W trakcie posiedzenia, poseł prof. Krystyna Pawłowicz zadała pytanie sędziemu Zabłockiemu, czy Sąd Najwyższych współuczestniczył w finansowaniu kongresu. Na to pytanie obruszył się sędzia Stanisław Zabłocki, szef izby karnej SN. Z wyższością w głosie przeprowadził wykład o standardach panujących w SN i zaprzeczył, by sąd wydawał jakiekolwiek pieniądze na ten cel ze swojego budżetu.
Ja też uczestniczyłem w tym kongresie i czyniłem to na własny, prywatny koszt. Przyjechałem prywatnie i odjechałem prywatnie. Koleżanki i koledzy tak to traktowali. Tak samo traktowałem kongres w tym roku.Pojechałem pociągiem, kupując bilety z własnej kieszeni i przebywając w Kotowcach na własny koszt. Tak powinien postąpić sędzia. Nie powinien obciążać swojej instytucji tego typu wydatkami . Jeśli pani prof. satysfakcjonuje, to kończę na tym.
– mówił z zadęciem sędzia Zabłocki, który chciał moralizować prof. Pawłowicz.
Szybko okazało się, że słowa sędziego Zabłockiego nijak mają się do rzeczywistości.Pod dwóch godzinach wrócił do Sejmy, by jak niepyszny, przeprosić posłankę Pawłowicz i przyznać, że SN współfinansował jednak imprezę sędziowską, na której brylował m.in. prof. Andrzej Rzepliński oraz politycy związani z opozycją.
Poprosiliśmy o przeszukanie dokumentacji źródłowej i główna księgowa poinformowała mnie, że w dokumentacji znajdują się dwie faktury na kwotę 14 476 złotych łącznie. Związane jak się okazuje z współuczestniczeniem w finansowaniu kongresu. Uznałem za stosowne zarządzić powrót na tę sale, bo musi istnieć nie tylko transparentność, ale także rzetelność. informacji.(…) Jeżeli jesteście państwo zainteresowani czego dotyczą te faktury, w jakim zakresie ta drobna kwota, jest wyrazem jakich wydatków to oczywiście główna księgowa zaraz państwa poinformuje. Chciałem posłankę Pawłowicz przeprosić.(…).
– stwierdził już grzeczniejszym tonem sędzia Zabłocki.
Na słowa sędziego Zabłockiego ostro odpowiedzieli posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Słusznie stwierdzili, że osoby, które odpowiadają za tą sytuację powinny zwrócić te pieniądze. Przypomnieli, że wydatkowanie pieniędzy na powyższy cel to złamanie dyscypliny budżetowej.
Przy okazji tej kompromitacji, warto wspomnieć, że pani Prezes Gersdorf i część sędziowskiej elity już dawno oderwali się od rzeczywistości. To właśnie Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego uznała, że za pensję sędziego w wysokości 10 tys. złotych można dobrze żyć tylko na prowincji. Dziś okazuje się, że 14 tys. złotych to dla szefa izby karnej SN „drobna” kwota.
źródło: wpolityce.pl
















