Mariola Jarocka: Bardzo lubię chwile kiedy razem siadamy i próbujemy moich eksperymentów kulinarnych a potem rozmawiamy

udostępnione przez Mariola Jarocka

Czy trzeba zachęcać do czytania książek Marioli Jarockiej? Chyba aż tak bardzo nie, skoro dość szybko znikają z księgarskich półek. Jarocka jest pisarką przede wszystkim dla dzieci i młodzieży, nie mniej, rodzice uwielbiają czytać to samo co ich pociechy. Seria książek Marioli Jarockiej – w wielu domach – uzupełniana jest na bieżąco. Czemu to tłumaczyć? Być może, lekkie pióro Jarockiej i fantastyczne ilustracje, które od dość dawna do każdej opowieści dodaje Dorota Domagała. Z pewnością duet Jarocka&Domagała to przykład współpracy, która może być przykładem dla wielu przedsiębiorców. Wszak panie od wielu lat, zachowując swój staus quo, wpływają na wyobraźnię dziecięcą, współtworzą  bestsellery na księgarskim rynku a przy tym są bardzo ciekawymi ludźmi. Talent obu pań doceniło Wydawnictwo Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej, bowiem kilka dni temu wydało ostatnią pozycję Marioli Jarockiej pt. Legendy wrocławskich kościołów a o nowej publikacji, namiętnościach swoich i rodziny opowie sama autorka w rozmowie z Małgorzatą Paw.

Praktycznie nie ma książki, w której nie ma odniesień do historii

Bo to moja pasja. Historią zajęłam się wiele lat temu. Ciągle szukam informacji o legendarnej przeszłości zarówno naszego kraju, jak i wielu ościennych, jednym słowem z całego świata. Cały czas rozwijam swoje zainteresowania, zresztą nie tylko historyczne. Duże wrażenie robi na mnie architektura – zwłaszcza gotyk i secesja. Lubię odnajdywać elementy o których czytałam czy słyszałam. Nic dziwnego, że często opisuję to, co sama widziałam, albo czego sama doświadczyłam.

W bohaterach książkowych odnajdujemy cechy twojej rodziny?

Myślę że tak. Inspiracją do wielu książek była moja rodzina, a szczególnie dzieci. Prawdę powiedziawszy to każdemu z nich poświęciłam co najmniej jedną książkę. Nie ma w tym nic dziwnego, że piszemy o tym, co znamy najlepiej, z czym jesteśmy związani, od czego zależy nasze życie. To jest bardzo naturalne. Opisuję żywą historię. Wiele elementów miało miejsce w rzeczywistości. Jednak czasami trzeba uruchomić wyobraźnię, żeby ten materiał był ciekawszy i bogatszy. Bywa, że jedno wydarzenie, które rzeczywiście miało miejsce, przyjmuje nowe barwy i zostaje rozbudowane. Właśnie tak było w serii z Piekielną rodzinką. Pisałam ją z pozycji mamy i musiałam „wejść w skórę” dzieci. Pierwsza część została napisana pod wpływem rzeczywistych wydarzeń, z jakimi musiałam się zmierzyć będąc mamą i wykonując tak naprawdę najważniejszą rolę w swoim życiu.

Każdy z nas ma inne zainteresowania które rozwijamy ale naszym wspólnym terenem są podróże.  Lubimy razem wyruszać i to jest coś, co nas najbardziej łączy, tak samo jak… nasz stół. Dobre jedzenie, to jest kolejny element spajający rodzinę. Bardzo lubię chwile, kiedy razem siadamy i próbujemy moich – często eksperymentalnych – potrawów kulinarnych a potem rozmawiamy.

Oprócz rodziny ważne są zwierzęta a szczególnie koty, ta miłość wybrzmiewa też w twoich tekstach

To prawda. Obecnie mam dwa loty, trzeci niedawno od nas odszedł. Innymi – które bywają podrzucane pod dom – zajmuję się tylko czasowo. Mam też psa, bardzo rodzinną, kudłatą suczkę, która kocha nas bezwarunkowo i bardzo nie lubi, kiedy rodzina nie jest w komplecie. Gdy była nieco młodsza, zdarzyła się sytuacja, że musiałam skrócić swój pobyt, bo nie chciała jeść i pić. Jak tylko się pojawiłam, psinka odzyskała pełnię apetytu. W hierarchii domowej, koty – zaraz po dzieciach i mężu są najważniejsze, chociaż czasami słyszę od nich, że jest odwrotnie, mówią bowiem: mama każe nas, a kota to jeszcze nigdy nie ukarała za nic. Dementuję! Zdecydowanie koty są na właściwym miejscu, zaraz po rodzinie.

Oprócz tego, że świetnie piszesz, wypełniasz lukę edukacyjną. Podajesz zestaw trudnych lub zapomnianych słów, przywracasz przestarzałym wyrazom życie.

To wynika z mojego zainteresowania historią i dawnymi czasami. Lubię archaizować język i wydaje mi się, o ile w Piekielnej rodzince, to absolutnie by nie pasowało, bo to zupełnie innego rodzaju opowieść, to już moje baśnie, legendy i podania są taką formą, w której warto zarchaizować nieco język. Taka forma sprzyja opowieściom z „zamierzchłych” czasów. Poza tym wydaje mi się, że wtedy łatwiej wchodzimy w opowieść, która zawsze jest umiejscowiona w jakiejś odległej przestrzeni. A niektóre z tych opowieści dotykają nawet X wieku. Żyjemy w innych realiach i patrzymy zupełnie inaczej na minione tysiąc lat. Wydaje mi się, że warto przybliżyć elementy, które były charakterystyczne dla epoki. Dlatego umieszczam słowniczek, żeby była pełna jasność na temat nazewnictwa, aby nie było żadnych wątpliwości co to jest tympanon albo kim był czeladnik.

A co to jest tympanon?

To jest ozdoba architektoniczna, która zazwyczaj wieńczy jakiś portal i przeważnie nosi w sobie informację. Mogą być tympanony fundacyjne, o jednym z nich piszę w swojej książce. Może już nikt  nie zwraca na nie większej uwagi, bo nie zawsze rzucają się w oczy. Tak jak tympanon fundacyjny z kościoła Najświętszej Marii Panny na Piasku.

Idąc po starych miejscach, szczególnie takich jak Ostrów Tumski, warto rozglądać się dokoła. Przyglądać się ścianom, portalom, oknom. One naprawdę wiele mówią. Tak naprawdę nie musimy znać się na architekturze, żeby dostrzec pewne elementy charakterystyczne dla danej epoki, profesji, itp.

Następny pomysł na książkę jest, czy może odpoczynek?

Właśnie kończę książkę której treść też jest umiejscowiona w nurcie baśń i legend, a dotyczy ona tak lubionych przez nas zamków. Treść książki została tak zaplanowana, by obok legendy związanej z określonym zamkiem, przedstawić także jego historię i architekturę. W książce znajdą się treści dotyczące ok. 25 zamków – w tym także tych dolnośląskich, takich jak Czocha, czy Grodziec.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ