W miniony piątek wrocławski Teatr Polski przedstawił kolejną premierę. Tym razem była to sztuka niemieckiego autora Maxa Friescha „ Biedermann i podpalacze”. Świetna reżyseria Silke Fischer i scenografia oraz kostiumy Stefana Morgensterna. Ta sztuka, a może bardziej moralitet, choć napisany w ubiegłym stuleciu wpisuje się znakomicie w sytuację społeczno-polityczną w jakiej żyjemy. Nieproszeni goście wchodzą do naszego domu i nie tylko, że nie myślą go opuścić, ale chcą go zniszczyć, a my z uwagi na poprawność polityczną nie umiemy ich wyrzucić.
Akcja wartka przykuwająca uwagę. Widz czuje się bardziej sąsiadem Biedermanna niż widzem. Na pochwałę zasługują wszyscy aktorzy grający w spektaklu, ale przede wszystkim Cezary Łukaszewicz – Biedermann oraz Eisering Michała Chorosińskiego.
Spektakl ten stawia pytania o granice poprawności politycznej, o elementarne bezpieczeństwo i ludzką życzliwość. W finale spektaklu płonie domostwo Biedermanna w przestrzeni miniaturowej i w skali makro, na wielu ekranach. Płoną nasze naiwne mrzonki. Płonie teatr. Przecież jesteśmy bezpieczni. Służby czuwają.
Nie można tego spektaklu po prostu nie zobaczyć. Zachęcam do odwiedzenia Sceny na Świebodzkim i zastanowienia się nad bezmyślnym zapraszaniem obcych do naszego domu. Może są to niebezpieczni podpalacze, którzy przyjdą do nas jako biedni i bezdomni. Włączmy rozum i instynkt samozachowawczy.
Mariola Palcewicz
















