami stolicy, że powinno się podjąć chłodną decyzję o kandydacie Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Warszawy.
Jeśli okaże się, że będzie pan startował, to pana przeciwnicy będą podnosili kwestię związaną z wycofaniem się z projektu ustawy, który firmowany był pana twarzą.
Zgoda, ale ja nie mam się czego wstydzić. Nie wycofujemy się z projektu dlatego, że zrobiliśmy coś złego lub mieliśmy złe intencje. Przecież nikt w Prawie i Sprawiedliwości nie chciał dokonać „skoku” na Warszawę, czy narzucić rozwiązań, które miałyby negatywny wpływ na mieszkańców stolicy. Wręcz przeciwnie. Uważamy, że ten projekt, po pewnych zmianach, co podkreślaliśmy od początku, dawał szanse na dobre zorganizowanie tej metropolii. Wycofując się z poselskiego projektu ustawy pokazujemy, że stosujemy inne standardy niż nasi przeciwnicy. Ci byli skłonni przeprowadzać zmiany siłowe. Potrafimy się wycofać, jeśli wymagają od nas tego mieszkańcy metropolii warszawskiej. To pozytywny znak.
źródło:wpolityce.pl
















