Na przełomie 39/40 roku wszystkie narody mieszkające na Kresach Wschodnich zdawały sobie sprawę jaka będzie kolejność zagłady: Żydzi, Polacy, Czesi, następnie mniejsze grupy etniczne, potwierdzali to sami Ukraińcy. Była to zaplanowana eksterminacja przez Niemców i UPA a przebiegała według faktów dokonanych. Mieli usunąć polską ludność ze spornych terenów, aby przed ewentualnymi rozmowami międzynarodowymi na temat granic, teren do którego OUN-B rościła swoje żądania, był jednolity etnicznie.

Generalnie temat ludobójstwa na Wołyniu nie jest dostatecznie znany i upamiętniany. Powojenna komunistyczna polityka polska skutecznie zatarła naszą wielowiekową obecność na Kresach, dlatego przywracanie pamięci wymaga od nas ogromnej pracy. Dzisiaj Ukraińcy zdziwieni są, gdy widzą Polaków z tablicami upamiętniającymi ukraińskie i niemieckie zbrodnie na terenach II Rzeczypospolitej. Dzisiaj większość mieszkańców dawnych Kresów Wschodnich nie zdaje sobie sprawy z tego, co robili ich przodkowie – tak relacjonują świadkowie.
Kresy II Rzeczypospolitej to był ogromny obszar. Polacy, razem z innymi narodami zamieszkiwali tą ziemię od siedmiu wieków. Tak było do zakończenia II wojny światowej. W ogromnym narodowościowym tyglu, w autentycznej przyjaźni żyli obok siebie najbliżsi graniczni sąsiedzi: Czesi i Niemcy a także Rusini, Żydzi, Litwini, Ormianie, Cyganie, Karaimi czy Holendrzy. Dzisiaj aby znaleźć jakikolwiek ślad trzeba się natrudzić. Niekiedy jest to niemożliwe. Banderowska polityka niepodległej Ukrainy, zapoczątkowana jeszcze przed wybuchem II wojny światowej skutecznie ograniczała dostęp i wiedzę. Niemcy i Ukraińcy większa część ludności wymordowali, resztę przepędzili. Nieliczni, którzy ocaleli, opowiadają o straszliwych zbrodniach. Niestety wiedza o ludobójstwie na tych wszystkich narodach nie jest znana. Cyganie ludobójstwo na Kresach przeżyli jednakowo – jak inni – dramatycznie. To Cyganie z Gorzowa są uratowanymi i potomkami tych, którzy pochodzą z Kresów. Słynna Papusza Wajs, w poemacie Krwawe łzy opisała co przeżyli Cyganie na Wołyniu. Skazani na zagładę przez samych Ukraińców, ale były wyjątki. Mordowano tylko polskich Cyganów, ze względu na nazwisko. Zdarzało się, że zmieniali imiona i nazwiska na ukraińskie aby przetrwać. Na dzisiaj pamięć romska o Kresach nie przetrwała, nie zadbali o to, aby postawić gdziekolwiek tablice, krzyże czy pomniki.
Kolejną grupą na Wołyniu byli Czesi, to fakt bardzo mało znany w Polsce. Trafili tam ze względu na panującą u siebie biedę, a do zakończenia II wojny, było ich około 60 tysięcy. Utworzyli Legion Czeski, z czego są bardzo dumni i do dzisiaj o tym wspominają.
Czesi wołyńscy próbowali unikać łączenia się – w jakikolwiek sposób – po stronie baderowskiej a kiedy nie było już innej możliwości zwracali się do polskich samoobron. Najsłynniejsza polska samoobrona na Wołyniu, to Kupiczów, gdzie Czesi włączyli się w działania 27 Dywizja Wołyńskiej Armii Krajowej. Generalnie samoobrona grupowała ludność cywilną i oddziały AK w celu samoobrony przed masowymi mordami przez UPA i ukraińskich chłopów. Podobne zgrupowania powstały w województwach: lwowskim, stanisławowskim i tarnopolskim.
Dzisiaj pamięć o ludobójstwie na Wołyniu wśród Czechów jest wciąż, podobnie jak w Polsce, ciągle mało znana. Nawet próbuje się Polakom (rzekomo polskiej policji) przypisać tę zbrodnię a bandrowcom… bohaterskie czyny.
Dzięki Jaromiry Niemcovej prezes Stowarzyszenia Czechów Wołyńskich „Wołyńska masakra”, bo taka funkcjonuje nazwa, przebija się do świadomości społecznej. Czesi do największych zbrodni i rokrocznie obchodzonych zaliczają: masakrę wołyńską w czeskim Malinie, gdzie w ramach odwetu patrol niemieckich i ukraińskich policjantów wymordowali 320 Czechów (i 30 Polaków z mieszanych małżeństw), mieszkańców Lidic wymordowanych przez SS i policję oraz Ležáky – wieś, którą zrównano z ziemią po zamachu na Reinharda Heydricha 24 czerwca 1942.
Czesi wołyńscy, całą grupą w 1947 roku, zostali przesiedleni w okolice Szumperka, na pogórzu Jesioników w Sudetach. To oni zmienili nazwę jednego z miast na Novy Malin. Novy Malin jest dla Czechów symbolem męczeństwa na Wołyniu. Każdego roku 11 lipca spotykają się i czczą pamięć swoich bliskich zamordowanych przez SS i niemiecką policję. Historycy oceniają tę zbrodnię w kategorii wielkiej pomyłki, prawdopodobnie Niemcy mieli pomylić ukraiński Malin z czeskim Malinem.
Na temat niemieckich zbrodni na Wołyniu wiedza Czechów jest zadowalająca. Oni zdają sobie sprawę kto jej dokonał i kto był odpowiedzialny, natomiast świadomość udziału innych nacji, jak Niemców, Holendrów czy śladowych ilości innych grup etnicznych, jest zupełnie pomijana w polskiej czy niemieckiej prasie.
Ludność w II Rzeczypospolitej była wielowyznaniowa i wielkiej tolerancji, o czym wielokrotnie mówi Stanisław Srokowski: „byliśmy jedynym państwem na świcie o tak różnorodnej strukturze narodowościowej, i z tyloma swobodami obywatelskimi, i o tym trzeba pamiętać. Polska przedwojenna na 35 milionów obywateli, miała aż 12 milionów wywodzących się z innych kultur, niż kultura polska. Mieliśmy 5 mln. Rusinów, którzy w procesie trwającym długie lata przeobrazili się w Ukraińców, dlatego problem na Ukrainie z Rusinami istnieje do dzisiaj, bo oni nie identyfikują się z Ukraińcami. Mieliśmy największą diasporę żydowską. W Polsce Żydów było 3,5 mln., podczas gdy w całej Europie było ich znacznie mniej. Wypędzani Żydzi szli do Polski. Na uniwersytetach, na Kresach czwarta część studentów była pochodzenia żydowskiego, tego nie było nigdzie indziej. Na naszych terenach zamieszkiwało około: 1,5 miliona Białorusinów, 1 miliona Niemców, 200 tysięcy Rosjan, 150 tysięcy Litwinów, 38 tysięcy Czechów, 30 tysięcy Cyganów, 20 tysięcy Ormian. Przed wojną w naszym państwie było ponad 30 narodów.
Program wspierany przez Fundacje KGHM Polska Miedź

















