Niezłomna Różyczka: Historia 13 latki która wstąpiła do AK

niezłomna.jpg

Bohaterowie żyją wśród nas. Czcimy Żołnierzy Wyklętych, a niektórzy z nich jeszcze nie złożyli broni. Dzisiaj już jednak nie biegają po lasach. Walczą o wolność w inny sposób. Oto historię kpt. Weroniki Sebastianowicz ps. „Różyczka”. Niestety o tej historii nie ma w żadnym podręczniku szkolnym.

Jej losy mogłyby się nadawać na scenariusz filmu, który wgniatałby w fotel. I być może kiedyś do tego dojdzie. Przeszła piekło tortur więzienia stalinowskiego i zsyłkę do łagru w Workucie na północy Syberii. Uczestniczyła w narodowym powstaniu antykomunistycznym po II wojnie światowej. Nie mogła się pogodzić z zajęciem Polski przez Sowietów. To była dla niej kolejna okupacja. Dzisiaj mieszka na Białorusi, w miasteczku Skidel niedaleko Grodna wśród innych Polaków, którzy zostali na wschodnią granicą. Tam dla niej wciąż żyje Polska. Dla władzy jest wrzodem, którego trzeba jak najszybciej usunąć.

Do dzisiaj walczy o wolność, a w słowie „walczy” nie ma ani krzty przesady czy przenośni. Jako 84-latka piastuje stanowisko przewodniczącej Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej na Białorusi, nieuznawanego przez białoruskie władze. W czerwcu 2014 roku kombatantka była sądzona przed sądem w Grodnie za zbiórkę świątecznych paczek dla AK-owców. Dzisiaj przyznaje bez wahania, że wciąż działa w podziemiu razem ze swoimi ludźmi. Dla nich walka się nie skończyła ani po wojnie, ani po 1989 roku i prawdopodobnie nie skończy się nigdy.

Jako 13-latka w 1944 roku złożyła przysięgę i została oficjalnie zaprzysiężona do Armii Krajowej. Otrzymała pseudonim „Różyczka”. Po wojnie kontynuowała walkę z komunistami w Obwodzie AK Wołkowysk jako członek Samoobrony Wołkowyskiej. W 1951 r. odkryli ją w konspiracji i została aresztowana. Torturowana podczas przesłuchać, mówi często: nie wiem jak ja to przeżyłam.

NKWD-ziści, chcieli wydobyć od niej informacje o bracie Antonim, który działał w podziemiu AK i poakowskim, o jego położeniu, o oddziałach, którymi jako zastępca komendanta i podporucznik dowodził. Katowali ją każdej nocy. Zabierali wieczorem, a nad ranem dwóch funkcjonariuszy ciągnęło ją po ziemi za ręce, bo nie mogła iść o własnych siłach. Ok. 2,5 miesiąca spędziła w karcerze: betonowa buda, metr na metr, bez okien, po ścianach leje się woda, biegają szczury, a przez niewielkie okienko dwa razy dziennie dostajesz kubek z wodą. Nie raz prosiła Boga o śmierć. „Żeby już się ta męka skończyła. Niech rozstrzelają” – myślała w samotności.

Po tragicznym pobycie w więzieniu stalinowskim ogłoszono wyrok: 25 lat łagru w Workucie, na północnej Syberii. Udało się przeżyć. Kobiecy organizm, najpierw torturowany, potem poddawany nieludzkiemu wysiłkowi przy pracy w lesie przetrwał. I na dodatek dzisiaj, mimo 84-lat, kpt Weronika Sebastianowicz radzi sobie doskonale. Jest aktywna, działa społecznie. Walczy o prawa Polaków na Białorusi. Jak to dzisiaj tłumaczy? – to dzięki woli Bożej. Bez niej nie udałoby się przeżyć. Sowieci byli potworami. Niemiec mordowała, ale zabijał od razu.

Nigdy się pogodziła z tym, że tam, gdzie mieszka, jest Białoruś. Chciałaby, żeby wróciła Polska. Jak stwierdza, walka dalej trwa. Białoruskie władze nie zarejestrowały stowarzyszenia, którym kieruje przy Związku Polaków na Białorusi. Polacy jako mniejszość są szykanowani i odbiera im się podstawowe prawa wolnościowe. Pani Weronika może wrócić do ojczyzny, ale nie chce. Nie zostawi ludzi, którym służy. Swoich kombatantów. Grobu rodziców, męża, przodków, kompanów broni. Dla niej ojczyzna jest na Grodzieńszczyźnie, bo tam biją polskie serca.

Nie marzy o zmianach jutro, za miesiąc za rok. Może jak już jej nie będzie na świecie, ale chce zrobić wszystko co w jej mocy, do ostatnich swoich dni. A swoje działanie dedykuje wszystko akowcom, którzy ginęli za wolną i niepodległą ojczyznę. Często mówi: Armia Krajowa to bardzo dziwne wojsko. Tam nikt do niczego nie zmuszał, nikt nic nie dawał a zawsze byli chętni do walki.

Gdy ogląda polską telewizję, odczuwa wielki żal, łzy cisną się same, mimo, że to twarda kobieta. W jej ukochanym kraju też niszczy się pamięć o bohaterach i ofiarach totalitaryzmu. Wsparcie rządowe, a raczej jego brak, tłumaczy w prosty sposób. W elitach politycznych Polski tkwią jeszcze dość spore pozostałości po komunizmie w postaci potomków zbrodniarzy. Dlatego wielką nadzieję pokłada w młodym pokoleniu.

Projekt współfinansowany przez Fundacje KGHM Polska Miedź

Czytaj: Brawurowa akcja AK w niemieckim Breslau

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ