Bohaterski Ksiądz generał Witold Kiedrowski: pod nosem gestapowców prowadził punkt nasłuchu radiowego

Mariusz Kubik http://www.mariuszkubik.pl, CC BY 3.0, Wikimedia Commons

Po przybyciu do Warszawy na początku 1940 roku, ksiądz Witold Kiedrowski zaangażował się w ruch oporu. Posługiwał się nazwiskiem Witold Kołodko, a także wieloma pseudonimami („Witek”, „Kalew”, „ks. Słoneczko”, „Żmigród”). Ponieważ znał bardzo dobrze niemiecki i francuski, został przydzielony do Biura Informacji Prasowej, które zajmowało się propagandą.

Podstawowym celem tworzącego się ruchu oporu stało się zdobycie radioodbiornika. Za posiadanie radia groziła kara śmierci. Skorzystano z okazji, że likwidacji ulegała ambasada włoska w Warszawie. Część sprzętu trafiła na sprzedaż – w tym radionadajnik. Nabył go zaocznie volksdeutsch nazwiskiem Schulz. Ksiądz Kiedrowski z fałszywymi dokumentami na nazwisko Schulz zjawił się we włoskiej ambasadzie i odebrał sprzęt.

Punkt nasłuchu został umieszczony w mieszkaniu dyrektora Banku Zgody Stefana Lewandowskiego. Do obowiązków księdza należało prowadzenie nasłuchu zagranicznych stacji, głównie brytyjskich i francuskich. Spisywał wiadomości i tworzył komunikaty, które trafiały następnie do Biuletynu Informacyjnego Delegatury Rządu na Kraj. Tak minęły dwa lata.

W styczniu 1942 roku lokal został zdekonspirowany. Gestapo założyło tam kocioł i czekało na wszystkich, którzy przyszli do mieszkania. W ręce Niemców wpadło piętnaście osób, w tym ksiądz Kiedrowski. Duchowny natychmiast przyznał, że zakazane radio należy do niego. Został uderzony kolbą w twarz, próbował ucieczki, ale nieskutecznie. Trafił do aresztu gestapo przy Alei Szucha. Wszyscy ludzie, którzy wraz z nim znaleźli się w kotle, zostali rozstrzelani. Pierwszego dnia w areszcie Kiedrowski targnął się na swoje życie, usiłując powiesić się na kracie. Próba była nieudana. Rozpoczęło się brutalne śledztwo.

Codziennie przez dwa miesiące ksiądz był przewożony z Pawiaka na Szucha. W trakcie przesłuchiwania był bity – miał połamane wszystkie palce u lewej ręki, połamane żebra i pękniętą czaszkę. O jego trudnym położeniu dowiedział się ruch oporu. Ponieważ duchowny miał ogromną wiedzę na temat państwa podziemnego, rozważano nawet otrucie go. Jednak nie uległ i niczego Niemcom nie zdradził, nawet swojego prawdziwego nazwiska. Okupant wydał na niego wyrok śmierci.

Gestapowiec, który prowadził śledztwo Kiedrowskiego, został przekupiony przez Delegaturę Rządu. Nie mógł on cofnąć wyroku śmierci (jak wspominał ksiądz „sprawa była zbyt gruba”), ale mógł opóźnić jego wykonanie. W dokumentach umieścił zapis, że z powodu nowych okoliczności należy Kiedrowskiego zatrzymać do dalszego śledztwa. Duchowny od marca do września siedział w celi śmierci na Pawiaku na połowie racji żywnościowych. We wrześniu ważył tylko 38 kilogramów. Zaradzono temu, wysyłając go do ciężkiej pracy w kotłowni. Tam w ubikacji przemycano mu dzban zupy. Pomogło mu to odzyskać siły.

W styczniu 1943 roku Niemcy planowali nową falę masowych aresztowań. W tym celu musieli zwolnić miejsca na Pawiaku. Rozpoczęły się wywózki do obozów koncentracyjnych. Ksiądz Kiedrowski znalazł się w transporcie na Majdanek (c.d.n.)

Program wspierany przez Fundacje KGHM Polska Miedź

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ