Pawlas: niemieckie elektrownie dymią węglem kamiennym i brunatnym

domena publiczna

Zrównując bezpieczeństwo energetyczne z bezpieczeństwem państwa, PO-litycy majaczyli o energetyce jądrowej i odnawialnych źródłach energii, zresztą zgodnie z brukselskimi wskazówkami. Tymczasem bez tych pomysłów, nasz kraj może być samowystarczalny energetycznie.

Podczas gdy niemieckie elektrownie dymią węglem kamiennym i brunatnym (40 proc. energii w tym kraju pochodzi z elektrowni węglowych), to tamtejsza „niezależna” prasa – realizując ambitną brukselską politykę klimatyczną, która czyni gospodarkę unijną mniej konkurencyjną – zamartwia się stanem klimatu w Polsce. Propagandziści zapominają, że zgodnie z traktatami, każde państwo samo kształtuje swą politykę energetyczną (tzw. koszyk energetyczny).

Przez lata w świadomości społecznej funkcjonowały takie oto „odkrywcze” konstatacje: wiek XIX to węgiel i para wodna, XX – ropa naftowa i gaz, a XXI – zdominuje energetyka z zasobów odnawialnych. Teraz okazuje się, że są możliwe elektrownie w technologii tzw. czystego węgla (zgazowanie węgla) i taka powstanie przy kopalni „Bogdanka”.

Planowanie budowy kosztownych elektrowni jądrowych w niezamożnym kraju (na przygotowaniu tej inwestycji już dorabiała się PO-biurokracja) jest równie nieodpowiedzialne jak niewykorzystywanie źródeł geotermalnych (odnawialnych i praktycznie niewyczerpalnych), znajdujących się na 80 proc. powierzchni kraju. Energetyka geotermalna produkuje energię cieplną o połowę tańszą niż ta z gazu czy oleju. Pozostaje pytanie – dlaczego nie znajduje zastosowania?

Ekoutopie

W wielu krajach lobby pronuklearne od lat promuje „tanią i czystą” energię jądrową. Tymczasem jest ona droższa od innych technologii produkcji elektryczności. Podczas gdy ceny uranu systematycznie rosną, a budowa siłowni jądrowych jest niezwykle kosztowna, to problemem staje się przede wszystkim demontaż zużytych reaktorów i składowanie odpadów.

Ceny tych czynności nie sposób sobie wyobrazić, a odpady nuklearne to najgroźniejsza substancja, jaką wyprodukowała ludzkość. Rozkładają się tysiące lat. Te najmniej groźne z Czarnobyla – przez 28 tys. lat. We Francji, gdzie atomówki zaspokajają 80 proc. potrzeb energetycznych, większość społeczeństwa jest przeciwko produkcji energii jądrowej. Nikt go jednak nie pytał o zdanie.

Kiedyś „wtajemniczeni” straszyli ciemny lud zaćmieniem słońca. Dzisiaj podający się za autorytety naukowe przekonują o globalnym ociepleniu. Na kolejnych szczytach histerii klimatycznej wskazują na winnego – jest nim dwutlenek węgla. Chociaż nie brak uczonych przypisujących sprawstwo parze wodnej. W końcu to właśnie efekt cieplarniany umożliwił powstanie życia na Ziemi. Jest więc dobrodziejstwem ludzkości. Nie bacząc na to, rodzimi ekospecjaliści już obliczyli, że „ekstremalne zjawiska pogodowe” spowodują do 2030 roku straty ponad 200 mld zł.

Niemniej odpowiedzialność za ocieplenie spadła na industrializację węglową, właściwą dla najbardziej uprzemysłowionych państw. Teraz to one określają standardy polityki klimatycznej, czyli utrzymywanie państw mniej rozwiniętych w stanie niedorozwoju (neokolonialnym). Nie bez przyczyny mówi się, że globalne ocieplenie to globalne oszustwo.

Ostatecznie ekoprorocy doszli do wniosku, że ratunkiem dla naszej planety jest zniszczenie współczesnej cywilizacji przemysłowej. Tymczasem mit ocieplenia klimatu burzy prosta konstatacja – w ostatnich latach notuje się niższe średnie temperatury, choć globalna emisja CO2 wzrosła o 34 proc.. Mimo to rządy większości państw zgodziły się na jakieś pakiety klimatyczne ograniczające działalność gospodarczą. Co najwyżej zarabiają na tym przedsiębiorstwa tzw. czystych technologii. Jednakże – choćby taka wiatrowa produkcja prądu – jest droga, a jego dostawa nieregularna (zależna od wiatru).

Ekologiczny szantaż?

Ignorując rzeczywistość, lobby radykalnych ekologów i biznesu tzw. czystych technologii nie ustaje w uporczywym nękaniu świadomości społecznej. Powołuje się przy tym na epokowe konstatacje Klubu Rzymskiego – Ziemia ma raka, którym jest człowiek. Te szalbierstwa antycywilizacyjne formalizują się na różnych kongresach pakietami klimatycznymi. Nieopatrznie zgodził się na taki rząd Tuska. Wydaje się, że Amerykanie pierwsi przejrzeli na oczy, bo USA wycofały się z „polityki klimatycznej”.

O ile naukowcy nie są zgodni co do oddziaływania człowieka na zmiany klimatyczne, to ekoaktywiści nie mają wątpliwości. Trzeba zmienić cywilizację, by szanowała przyrodę, stawiając ją na pierwszym miejscu. Skoro tak, to wszystko jest możliwe, wszystko można postawić do góry nogami.

I tak, miasto nie jest ani dla pieszych, ani dla samochodów – tylko dla rowerzystów. Zapewniając im komfort, likwiduje się przejścia podziemne, co jeszcze bardziej korkuje zakorkowane miasta. Zresztą po co rozwijać komunikację masową, gdy można posługiwać się rowerami. Trzeba więc budować ścieżki rowerowe. I na to są pieniądze (także unijne), wymuszone przez ekoruchy miejskie. Czas pokaże, kiedy zabronią poruszania się samochodami. Już teraz cykliczne przejazdy-manifestacje rowerzystów czy rolkarzy (przecież miasto jest nasze) na długie godziny blokują stolicę.

Ludzie przez wieki żyli w symbiozie z przyrodą, zgodnie z chrześcijańską koncepcją świata, czego najlepszym dowodem jest zachowanie na polskich terenach wszystkich rodzimych gatunków zwierząt i roślin. Jest to rezultat polskiej kultury użytkowania zasobów przyrodniczych – mówi prof. Jan Szyszko. Tymczasem ekoterroryści ogłosili człowieka wrogiem przyrody, a ich „zielona ideologia” humanizuje zwierzęta i rośliny, natomiast animalizuje człowieka. W konsekwencji to nie przyroda ma służyć człowiekowi, lecz on przyrodzie.

Antypolska polityka

Podczas gdy dekarbonizacja polskiej gospodarki skutkowałaby podwyżką cen energii elektrycznej (eliminacja węgla to dwukrotnie droższy prąd), to ekoaktywiści promują właśnie wiatraki. Niemieckie firmy, przodujące w tej technologii, zyskały w naszym kraju niezwykle korzystne warunki do działania. Sytuują fermy wiatrowe na ziemiach zachodnich i północnych, których spore połacie nabyły tzw. słupy. Taki neokolonializm energetyczny zafundował PO-rząd polskiemu społeczeństwu, nie bez pomocy Fundacji Przestrzeni Dialogu, reklamującej wiatraki, sponsorowanej przez niemiecki budżet.

Nie można też pominąć aktywności Greenpeace’u, którego polski oddział wspierany przez Fundację im. Heinricha Bola (dotowanej z niemieckiego budżetu) wyprodukował raport, przekonujący o wyższości energii wiatrowej nad jądrową.

Zaś rodzimi ekobojówkarze, do niedawno korzystający z obfitej łaskawości PO-rządu, by promować antypolską politykę ekologiczną, teraz oskarżają resort ochrony środowiska o obcinanie źródeł finansowania. Tak, jakby organizacje pozarządowe miały prowadzić swą antypaństwową działalność za rządowe pieniądze.

autor: Jerzy Pawlas
źródło: gazeta Obywatelska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj