Historia internowania przez UB Krystyny Chmieleńskiej : “…czatowali na mnie trzy dni”

Represjonowane kobiety, przewożono do Gołdap – ośrodka internowania. Spotkała się tam cała elita opozycyjna Polski. Halina Mikołajaska, Gajka Kuroniowa, Anna Walentynowicz, Barbara Trzeciak i Joanna Gwiazda. Krystyna Chmieleńska, pracowała w składzie redakcji gazetki wydawanej przez członków Komitetu  Założycielskiego NSZZ Uniwersytetu Wrocławskiego. 

 

2 marca 1982 roku wpadłam w kocioł. Zostałam poproszona o zaniesienie informacji na ul. Budziszyńską. Rzadko bywałam łączniczką ale wówczas sytuacja była wyjątkowa, dlatego, że dzień wcześniej wpadły dwie inne łączniczki. Zapukałam, jak to było umówione, drzwi się otwarły i dosłownie przefrunęłam na drugi koniec mieszkania. Złapał mnie ubek, odebrał torebkę i wepchnął do sanitariatu. Zza tych drzwi słyszałam ich rozmowy i zatrzymywane kolejne przychodzące do mieszkania osoby. Mieli problem z jeszcze jedną kobietą, dostała jakiegoś amoku…tak bardzo krzyczała. Trudno było ten krzyk znieść.

Po kilku godzinach wyprowadzili wszystkich do suki. Usiadłam na przeciw kobiety, która za plecami miała uchylone okno, podawałam jej listy do wyrzucenia. Sama musiałam zjeść dwa. Były szczególne z dwóch powodów. Zawierały informacje o miejscu pobytu Labudy i Frasyniuka i były zabezpieczone celafonem. Jak ja poradziłam sobie z połykaniem i przeżuciem, do dzisiaj nie wiem. Podczas przesłuchania okazało się, że za nami jechał inny samochód i zbierał te moje listy. Oczywiście, że nigdy  nie przyznałam się do nich.

Mieli moją torebkę i mój notes z mnóstwem adresów. U wszystkich byli. Zabawny moment przeżył mąż mojej przyjaciółki, który był porządnym człowiekiem i I sekretarzem na wydziale, w którym pracowałam. Gdy ubecy tam przyszli, w domu była tylko mama i powiedziała, że drzwi nie otworzy, bo się boi. Wywarzyli je. W międzyczasie starsza pani zadzwoniła do syna. Kiedy przyjechali już razem – moja przyjaciółka i mąż sekretarz – zobaczyli przerażoną mamę omdlałą na fotelu i wachlującego ją gazetą ubeka, który z przejęciem wołał dobra babcia, dobra babcia.

Drugi kocioł przeżyłam w swoim domu. Tam wpadła też moja mama i mój syn. Sąsiedzi mówili, że czatowali na mnie trzy dni.

Przez te trzy dni wypili wszystkie trunki, które gromadziłam na swoje imieniny. Chciałam poczęstować przyjaciół drinkiem. A tu niespodzianka. Cud odwrotny niż w Kanie  Galilejskiej.

Dwa tygodnie siedziałam „w dołku” na Łąkowej. Wtedy się okazało, że jest istotna różnica pomiędzy ubekami a służbą więzienną. Służba, to byli ludzie, natomiast ubecja… ich przesłuchania …gry w dobrego i złego policjanta… Bardzo chcieli dowiedzieć się kto wiózł listy, grozili biciem. Nie zdradziłam. Generalnie nie chcę wracać do tych niemiłych rzeczy. Wypieram je z pamięci.

A wracając do służby więziennej. Pozwalali mi się codziennie myć, jak na tamte warunki byłam wyróżniona. Ale w zamian, myłam 3 ubikacje… nie miałam z tym problemu. Byłam czysta i te ich kible też.

Były tam różne dziewczyny przetrzymywane na 48 godz. Każda z nich utożsamiała się z Solidarnością, każdą z nich prosiłam aby zawiadomiły mój wydział na Uniwersytecie, gdzie jestem. Żadna tego nie zrobiła, dopiero jedna z prostytutek odwiedziła miejsce mojej pracy i poinformowała szefa. To było tuż przed wyjazdem do Gołdap.

Jazda do Gołdap  (tutaj, Krystyna tłumaczy, że mówi się: ta Gołdap). Zanim tam dotarliśmy, zatrzymaliśmy się w zajeździe Mazurek. Od tej pory, też się tam zatrzymuję aby oddać hołd tym, którzy tam pracowali. Konwojenci usiedli osobno, udawali, że nic nie widzą a myśmy poprosiły kelnerki aby przyniosły nam coś do pisania i aby potem to wszystko wysłały. I one to zrobiły.

Na miejscu zawsze był komitet powitalny. Dziewczyny  śpiewem i tańcem wprowadzały nas na górę. Była tam bardzo dobra rzecz. Miałyśmy swój własny uniwersytet. Każdy kto chciał, mówił o czym chciał. Były dwa wykłady dziennie. Uczęszczałam na większość a najbardziej interesowały mnie zajęcia z socjologii.  Janka Jankowska, namawiała aby na gorąco wszystko notować, bo pamięć jest ulotna i jak widzę miała rację. Internowanie trwało 4 miesiące i 4 dni.

Anegdotka związana z moją pracą we Wrocławiu. Znajomi z Warszawy, mówili abym nie myślała o pracy w stolicy Dolnego Śląska, bo szefem wydziału na który zamierzałam aplikować jest zagorzały komuch. Z moją przeszłością polityczną nie mam szans, przestrzegali. Tymczasem, było zupełnie odwrotnie. Do pracy przyjął mnie natychmiast a po wielu latach, gdy przeszedł na emeryturę powiedział mi – zaryzykowałem i dobrze zrobiłem, o.

13 grudnia 2016 roku Prezydent RP Andrzej Duda, za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, a także za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej odznaczył Krystynę Chmieleńską Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Natomiast Krzysztof Szwagrzyk, za zasługi w działalności na rzecz niepodległości i suwerenności Polski oraz respektowania praw człowieka w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej odznaczył Chmieleńską Krzyżem Wolności i Solidarności.

Artykuł współfinansowany przez Fundacje KGHM Polska Miedź

Czytaj : Wspomnienie Andrzeja Uchwata, ps. „Wichura”porucznik AK: „…zrobiłem dobre rozeznanie na temat konfidenta…”

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ