Aleksandra Rybińska: Integracja francuskich muzułmanów w praktyce. Sekretarz generalny Rady Kultu Muzułmańskiego: „Kto będzie próbował mnie asymilować zginie”.

Francja flaga.jpg

Z okazji święta Eid-al-Fitr, sygnalizującego koniec ramadanu, prezydent Francji Emmanuel Macron zaapelował do wyznawców Allaha, by walczyli z rosnącym fanatyzmem w swoich szeregach. „Budowanie tożsamości wyłącznie na elemencie religijnym powoduje, że nie jest ona kompatybilna z republiką” – przekonywał Macron i dodał, że francuskie państwo nie może pozwolić na segregację społeczeństwa. Przemówienia Macrona słuchali na uroczystej „iftar” przedstawiciele głównych muzułmańskich organizacji nad Sekwaną- Francuskiej Rady Kultu Muzułmańskiego (CFCM), Wielkiego meczetu w Paryżu, Zjednoczenia Muzułmańskiego Francji (RMF) oraz Unii Organizacji Islamskich Francji (UOIF), która po wielkim kongresie w lutym w podparyskim Le Bourget przemianowała się na „Muzułmanów Francji”.

Atmosfera byłą przyjazna, ale czy muzułmanie posłuchają rad nowego prezydenta, który w jednym z wywiadów zadeklarował, że „nie ma czegoś takiego jak kultura francuska”? Jest to co najmniej wątpliwe. UOIF wywodzi się z Bractwa Muzułmańskiego, ruchu, który forsuje powrót do źródeł islamu, czyli fuzję między religią a polityką. Zmiana nazwy miała zdjąć odium ekstremizmu z organizacji, przysporzyć jej bardziej przyjazny wizerunek. Na kongresie UOIF w marcu w Lille wystąpili jednak liczni kaznodzieje nienawiści, jak szwajcarski teolog muzułmański Tariq Ramadan, wnuk Hasana al-Banny, twórcy Bractwa Muzułmańskiego oraz syryjski radyklany imam Mohamed Rateb Al-Nabulsi. Nie jest też tajemnicą, że UOIF, nadzorująca ponad 250 organizacji kultu muzułmańskiego nad Sekwaną, domaga się „miejsca dla wyznawców Allaha w społeczeństwie francuskim, na wszystkich szczeblach”, zgodnie z tradycją Bractwa.

Tariq Ramadan zaś, który spełnia wśród francuskich muzułmanów funkcję duchowego przywódcy broni takich rzeczy jak obrzezanie kobiet, bo „jest to zgodne z naszymi tradycjami”. Ramadan dobrze wie, że takie praktyki są we Francji zakazane. Mimo tego zadeklarował w nagraniu opublikowanym na YouTube: „Kto krytykuje obrzezanie kobiet jest niewierny wobec tradycji islamskich”. Zdaniem Ramadana tylko społeczność muzułmańska ma prawo debatować nad słusznością lub nie takich praktyk, a nie „niewierni, rasiści, islamofoby, którzy robią problem z naszej wiary”. To co mówi Ramadan wpisuje się idealnie w dominujący nurt myślenia wśród francuskich muzułmanów, który obsadza ich w roli ofiar: jesteśmy prześladowani, zachód nienawidzi nas, więc nie ma prawa się do czegokolwiek wtrącać. A jeśli się nie integrujemy to dlatego, że nie dano nam do tego odpowiednich narzędzi: mieszkań, pieniędzy, miejsc pracy. Pobrzmiewa w tym postawa roszczeniowa oraz przekonanie, że za integrację odpowiedzialne jest społeczeństwo goszczące muzułmanów, ale nigdy oni sami.

Nic dziwnego więc, że Kolektyw przeciwko islamofobii we Francji (CCIF) w swych corocznych raportach do przestępstw islamofobicznych zalicza wydalenie z Francji kaznodziei nienawiści ora zamkniecie meczetów, w których prawili kazania. O zamachach w Brukseli i Paryżu organizacja napisała, że „nie ma żadnych dowodów na to, że udział w nich wzięli islamiści. Ta wersja jest w każdym razie kontestowana”. Przez kogo? Przez muzułmanów oczywiście. „A jeśli to jednak zrobili, każdemu według przekonań…” – czytamy na stronach CCIF. Cel działania CCIF jest przy tym dość przejrzysty: stworzyć wrażenie permanentnego prześladowania muzułmanów i to przez państwo francuskie. Organizacje islamskie wywierają przy tym presję na bardziej umiarkowanych muzułmanów, by nie współpracowali z lokalną administracją, tylko z imamami, którzy stają się tym samym nieodzownymi pośrednikami między francuskim państwem a społecznością muzułmańską.

To co myślą muzułmanie, na których pomoc Macron liczy w zwalczaniu terroryzmu nad Sekwaną, wyraził aż nader dobitnie sekretarz generalny Francuskiej Rady Kultu Muzułmańskiego Abdallah Zekri, który powiedział w wywiadzie z algierską telewizją „Al-Janoubia”, że nie zamierza się asymilować ze społeczeństwem francuskim.

Kto będzie próbował mnie asymilować zginie. Jestem trucizną muzułmańską. Jeśli mnie połkniesz, zginiesz. Asymilacja to negacja samego siebie, swojej kultury, pochodzenia i cywilizacji. Oznacza to, że musiałbym zostać Francuzem. Asymilacja to zbrodnia przeciwko ludzkości. Mnie się asymilować nie da. Koniec, kropka

—zadeklarował Zekri i dodał, że integracja jest możliwa, ale polega ona dla niego na korzystaniu głownie z dóbr danego kraju.

Państwo musi umożliwić muzułmanom pracę, zarobki, mieszkania. To jest integracja

—przekonywał. Podczas wyborów parlamentarnych we Francji aż trzy partie muzułmańskie, z których dwie zostały założone w przeciągu ostatnich dwóch lat, wystawiły kandydatów. Tylko jeden z nich osiągnął wynik powyżej 10 proc. i dostał się do II tury – Samy Debah, założyciel Kolektywu przeciwko islamofobii we Francji i organizator występów Tariqa Ramadana, zdobył 13,9 proc. głosów w podparyskim Val d’Oise. Ostatecznie pokonał go kandydat Socjalistów François Pupponi. Jest to jednak dopiero początek. Partie Muzułmańskie rosną nad Sekwaną w siłę i nie ukrywają, że chcą walczyć z „przymusem wyboru między tożsamością a obywatelstwem”. „Wybierać to zrezygnować, a my z niczego rezygnować nie zamierzamy” – głosi m.in. partia „Francuzi i Muzułmanie” na swojej stronie internetowej.

Oto potencjalni partnerzy Macrona w jego staraniach o powstanie „Islamu Francji” i w zwalczaniu ekstremizmu. Próbowali to przed nim już inni i nic z tego nie wyszło. To Nicolas Sarkozy założył w 2003 r., gdy był szefem MSW, Francuską radę Kultu Muzułmańskiego (CFCM). Organizacja miała pośredniczyć między wyznawcami Allaha we Francji a państwem. Tyle, że większość imamów jej nie uznaje. Organizacji islamskich jest wiele, a zewnętrzne wpływy na nie (Kataru, Arabii Saudyjskiej i państw Maghrebu) są ogromne. Nowym szefem CFCM ma zostać Ahmet Ogras, którego rodzina pracuje dla prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana. Poprzedni rząd Bernarda Cazeneuve usiłował zapobiec tej nominacji, by nie powstała „piąta kolumna Ankary” w organizacji kultu muzułmańskiego podlegającej bezpośrednio MSW. Bezskutecznie.

Faktem jest, że organizacje muzułmańskie, z którymi Macron chce współpracować, są częścią problemu a nie jego rozwiązaniem. Tak długo jak Francuzi tego nie zrozumieją, fundamentalizm dalej będzie się szerzył nad Sekwaną.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ