Wiceminister Dworczyk odpowiada Czerskiej: “Reformy w armii są niezbędne, a budowa WOT tylko je przyspiesza”

fot. pexels.com / zdjęcie ilustracyjne

Dzisiaj rekrutacja żołnierza do polskich sił zbrojnych trwa ok. czterech miesięcy, od momentu zgłoszenia akcesu w WKU. To doskonały czas, aby zniechęcić potencjalnego ochotnika. Natomiast wojskowych komisji lekarskich w części województw jak np. na Podkarpaciu czy w Wielkopolsce w ogóle nie ma. To są wszystko efekty wieloletnich zaniedbań w czasach rządów PO, kiedy wpływ na kondycję wojska polskiego mieli panowie generałowie Różański i Koziej. Dlatego moim zdaniem te krokodyle łzy, które dzisiaj się leją, są przykładem fałszywego żalu

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl wiceminister obrony narodowej Michał Dworczyk.

wPolityce.pl: Minister Macierewicz tworzy fabrykę własnych oficerów, którzy mają zasilić WOT, jak twierdzi „Wyborcza”?

Michał Dworczyk: Z przykrością stwierdzam, że artykuł dotyczący kształtowania wojsk obrony terytorialnej jest nierzetelnym tekstem, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Wojska Obrony Terytorialnej powstają od blisko roku, oficjalnie po znowelizowaniu ustawy o powszechnym obowiązku obronnym formowane są od 1 stycznia 2017 roku. W sposób naturalny również przygotowywana jest kadra oficerska i podoficerska, która ten nowy rodzaj sił zbrojnych zasili. Problem w tym, że zaniedbania minionych lat w zakresie szkolenia oficerów i podoficerów są tak wielkie, że w tej chwili nie ma innego wyjścia jak organizowanie ekstraordynaryjnych kursów i szkoleń. Wszystkie te przedsięwzięcia cechuje bardzo duża intensywność oraz doskonała obsada instruktorska i dydaktyczna. Często wykładowcami są byli żołnierze i oficerowie wojsk specjalnych. Warunki progowe, postawione kandydatom również są bardzo wysokie. To wszystko gwarantuje, że absolwenci tych kursów jakością nie ustępują innym absolwentom dotychczas prowadzonych szkoleń. Natomiast podkreślić należy, że takie działania nie byłyby potrzebne, gdyby nie problem wynikający z zaniedbań wielu poprzednich lat, kiedy niemal całkowicie został rozmontowany efektywny system kształcenia kadry oficerskiej i podoficerskiej – w szczególności dotyczy to rezerwy.

Do czego to doprowadziło?

Między innymi do poważnego zagrożenia stanu rezerw osobowych polskich sił zbrojnych. Objęcie stanowiska Ministra Obrony Narodowej przez Antoniego Macierewicza, można powiedzieć, nastąpiło w ostatniej chwili aby uratować system. Podam przykład, aby rezerwy osobowe Wojska Polskiego były zachowane na bezpiecznym poziomie rocznie powinno być przeszkolonych około 35 tysięcy osób. W czasach rządów PO rekordowym był rok 2012 kiedy przeszkolono – nieco ponad 3,5 tys. osób – tzn. 10 razy mniej niż wymaga tego niezbędne minimum. Kolejny przykład – przed zawieszeniem zasadniczej służby wojskowej szkolono podoficerów przy jednostkach. Ten system zarzucono, ograniczając się wyłącznie do 4 szkół podoficerskich (w Centrach Szkolenia), co w konsekwencji powoduje niedobór podoficerów. Kolejna sprawa – systematycznie była zmniejszana liczba miejsc dla studentów – przyszłych oficerów na wyższych uczelniach wojskowych. Te przykłady można mnożyć…. Od półtora roku minister Antoni Macierwicz reformuje wojsko. To oczywiście proces długotrwałym ale widać już efekty. Np. w ciągu półtora roku zwiększyliśmy na wyższych uczelniach wojskowych przyjęcia studentów – podchorążych, którzy zostaną w przyszłości oficerami, z 500 do blisko 1150. Przygotowujemy kolejne ośrodki szkolenia. Tak jak do tej pory działają np. w Kielcach ośrodek, który przygotowuje żołnierzy i oficerów do misji zagranicznych oraz kilka innych ośrodków kształcenia, z których korzystają różne rodzaje sił zbrojnych, tak wkrótce ruszy kolejny ośrodek w którym kształcić się będą przyszli żołnierze i oficerowie WOT.

Dziennikarze gazety sugerują, że odejście gen. Różańskiego związane jest z „konfliktem wokół WOT”.To prawda?

Oczywiście, że nie. O ile wiem pan generał Różański przede wszystkim nie mógł pogodzić się z planowaną zmianą systemu kierowania i dowodzenia polskimi siłami zbrojnymi. Obecny system jest nietransparentny, rozmywa odpowiedzialność oraz wprowadza chaos w dowodzeniu Wojskiem Polskim. A niestety to właśnie wypowiadający się w omawianym tekście generałowie Różański i Koziej są współautorami tego systemu.

Przekaz tekstu „Wyborczej” jest prosty: WOT będą tworzyć oficerowie bez studiów, tylko po krótkich szkoleniach, którzy będą mieć zapewnioną szybką ścieżkę awansu. Krótko mówiąc będzie to armia nieprofesjonalna.

O systemie szkolenia już mówiłem – wszystkie kursy utrzymują najwyższe standardy i spełniają podstawy programowe, które obecnie obowiązują. Natomiast zaskakujące są dla mnie obraźliwe sformułowania w tekście pod adresem harcerzy i ochotników, ponieważ to właśnie oni są najbardziej wartościowym materiałem na przyszłych podoficerów i oficerów. Powinniśmy się tylko cieszyć, że takie osoby chcą służyć w polskich siłach zbrojnych.

Gen. Koziej twierdzi, że polskie siły operacyjne są ogołacane z podoficerów, by WOT mógł w ogóle powstać. Tak naprawdę się dzieje?

Z jednej strony pan generał Koziej twierdzi, że Wojsko Polskie w 2015 roku, kiedy Prawo i Sprawiedliwość utworzyło rząd, było w doskonałym stanie. Natomiast z dzisiejszej jego wypowiedzi wynika, że uszczuplenie blisko 100-tysięcznej armii o 200 podoficerów zachwieje możliwościami działania Sił Zbrojnych RP. Widzę tu zasadniczą niekonsekwencję. Bo albo w takim razie wojsko jest w na tyle tragicznej sytuacji, że zabranie 200 podoficerów doprowadzi do jakiegoś zamętu, albo pan Koziej najzwyczajniej w świecie kłamie, aby uzasadnić jakąś tezę polityczną, a nie merytoryczną. Jedno jest pewne: przejścia oficerów i podoficerów z wojsk operacyjnych do WOT w żaden sposób nie wpłynęły na zdolności bojowe jednostek. Odwiedziłem wszystkie brygady WOT, które są formowane i równolegle oddziały wojsk operacyjnych, z których przechodzili ci oficerowie i podoficerowie do brygad WOT.

Czyli przyznaje Pan tym samym, że takie przejścia mają miejsce.

Tak, natomiast jak powtarzam, w żadnym wypadku nie wpłynęły na zdolność bojową tych oddziałów wojsk operacyjnych. Mogę powiedzieć więcej – dla części oficerów i podoficerów możliwość służby w WOT oznaczała pozostanie w armii. Spotkałem osoby, które były zdecydowane na odejście z polskich sił zbrojnych, gdyż przez 8 lat nie awansowały tylko dlatego, że te awanse były zablokowane. Tworzenie WOT doprowadziło do tego, że pojawiły się nowe etaty i nowe stanowiska. Teraz ci oficerowie i podoficerowie mogą się rozwijać i np. po 8 latach służby w stopniu majora w końcu awansować na stopień podpułkownika. Dziwię się, że na te problemy braku awansów i możliwości rozwoju zawodowego gen. Koziej nie zwracał uwagi wtedy, kiedy był współodpowiedzialny za kondycję polskich sił zbrojnych.

Tymczasem gen. Koziej zastanawia się dziś czy Decyzja nr 2 z 21 kwietnia, którą szef MON wydał, a która dotyczy zmian organizacyjnych na potrzeby formowania WOT, jest znana prezydentowi.

Jest to kolejna próba budowania napięcia pomiędzy Kancelarią Prezydenta, a MON. Minister Obrony Narodowej wypełnia wszelkie zobowiązania konstytucyjne i ustawowe wobec Pana Prezydenta, który jest zwierzchnikiem polskich sił zbrojnych. Ale w tej wypowiedzi jest również ciekawy akapit sugerujący, że wprowadzane zmiany w funkcjonowaniu wojskowej komendy uzupełnień i komisji lekarskich związane są z jakąś destrukcją dotychczas dobrze działającego systemu. Warto przypomnieć, że te reformy są niezbędne, a budowa WOT tylko je przyspiesza. Dla przykładu powiem, że dzisiaj rekrutacja żołnierza do polskich sił zbrojnych trwa ok. czterech miesięcy, od momentu zgłoszenia akcesu w WKU. To doskonały czas, aby zniechęcić potencjalnego ochotnika. Natomiast wojskowych komisji lekarskich w części województw jak np. na Podkarpaciu czy w Wielkopolsce w ogóle nie ma. To są wszystko efekty wieloletnich zaniedbań w czasach rządów PO, kiedy wpływ na kondycję wojska polskiego mieli panowie generałowie Różański i Koziej. Dlatego moim zdaniem te krokodyle łzy, które dzisiaj się leją, są przykładem fałszywego żalu.

źródło:wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ